poniedziałek, 27 października 2014

Z pamiętnika Bugaboo part 1.

Jakieś trzy tygodnie temu przyjechał do mnie upragniony Bugaboo Cameleon 3. Wymarzony, wybierany z przyspieszonym biciem serca. Sporo w tej miłości było intuicji, dlatego, że do momentu kiedy przekroczył próg biurowca w którym pracuję, nie miałam ani jednej okazji na obcowanie z nim. Przy Julce ewidentnie ciągnęło mnie do stylu vintage i innych retro pozycji. Pierwsze dziecko, w dodatku dziewczynka...myślę, że wiecie co mam na myśli.  Przy chłopcu, z racji doświadczenia miało być głównie wygodnie i funkcjonalnie, choć Bugaboo Cameleon strasznie mi się podoba. Wiele osób zarzuca mu wygląd ciężkiego karawanu, tym bardziej w kolorze, który wybrałam. Kwestia gustu a o gustach się nie dyskutuje. Mi osobiście, dla Chłopca, którego już tak bardzo oczekuję, pasuje idealnie. Konkretny, zadziorny, pięknie zaznacza swoją obecność.
Jest piękny dzień, dokładnie 8 października. Kurier bez większego wysiłku wnosi karton. Jestem pod wrażeniem, ponieważ doskonale pamiętam ciężki wózek jaki przybył do mnie ponad 5 lat temu i wysiłek tamtego, niezbyt barczystego dostawcy. Proszę kolegę z dołu by podrzucił mi pakunek na piętro. Dzielnie dostarcza przesyłkę, dziwiąc się, że chyba nie będziemy teraz składać wózka. A owszem, będziemy!  Ukochane stadko z mego piętra pospiesznie dociera do kartonu, nieśmiało jednak pytając czy nie chcę dać złożyć wózka tatusiowi. A no właśnie nie. Postanowiłam, że poznam wózek od A do Z sama i pierwsza. Nie będę się go bała jak innych sprzętów i gdy mały K. przyjdzie na świat, będę go miała w pigułce. Nie byłabym jednak tak odważna i pewnie na składanie nie zdecydowała gdyby nie moja babska załoga. Tutaj opowiem Wam o Bugaboo Cameleon 3 słów kilka bo warto. Nie wykorzystam do tego ani jednej obietnicy i opisu producenta, nie dam Wam też znać jak wygląda z perspektywy mamy mającej już dziecię poza brzuchem bo tego jeszcze nie wiem. Opowiem Wam jak z wózkiem poradził sobie mój Babiniec, z którego tylko ja jedna jestem mamą. Dziewczyny dopadły wózek jak na załączonym obrazku, szczerze to nawet dobrze nie trzymając instrukcji przystąpiły do składania. Bugaboo Cameleon jest absolutnie intuicyjny. Wszystko jest po coś i do wszystkiego idzie dojść bez większego problemu. Czego jedna z nas nie wiedziała, kolejna odkrywała. Wszystko działa na klik, zaczepienie i jest po coś. To jest jego bezwzględny atut. Oczekiwałam nauki na kilka dni a w kilka chwil pojęłam iloma ruchami jestem w stanie go złożyć i jak to zrobić. Dwoma ruchami ściągam gondolę, kolejnym składam stelaż i szczerze mówiąc - jestem gotowa do drogi. Uwielbiam fakt, że się tego wózka nie boję. Mam wrażenie, że znam go od podszewki, a w przypadku różnego rodzaju sprzętów nie zdarza mi się to często. Z lęku, że nie opanuję instrukcji, wiele razy rezygnuję z dokładnego poznania i powstaje koło zamknięte. Obsługa spada na osoby trzecie, które później wykorzystuję do pomocy.  Bugaboo Cameleon jest dla mnie Jacksonem wśród wózków - tak zwrotny, że można nim kręcić wokół własnej osi wiele razy. Prowadzi się tak płynnie, że tego pamiętnego dnia pół biura przyszło przejechać się tym 4 kołowcem razem z teoretycznie nie zainteresowanymi panami. Cameleon prowadzi się sam, można uznać, że razem z wózkiem inwestujemy w szofera, całkiem dobrej klasy. Sam fakt, że mojego Bugaboo składały dziewczyny młode, nie mające okazji na co dzień obcować z bobasami i tematami macierzyńskimi powiedział mi o moim wyborze wszystko. Po wspólnym posiedzeniu, gdy wózek stanął w całej okazałości miałam wypieki na twarzy. To naprawdę fajne uczucie, gdy wyobrażenie pokrywa się z rzeczywistością i czuje się, że dokonało właściwego wyboru. Nie sprawdzam już teraz żadnych wózków, nie porównuję, nie boję, że znajdę coś lepszego. Bez strachu podchodzę do innych marek by z uczuciem spokoju od nich odejść. Pozostaję wierna i w tej wierności oczekuję lokatora, któremu pozostało mi wybrać jedynie ciepły śpiworek...











