poniedziałek, 22 maja 2017

Dr Irena Eris SPA Resort Fiji

O tym jak człowiek bardzo potrzebuje wakacji przekonuję się zawsze na przełomie kwietnia i maja. Moje myśli nie zważając na okoliczności krążą wyłączenie wokół wspomnień wakacji ostatnich lat a także wyobrażeń kolejnych wypraw.  Te wizje z wyobraźni też potrafią cieszyć i tego staram się trzymać...






Wstyd przyznać, ale chyba jeszcze nigdy nie miałam okazji stosować kosmetyków z serii Spa Resort od Dr Ireny Eris, mimo, że markę znam dosyć dobrze. Bardzo często spotykałam na blogach i nie tylko linię Mauritius czy Tahiti i po lekturze bardzo pozytywnych recenzji, niemalże czułam zapach tych kosmetyków. W końcu w moje ręce trafiła najnowsza seria, o nazwie wyjątkowego państwa składającego się z setek wysp i wysepek - Fiji i przekonałam się na czym polega fenomen Spa Resort. Skład wygładzającego peelingu do ciała i odżywczego balsamu - nektaru oparty jest na ekstakcie z królowej kwiatów czyli Strelicji Królewskiej, znanej głównie z właściwości nawilżających oraz antyoksydacyjnych.




Nie będę jednak skupiała się aż tak bardzo na właściwościach tych kosmetyków, choć uważam, że sprawują się bardzo dobrze i absolutnie niczego im nie brakuje. Sednem jest jednak zapach, aromat, konsystencja, cała oprawa, która sprawia, że tych kosmetyków po prostu  chce się używać. Peeling jest dla mnie idealnie ostry. Zdziera ale nie rani, nie są to nic nie wnoszące drobinki. Pozostawia skórę gładką, miękką i o niesamowitym aromacie. Odżywczy balsam-nektar to z kolei zapachowa bomba. Zostanie z nami do kolejnego dnia - zarówno zapach jak i cudowna sprężystość skóry. Spa Resort Fiji absolutnie kojarzy mi się z ukochanymi perfumami Chloe. Nie jest to tylko moje spostrzeżenie, więc jeśli jesteście fankami tej woni, tym bardziej polecam zainteresować się tą dwójką. Wygładzający peeling do ciała i odżywczy balsam-nektar to jest faktycznie kosmetyczne SPA, z którym chcemy zamknąć się w łazience. Bardzo lubię produkty, które mobilizują do poświęcenia sobie paru chwil. Drobne przyjemności mogą uratować najbardziej nieudany dzień i nastrój, także do zobaczenia na Fiji! Bez dzieci :).
Kosmetyki z linii SPA Resort Fiji są dostępne w perfumeriach Douglas oraz on-line. 




Znacie serię SPA Resort Dr Irena Eris? Jaka inna linia godna jest uwagi? Mauritius, Tahiti? Dajcie znać!
Czytaj dalej »

wtorek, 16 maja 2017

Ulubieńcy kwietnia/maja.

Dziś będzie krótko i na temat. O kosmetykach z dzisiejszego wpisu wspominałam we wcześniejszych, szczegółowych postach, dziś ulubieńcy a więc forma pigułka :). 
Wymieniane produkty towarzyszą mi na co dzień i są w swoich kategoriach zdecydowanie top. Ciekawostką niech będzie fakt, że wszystkie są rodzimej produkcji.



Snail Your Skin to mój jedyny ślimaczy produkt - jedyny i wystarczający. Robi naprawdę dużo i naprawdę dobrze mojej cerze. Polska marka One Ingredient wypuściła na rynek kosmetyk minimalistyczny - zaczynać na opakowaniu, kończąc na składzie, oferujący jednak cały wachlarz właściwości. Bardzo lubię stosować go na dzień, pod makijaż. Pozostawia skórę świeżą, lekko matową, makijaż bardzo dobrze się na nim trzyma. Skóra już po nałożeniu kremu wygląda dużo lepiej. Jest duży, bardzo wydajny, ma higieniczne i eleganckie opakowanie. U-wiel-biam! 


Tonik z nanozłotem od KOI to produkt o którym pierwszy raz przeczytałam w jakimś rankingu polskich kosmetyków. I kosmetyk i marka wzbudziły wówczas moje ogromne zainteresowanie. Długo nie czekałam aby KOI i miałam nosa. Tonik z nanozłotem to jeden z moich faworytów marki. To produkt niezwykle delikatny ale skuteczny. Przywraca naturalne pH, oczyszcza, działa antybakteryjnie, łagodzi podrażnienie i odczuwalnie nawilża. Robi wszystko to czego oczekuję od toniku. 



Duet od marki Alba1913 to jest para do zadań specjalnych i to czuć od pierwszego użycia. Ta urocza niewielka dwójka niestety mi się kończy a nie wyobrażam sobie dalszej pielęgnacji bez jej obecności. Ciekawi mnie cała linia Alba Face, dlatego jestem skazana na zakupy. Kosmetyków można używać w dowolnym momencie dnia i dowolnej ilości, indywidualnie oceniając czego potrzebuje nasza skóra i na jak długie zabiegi możemy sobie w danej chwili pozwolić. 
Metropolitan Skin Guard Lotion i Metropolitan Skin Guard Concentrate stosuję często, głównie  wtedy, kiedy czuję, że moja skóra jest zmęczona, potrzebuje ulgi, bardziej intensywnej pielęgnacji. Zazwyczaj jest to pielęgnacja na noc. 



