czwartek, 20 listopada 2014

Mój bardzo osobisty list do Św. Mikołaja.

Tak jest, otrzymując te dziesiątki ofert reklamowych, zniżek i kodów na maila, telefon i prawie do lodówki, postanowiłam rozejrzeć się tu i tam i stworzyć listę osobistych życzeń. A nóż Mikołaj czyta blogi, rozumie sytuacje ciężarnych po 35 tygodniu ciąży i postanowi pokolorować mi trochę świat? Grunt to optymizm!
W mojej top liście znalazły się kosmetyki klasyki, takie o których myślę z przerwami od dawna - jak np. paletka Naked, którą można już kupić, razem z innymi produktami Urban Decay w polskiej Sephorze! Moja wishlista zawiera także marki, których nie miałam okazji spróbować a jestem ich bardzo ale to bardzo ciekawa, jak np. Bumble and bumble. Nie wiem jak to się dzieje, ale są takie perfumy, których nie zdążyłam jeszcze powąchać a doskonale czuję, że są moje...i tak oto ciągnie mnie ogromnie do Czarnej Orchidei Toma Forda. Ponieważ namiętnie poszukuję rozświetlacza, od momentu pojawienia się w sieci nowej, świątecznej kolekcji Guerlain marzę o limitowanej edycji osławionych meteorytów - Perles d’Etoiles Illuminating Pearls. Nie dorobiłam się jeszcze kompaktowej wersji Tangle Teezer, takiej idealnej do torebki, dlatego i ta elegancka, czarna szczotka znalazła się w dzisiejszym zestawieniu. Na ostatnim, choć absolutnie nie najgorszym miejscu zestaw cudownie wyglądających MACowych pigmentów. Piękne odcienie, zapakowane w lśniące, czarne, eleganckie pudełko idealnie zamykają mój list, choć nie wykluczam pojawienia się niedługo kolejnych jego części :). Kto zabroni ciężarnej?



 


Jak u Was z tegorocznymi marzeniami? Jest tego dużo czy raczej skromnie? Dajcie znać o czym od dawna marzycie! 


Ulubieniec tygodnia - #3.

Ulubieńca nieco zaniedbałam, niestety. Wychodzę jednak z założenia, że piszę o nim wtedy gdy myślę o danym produkcie naprawdę ciepło i myśl ta podparta jest dłuższym czasem jego użytkowania. Dziś więc o ulubieńcu nie tyle tygodnia co ulubieńcu ogólnym w kategorii demakijaż. Dziwna sprawa - znienawidzona przeze mnie czynność a coraz więcej produktów z tej dziedziny robi na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jednym z nich jest wielofunkcyjny Perfectly Clean Multi-Action Creme Cleanser/Moisture Mask. To niepieniący się, bardzo delikatny preparat do oczyszczania twarzy albo maska nawilżająca. W obydwu przypadkach kosmetyk sprawdza się doskonale. Mimo braku piany, czuję, że buzia jest dobrze oczyszczona a przy tym miękka, gładka, elastyczna i odżywiona. 


Na chwilę obecną, kiedy przez porę roku ale też hormony walczę z miejscowym zaczerwienieniem skóry, szukam produktów delikatnych i skutecznych. Zastosowana w produkcie Estēe Lauder technologia 3C Purity Complex daje komfort i faktycznie uspokaja skórę. Zapobiega podrażnieniom mogącym prowadzić do pojawienia się przedwczesnych oznak starzenia. Delikatna na tyle, żeby używać jej codziennie, ale na tyle silna, aby poprawić kondycję skóry. 



Ta nowa i udana dla mnie formuła sprawiła, że intensywnie myślę o innych produktach pielęgnacyjnych z serii Perfectly Clean, choć opisywany przeze mnie krem/maska na tę chwilę, ze względu na swoją delikatność, wydaje się być najlepiej dobraną pozycją.
W najbliższym czasie chciałabym także sprawdzić osławiony w wielu kręgach Take The Day Off Cleansing Balm.

Macie swoje ulubione produkty do demakijażu? Używałyście produktów z serii Perfectly Clean?  Dajcie koniecznie znać!


wtorek, 18 listopada 2014

Podkład legenda - Double Wear od Estēe Lauder.

Podkład legenda - jak mówi tytuł i opinia o nim. Jedno go kochają, inni nienawidzą. Ja jestem zdania, że wszystko jest dla ludzi a Double Wear odpowiednio nałożony, w pewnych okolicznościach i sytuacjach jest niezastąpiony. Zauważyłam też zależność, że na zimę, dla własnego spokoju i komfortu, zwyczajnie lubię go mieć. Pewnie ze względu na to, że jestem posiadaczką skóry mieszanej, DW nigdy nie zrobił mi krzywdy. Te z Was, które borykają się z suchością skóry pewnie nie raz go przeklinały. Dlatego już na samym początku muszę powiedzieć - Double Wear tak, ale nie dla każdego. Warto przed decyzją o zakupie przemyśleć czy tak mocno kryjący podkład jest nam potrzebny i rozważyć, szczególnie jeśli mamy cerę problematyczną, czy jej stan się nie pogorszy. Z doświadczenia jednak wiem, że decyduje się na niego wiele kobiet, twierdząc, że takiego efektu jak po DW nie mogą uzyskać żadnym innym podkładem. Ciężko się z tym nie zgodzić. Ciężko też odmówić mu dużego wyboru odcieni.
Kolejną ważną kwestią jest sposób i ilość nakładania. Wyżej napisałam, że to podkład kryjący. Nie do końca - według producenta daje krycie średnie do pełnego a więc same za nie odpowiadamy. Na dłoń wylewamy ilość odpowiadającą wielkości ziarnka grochu a w razie potrzeby dokładamy lub mieszamy z kremem. Jeśli dopiero go testując będziemy na twarz nakładać zbyt duże ilości, efekt maski jest pewien a nasza opinia o nim raczej nie będzie pozytywna. Polecam też nakładać go gąbką, szczerze już nie pamiętam jak to jest stosować inną metodę. Gąbka daje mi maksymalną precyzję i sprawia, że podkład na twarzy, nawet jeśli jest z serii kryjących, nie jest widoczny. DW to przede wszystkim trwałość. Stawiają na niego te z nas, które mają problem ze spływającym makijażem, czego od wielu lat przykładem jest moja siostra. Jeśli mamy do czynienia ze specjalną okazją gdzie świeży makijaż pożądany jest przez wiele godzin, też żaden inny produkt nie przychodzi mi do głowy tak jak najbardziej popularny podkład Estēe Lauder na świecie. 