A oto moja niezawodna załoga:

Znacie markę Bugaboo? Miałyście okazję prowadzić Cameleona? Szukam takich samym entuzjastek jak ja, myślę o funclubie :)!

Kolejna część pamiętnika myślę, że już z moim Chłopcem w środku...

niedziela, 26 października 2014

Dior - Carré Bleu 796.

Jesienią na swoich paznokciach lubię konkretne kolory. Zazwyczaj zastanawiam się nad klasyczną czerwienią lub nasyconą maliną, jeśli nie te dwa to idę w ciemno! Ciemne niebieskości, granaty, szarości, czernie to jest to. Jedną z jesiennych propozycji marki Dior jest przepiękny Carré Bleu numerze 796. Kolor określiłabym jako granat z domieszką szarego. Nie jest to kolor atramentu, jest dużo spokojniejszy. W ciemnym oświetleniu wygląda niepozornie, w słońcu nabiera życia. Uwielbiam go w każdej postaci. Niesamowicie napigmentowany - na paznokciach mam jedną warstwę, trwały - trzyma się do tygodnia, z czasem jedynie ścierają się nieco końcówki. Na paznokciach tworzy przepiękną taflę, a komfort malowania bez zarzutu. Na chwilę obecną jest jednym z moich ulubieńców. Myślę czy nie połączyć go na próbę z MAC Liquid Pigment - w odcieniu Gold Pearl z wczorajszego posta. Co sądzicie? 





Jakie odcienie królują u Was jesienią? Co sądzicie o Carré Bleu?


My week in photos part 1.

Nie mogę uwierzyć, ale od niemalże pół roku nie publikowałam w poście zdjęć z telefonu. Nie mam pojęcia jak to się stało, bo formę tę bardzo lubię zarówno u innych blogerek jak i u siebie. Pogroziłam dziś sobie palcem i wracam symbolicznie z nr 1 i krótszym tytułem. Zaistniała sytuacja tylko utwierdza mnie w przekonaniu jak ten czas pędzi!

1. Nasze zdobycze z Targów Happy Baby. 
2. Ulubione ostatnio miejsce na mapie Poznania.
3. Coraz bliżej...
4. Burgerlove.
5. Miłość i kawa.
6. Pierwsze KTG.
7. Moja dama.
8. Chwile dla siebie z aromatellą <3.


piątek, 24 października 2014

M∙A∙C Studio Nail Lacquer.

M∙A∙C Studio Nail Lacquer łączy soczysty kolor z trzema wykończeniami: cream, pearl oraz glitter. Nowa formuła nie zawiera toluenu, formaldehydu ani DBP oraz posiada pędzelek, zapewniający łatwą aplikację. Lakier do paznokci dostępny jest w 42 odcieniach, w tym w 6 zmieniających wygląd innych lakierów lakierach nawierzchniowych oraz 6 nowych kolorach z jesiennej kolekcji Novel Romance. W kolekcji znajdziemy odcień na każdą okazję, od najmodniejszych po ponadczasowe. Zobaczcie, które pozycje dołączyły do mojej kolekcji. 


Liquid Pigment - w odcieniu Gold Pearl. Każdy Top Coat z tej serii rozświetli i doda blasku kolorom na paznokciach. Dzięki trzem przejrzystym odcieniom: róż, zieleń i złoto możemy uzyskać różny efekt wykończenia.

Studio Matte Overlacquer - czyli lakier matujący.

M∙A∙C Studio Nail Lacquer
w odcieniu Only In Florida, czyli bardzo wakacyjny, pomarańczowy koral.




Który z lakierów macie ochotę zobaczyć na paznokciach jako pierwszy? Może macie pomysł jak wykorzystać Gold Pearl? Z jakim kolorem najlepiej go połączyć?


Blog template designed by SandDBlast