wtorek, 25 kwietnia 2017

Marka One Ingredient i krem Snail Your Skin czyli nie taki straszny ślimak jak go malują.

W końcu zasiadłam do obiecanego wpisu o kremie polskiej marki One Ingredient. Zwlekałam chwilkę po to by jak najwięcej Wam o nim powiedzieć. Czekałam też na to by być może dostrzec jakieś jego wady, czy tak się stało? Zapraszam do lektury.

Zacznę od tego, że śluz ślimaka nie kojarzy mi się z niczym przyjemnym, dlatego od specyfików z jego zawartością trzymałam się bardzo długo z daleka. Do czasu kiedy przeczytałam w kilku miejscach o Snail Your Skin. Obietnice producenta były tak duże i tak mocno wpasowywały się w zapotrzebowanie mojej skóry, że wszystkie nieprzyjemne śluzowe skojarzenia schowałam pod poduszkę. 
Krem zawiera aż 80% śluzu ślimaka jakości premium, który znany jest ze swoich właściwości silnie odnawiających skórę. Śluz ślimaka skomponowano z cennymi esencjami różanymi (naturalnym hydrolatem z róż damasceńskich oraz naturalnym olejkiem z chilijskiej róży piżmowej, które wzmacniają jego aktywne działanie).
Kosmetyk jest drogi, za 50 ml słoiczek zapłacimy 250 zł, jednak właściwości Snail Your Skin są tak bogate, że mogą przekonać niejedną osobę do takiej inwestycji. W moim odczuciu jest to kosmetyk zdecydowanie z półki profesjonalnej. Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz nałożyłam krem przed makijażem, w obecności mamy. Praktycznie od razu zauważyłyśmy różnicę. Mama głównie tę wizualną, ja w gładkości skóry twarzy.



Co robi Snail Your Skin?
- tak jak wspomniałam wyżej - intensywnie wygładza - skóra już po pierwszym użyciu jest wyraźnie milsza w dotyku, widoczność zmarszczek jest znacząco zredukowana.
- bardzo dobrze działa na przebarwienia, blizny, zmiany potrądzikowe - te pamiątki po wcześniejszych przygodach naszej skóry są zdecydowanie mniej widoczne, bardziej wygojone.
- krem bardzo dobrze radzi sobie z gojeniem niedoskonałości i uspokajaniem pod tym kątem skóry twarzy - oczyszcza skórę z trądziku, zaskórników, normalizuje wydzielanie sebum, delikatnie zmniejsza widoczność porów.
- po zastosowaniu kremu skóra staje się delikatnie matowa - nie jest to tępy, dokuczliwy mat, którego nie lubię, jest moim zdaniem optymalny pod makijaż, co czyni krem bardzo fajną bazą przed nałożeniem make-upu.
- właściwości nawilżające kremu dla mojej mieszanej skóry są wystarczające, nie wiem natomiast jak Snail Your Skin spisałby się na ekstremalnych sucharkach (może któraś z Was posiada taką skórę i może coś na ten temat powiedzieć?).
- opakowanie kremu również świadczy o produkcie przemyślanym i dopracowanym - czarny, błyszczący słoiczek ze srebrnymi dodatkami wygląda bardzo miło dla oka a sterylna pompka (system airless) uwalnia tyle kremu, ile jest nam potrzebne.



Nie potrafię wymienić ani jednej wady tego kremu (może z wyjątkiem ceny). Doskonale sprawdza się w przypadku cery z pierwszymi lub zaawansowanymi oznakami starzenia oraz problemami skórnymi, takimi jak blizny, przebarwienia, rozszerzone pory, rozszerzone naczynka, trądzik każdej postaci. W szczególności polecany jest dla cery wymagającej kompleksowej regeneracji, o skumulowanych problemach skórnych. Ja jestem dotknięta niestety większością z tych przypadłości i zazwyczaj zmuszona byłam postawić i działać na jeden problem swojej skóry, krem One Ingredient jest pod tym względem kompleksowy. Dopasowuje się do potrzeb skóry i odpowiada na nie indywidualnie zazwyczaj już po pierwszych użyciach. Dobrze tolerowany nawet przez osoby o wyjątkowo wrażliwej skórze, choć polecam oczywiście najpierw zakup próbek - bardzo fajnie, że marka umożliwia wypróbowanie kremu na mniejszych pojemnościach - np. saszetki z 2 ml. Polecam z czystym sumieniem, mi ten krem naprawdę wiele daje!


Znacie markę One Ingredient? Miałyście styczności ze Snail Your Skin lub innymi specyfikami przy których wykorzystywany jest śluz ślimaka?


Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Your Natural Side i moja ulubiona glinka czerwona.

Dziś o marce Your Natural Side i mojej ulubionej glince - czerwonej, która jest idealna do pielęgnacji:
  • cery wrażliwej, mieszanej i tłustej
  • zmęczonej, naczynkowej
  • wymagającej regeneracji i odżywienia
  • skóry problemowej, z trądzikiem różowatym
  • wymagającej ujędrnienia


Wachlarz jej zastosowań jest jak widzicie szeroki. Ja używam jej głównie jako maseczki na twarz. Wstyd przyznać ale jestem chyba zbyt leniwa i za bardzo mi jej szkoda do ciała (czyli dużo większych partii skóry) czy do włosów, choć nie wykluczam, że jeszcze spróbuję, bo i o tych jej właściwościach naczytałam się dużo dobrego.  