Marka wychodząc na przeciw klientkom z różnym typem skóry stworzyła całą rodziną Double Wear. Tak jak kiedyś można było kupić jedynie klasyka, dziś w drogeriach możemy spotkać wiele jego wersji, niekoniecznie musząc stawiać na najcięższą. W najbliższym czasie przybliżę Wam kilka produktów z tej serii. Spróbuję określić który kosmetyk komu przypasuje najbardziej. Zanim to jednak zrobię, polecam Wam odkrycie swojego podkładu idealnego. Dzięki usłudze iMatch, z której możemy skorzystać na stronie Estēe Lauder, odpowiadając na kilka prostych pytań, poznamy polecany dla nas nie tylko podkład i wykończenie ale już konkretny odcień. To duża wygoda.









Bardzo chciałabym wiedzieć jak oceniacie mocno reklamowanego ostatnio klasyka? Jak go używacie? A może stawiacie na inne jego wersje? Bardzo zależy mi na dyskusji! Koniecznie dajcie znać!  Który produkt z rodziny DW chciałybyście poznać bliżej jako pierwszy?


niedziela, 16 listopada 2014

Estée Lauder Modern Muse Chic.

Obok Modern Muse przeszłam obojętnie. Gdy w drogeriach pojawiła się Modern Muse Chic, scenariusz się nie powtórzył. Urzeka począwszy od pięknego flakonu, skończywszy na pociągającym zapachu. Wielokrotnie pisałam, że kiedyś byłam panią owoc i na takie wonie stawiałam. Teraz moją uwagę zwracają zapachy mocniejsze, w większości drzewno-kwiatowe. Lubię gdy zapach wyraźniej zaznacza swoją obecność, pozostając przy tym kobiecym i nie nazbyt przytłaczającym. Nie o to chodzi by zabrał moją uwagę i charakter a raczej je podkreślił.




Duch Modern Muse Chic znajduje swój wyraz w żywym, drzewno-kwiatowym zapachu. Unikalny kontrast pomiędzy wyrafinowanymi nutami kwiatowymi i soczystymi akcentami owocowymi oraz głębokimi, zmysłowymi akordami drzewnymi stanowi ucieleśnienie swoistej dwoistości charyzmatycznej osobowości współczesnej kobiety. Innowacyjna struktura dwoistej natury przemawia do kobiet poprzez dwa kontrastujące ze sobą elementy. 

  • Żywiołowy akord kwiatowy to oblicze zapachu emanujące odważną kobiecością. Centrum kompozycji stanowi jaśmin wielkolistny, który łączy się z żywiołowymi nutami absolutu kwiatu tuberozy oraz lilii Stargazer. Soczysty akcent śliwki oraz davany dodaje charakteru kwiatowej woni.
  • Drzewny akord hebanu: kreatywność i indywidualny styl wyraża urzekające połączenie drewna kaszmirowego, drewna agarowego i labdanum. Sercem drzewnego akordu hebanu jest jednak mieszanka paczuli, która nadaje kompozycji magnetycznej siły. Wzmocnione zamszowym piżmem i wanilią z Madagaskaru nuty drzewne rozsiewają wokół woń odurzającej, nieodpartej zmysłowości.
Modern Muse Chic faktycznie charakteryzuje się dwoistością natury. Z jednej strony zapach jest bardzo kobiecy, z drugiej nie brakuje mu pazura. Tak jak twierdzi Karyn Khoury, starszy wiceprezes ds. globalnego rozwoju perfum w Estée Lauder Companies, niektóre z nas zwrócą uwagę na żywiołowe nuty kwiatowe zapachu, a inne przyznają pierwszeństwo mrocznej zmysłowości drewna hebanowego. Oba oblicza, obojętnie które wybija się na pierwszy plan bardzo do mnie przemawiają. 






Osobiście jestem zapachem oczarowana i jeśli macie okazję, polecam zapoznać się z tą bardziej zadziorną wersją Modern Muse. Chyba, że miałyście już okazję ją powąchać i dacie znać jak się Wam podoba?
Niektórzy zarzucają Modern Muse Chic wtórność, brak wyrazistości, charakteru, zbytnią subtelność...nie wiem czy stałam się w tym temacie łatwa, czy to dla mnie czas właśnie takich zapachowych nut, czuję się w nowości  Estée Lauder doskonale.
Blog template designed by SandDBlast