Do glinki dodaję według przepisu 2 łyżeczki ulubionego olejku  i łyżeczkę wody kwiatowej, mieszam do uzyskania gładkiej masy i nakładam na twarz. Pozostawiam na buzi około 10 min i zmywam ciepłą, przegotowaną wodą. Za cały zabieg zabieram się raz w tygodniu, zazwyczaj w weekend kiedy mam więcej czasu i spokoju na choć delikatne SPA.
Kiedyś wydawało mi się, że wszystkie glinki są ok, przy tej zdecydowanie podzieliłam świat glinek na lepsze i gorsze, nawet nie pod kątem samego działania co komfortu użytkowania. Czerwona glinka od Your Natral Side jest drobniutko zmielona i po połączeniu z olejkiem i wodą kwiatową daje naprawdę przyjemną w konsystencji, ładnie rozprowadzającą się i trzymającą buzi pastę. 


 


Na mojej buzi działa cuda, niesamowicie ją uspokaja. Skóra jest ujednolicona, rumień, który lubi mi doskwierać znika, naczynka są mniej widoczne, uszczelnione a pory zwężone. Mam wrażenie, że wszystkie przypadłości do których moja buzia ma tendencje zostają zniwelowane, to taki porządny program graficzny w niewielkim słoiczku. Wszechstronność tej glinki jest naprawdę zaskakująca. 
Glinka nie kosztuje dużo, 100 gram tego produktu to jakieś 15 zł a pozostawia buzię jak po najlepszej, najdroższej wysoko-półkowej masce. Jest w 100% naturalna i w 100% ją polecam. Ja na pewno spróbuję też innych glinek - szczególnie mam chrapkę na wersję żółtą i zieloną.  


Miałyście okazję stosować? Używacie glinek w pielęgnacji twarzy i ciała?
Czytaj dalej »

środa, 5 kwietnia 2017

Rodzinna manufaktura A Jeden i moje ulubione kosmetyki tej marki.

Niedawno wspominałam Wam o pewnej wyjątkowej przesyłce i jeszcze bardziej zaczarowanej zawartości. Wpis był jednak mocno ogólny i dotyczył głównie miejsca z którego pochodzą te niezwykłe kosmetyki. Dzisiaj opowiem Wam o poszczególnych produktach i ich największych zaletach, a trochę ich jest! Marka A Jeden zasługuje na ogromną uwagę, więc jeśli nie znacie, zapraszam do lektury!



Bobasek jak sama nazwa wskazuje to mydło dla dzieci lub osób z wyjątkowo wrażliwą skórą. Dwie ogromne zalety - mydło się pieni, czego często brakuje mi w produktach naturalnych. Piana jest kremowa i bardzo przyjemna. Po drugie - mydło nie namaka i nie rozpływa się pod wpływem wody a to bardzo istotny aspekt biorąc pod uwagę, że podczas kąpieli na skutek zabawy ląduje kilka razy w wodzie. Jest bezzapachowe, bez barwników i innych ulepszaczy, to po prostu kawał dobrego, prawdziwego, dobrze działającego mydła, które rozgościło się w naszej łazience na dobre.  

Z dorosłych mydeł na prowadzenie wysunęło się to z pyłkiem pszczelim. Jak przeczytamy na stronie, te niewielkie kuleczki mają ogromną moc. Bogate w  witaminy z grupy A, C, PP, E, D, K, H oraz witamin z grupy B. Zawierają również mikroelementy: wapnia, potasu, magnezu, żelaza i cynku. Pyłek posiada właściwości antybakteryjne. To chyba najbardziej odżywcze mydło ze wszystkich wypróbowanych. Bardzo dobry przy skórze podrażnionej, przyspiesza regenerację skóry (np. po goleniu) i sprawia, że wygląda ona zdrowo. 



Z odważniejszych wersji, zapachowych ukochałam sobie wersję kawa z cynamonem. Jest to jedno z tych mydeł, które mogłabym nieustannie wąchać. Uwielbiam zapach kawy! Cynamonu też, a to doskonała i bardzo wyważona kompozycja. Świeżo mielone ziarna kawy, podwójne espresso, olejek z liści cynamonu, masło kokum, które posiada wybitne właściwości nawilżające. Mydło, dzięki zawartości świeżo zmielonych ziaren kawy ma właściwości peelingując. Oczyści z martwego naskórka, poprawi krążenie no i  oczywiście będzie nieocenione w walce z cellulitem. 
W tym mydełku również znajdziecie jedwab oraz masło shea i kakaowe, które po peelingu zostawią skórę odpowiednio nawilżoną, delikatną i gładką.


Mydło z różą podarowałam oczywiście mamie. Mama to absolutna Pani Róża i nie mogło być inaczej. Przeznaczone jest dla każdego rodzaju ceru z naciskiem na cerę naczynkową. Regeneruje, walczy z naczynkami,  plamami, kurzymi łapkami, rozjaśnia, wygładza i nawilża. Ma szeroki wachlarz zastosowań, dlatego jeśli macie w swoim otoczeniu fanki tego kwiatu, ta pozycja jest obowiązkowa. Naprawdę pięknie pachnie i wygląda. 
Jeśli mowa o zapachu to czas na kwiatową sól do kąpieli. Delikatna, o wyczuwalnym, naturalnym zapachu lawendy, bergamotki i mandarynki. Wzbogacona olejem ze słodkich migdałów, olejem jojoba i makadamia pozostawią skórę nawilżoną, zrelaksowana i dopieszczoną po kąpieli. Chwila odprężenia dla ducha i ciała. Kompozycja olejków eterycznych  ma za zadanie wyciszyć, uspokoić i podnieść na duchu po ciężkim dniu.Tak właśnie robi. Niesamowite jest to, co można przeczytać przy tej pozycji na stronie: Sole do kąpieli podobnie jak kule kąpielowe robimy ręcznie, pakujemy  i uzupełniamy jak to się mówi „na bieżąco”  w małych partiach – by mieć pewność, że trafia do Was świeży produkt prosto z kosmetycznej piekarni – nie lubimy, gdy coś długo zalega na magazynowych półkach z 2 letnim terminem ważności. Skwituję tylko jednym zdaniem - to czuć! Nie jest to chemiczna woń a kawał skoszonej polany w naszej wannie :).



Wisienką na torcie niech będzie kula do kąpieli. Mimo, że różana, pozostała u mnie :). Mała, biała, piękna i z bogatą zwartością - koziego mleka, wody różanej, oleju ze słodkich migdałów, oleju jojoba. Pod wpływem ciepłej wody kula zaczyna musować uwalniając oleje, kozie mleko i bardzo relaksujący aromat, który uzależnia. Uwielbiam mieć taką kulę w zapasie, w czeluściach łazienkowej szafki, to taka mała nagroda bo ciężkim dniu...



Klamrę ulubionych produktów zamknę ręcznie robioną, 100 % bawełnianą rękawicą do masażu i peelingu ciała. Poprawi krążenie, wyszoruje, wyczyści. Nadaje się do mycia, masażu olejami czy peelingu. Pozostawi skórę zmiękczoną, nawilżoną i zrelaksowaną. Idzie lato i z dużo większą uwagą i systematycznością pielęgnuję skórę ciała. Oprócz tego, że zaopatrzyłam się w szczotkę do szczotkowania ciała na sucho, nie wyobrażam sobie wrócić przy myciu do klasycznej gąbki. Rękawica oprócz tego, że przepięknie wygląda (jak pleciony sweter czy koc) i posiada bardzo przydatną zawieszkę pozwalającą na jej osuszenie, daje ogromny komfort mycia i pielęgnacji. Szczerze uwielbiam i muszę bronić jak lwica przed dziećmi :). 


Czytaj dalej »

czwartek, 30 marca 2017

IOSSI Peeling do ciała energetyzująca Mandarynka i Pomarańcza.

Świat peelingów jest ostatnio dla mnie bardzo łaskawy. Najpierw totalnie rozkochała mnie w sobie śliwka od MDM, teraz czas na Mandarynkę & Pomarańczę od IOSSI. To aromatyczny peeling cukrowy z olejkami cytrusowymi, który doskonale złuszcza martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i wygładza skórę pozostawiając ją nawilżoną i elastyczną. Odżywiona nim skóra odzyskuje swój blask i pozostaje na długo gładka i subtelnie pachnąca. Zawarte w nim organiczne masło shea głęboko odżywia i przywraca elastyczność skórze natomiast olejki ze słodkiej pomarańczy, cytryny, grejpfruta i mandarynki nie tylko energetyzują ale także zapobiegają powstawaniu cellulitu i chronią przed rozstępami.



Wspomniana dwójka to stała ekipa mojej łazienkowej szafki. Nie wyobrażam sobie nie mieć któregoś z tych produktów na stanie. Mandarynka & Pomarańcza to jest obowiązkowy punkt programu przed jakimkolwiek wyjściem, randką, idealna by w ekspresowym tempie poprawić jakość skóry. Robi taką robotę jakiej nie zrobi według mnie żaden balsam. Uczucie na skórze jest nie do podrobienia. Jest piękna, gładka, odżywiona. Dla mnie to plus 100 do pewności siebie. Z jednej strony uwielbiam ten czas, kiedy zamykam się w łazience na małe SPA i robiłabym to codziennie, z drugiej załącza mi się lisek chytrusek, który panicznie boi się, że peeling może się skończyć, choć jest niesamowicie wydajny. Jest to produkt całkowicie uzależniający. No i ten zapach! Kolejne plus 100, tym razem do energii. 




Czy potrzebne jest bym napisała coś jeszcze? :) Znacie Mandarynkę & Pomarańczę od IOSSI? Jakie są Wasze ulubione peelingi?
Czytaj dalej »