Listę ulubieńców zamyka kultowy mus od MDM. Nie sądziłam, że tak polubię się z produktem o aromacie ziołowym, a jednak. To jak już kiedyś wspomniałam - kosmetyk - lek. Świetnie nadaje się do miejsc na ciele wymagających szczególnej troski - przesuszone dłonie, łokcie, wszelakie podrażnienia skóry. To produkt o lekkiej konsystencji ale dużej gęstości i zawartości składników odżywczych, a więc bardzo bardzo wydajny. 



Znacie któryś z kosmetyków? Jacy są Wasi faworyci ostatnich miesięcy? Podzielcie się koniecznie! 

Czytaj dalej »

wtorek, 9 maja 2017

Dr Irena Eris - REAL MATT LIPSTICK czy BRIGHT LIPSTICK?

Co my, kobiety zrobiłybyśmy bez pomadek? Biorąc pod uwagę ich ilości z szufladach, torebkach, zapasowych kosmetyczkach i różnych innych miejscach, stwierdzam - niewiele. Doczekałyśmy się czasów dziesiątek wykończeń, setek odcieni, dlatego śmiem twierdzić, że jesteśmy w pełni usprawiedliwione próbując wciąż nowych marek i kolorów. Pomadka w wymarzonym odcieniu powoduje szybsze bicie serca i już! Nie widzę sensu z tym walczyć.


Dziś chciałabym pokazać Wam nową markę w moim pomadkowym świecie - Dr Irena Eris - Provoke. W moje ręce trafiły dwa rodzaje wykończenia - REAL MATT LIPSTICK Pomadka matująca oraz BRIGHT LIPSTICK Pomadka nabłyszczająca. Z wykończeniem Bright posiadam 4 odcienie - Darling Pink, Evocative Nude, Harsh Fuchsia, Red Rebel i  jest to wersja lekka, kremowa, z zawartością subtelnych drobinek rozświetlających dla zapewnienia krystalicznego koloru oraz efektu błyszczących, mokrych ust. Dzięki pielęgnacyjnej formule usta zyskują natychmiastowe uczucie jedwabistej miękkości, komfortu i nawilżenia. Witamina E chroni je i przeciwdziała starzeniu. Usta są niezwykle kremowe, błyszczące i bardzo ładnie pokryte kolorem. Na stronie krycie opisane jest jako lekkie, ja przyznam szczerze bardzo pozytywnie zaskoczyłam się pigmentacją tej wersji!




W wersji Real Matt posiadam jednego rodzynka. To pomadka matująca z wysoką koncentracją pigmentów dla zapewnienia głębokich, trwałych odcieni, które utrzymują się przez min.5 godzin. Formuła odporna na ścieranie i rozmazywanie bez wysuszania ust. Duża zawartość składników odżywczych i nawilżających zapewnia ustom właściwą pielęgnację i ochronę. Ta wersja pomadek jest przeze mnie dużo rzadziej używana ze względu na tendencję do wysuszania ust. Tutaj Real Matt Lipstick muszę jednak wyróżnić. Uzyskujemy na ustach mat, jednak nie jest on tępy, nie daje uczucia dyskomfortu. Usta mimo wszystko są odżywione, nawilżone i pozbawione tego charakterystycznego, drażniącego uczucia matu. Jestem w dużym szoku, ponieważ przez doświadczenia z innymi markami wyleczyłam się trochę z matowych pomadek i w ostatnim czasie z wielką chęcią i podkulonym ogonem wracałam do wersji tłustych. Tutaj duży plus dla mojej Serene Nude.  




Ze wszystkich odcieni, najlepiej czuję się w Evocative Nude i matowej Serene Nude. Taki ze mnie nudny nudziak. Po raz kolejny przekonałam się, że nie do twarzy mi w fuksji, czuję się jak klaun. To odcień moim zdaniem zdecydowanie dla brunetek. Jeśli ma być mocniej to zdecydowanie w odcieniach czerwieni i tutaj Red Rebel sprawdza się doskonale.
Obie wersje pomadki świetnie się noszą i jestem nimi bardzo pozytywnie zaskoczona.  Myślę teraz intensywnie o matowej, płynnej wersji pomadki w płynie - Liquid Matt Lip Tint. Jeśli ją sprawdzę, na pewno dam znać! Miałyście do czynienia z pomadkami Dr Irena Eris? Dajcie koniecznie znać jak Wasze wrażenia!




Czytaj dalej »

wtorek, 25 kwietnia 2017

Marka One Ingredient i krem Snail Your Skin czyli nie taki straszny ślimak jak go malują.

W końcu zasiadłam do obiecanego wpisu o kremie polskiej marki One Ingredient. Zwlekałam chwilkę po to by jak najwięcej Wam o nim powiedzieć. Czekałam też na to by być może dostrzec jakieś jego wady, czy tak się stało? Zapraszam do lektury.

Zacznę od tego, że śluz ślimaka nie kojarzy mi się z niczym przyjemnym, dlatego od specyfików z jego zawartością trzymałam się bardzo długo z daleka. Do czasu kiedy przeczytałam w kilku miejscach o Snail Your Skin. Obietnice producenta były tak duże i tak mocno wpasowywały się w zapotrzebowanie mojej skóry, że wszystkie nieprzyjemne śluzowe skojarzenia schowałam pod poduszkę. 
Krem zawiera aż 80% śluzu ślimaka jakości premium, który znany jest ze swoich właściwości silnie odnawiających skórę. Śluz ślimaka skomponowano z cennymi esencjami różanymi (naturalnym hydrolatem z róż damasceńskich oraz naturalnym olejkiem z chilijskiej róży piżmowej, które wzmacniają jego aktywne działanie).
Kosmetyk jest drogi, za 50 ml słoiczek zapłacimy 250 zł, jednak właściwości Snail Your Skin są tak bogate, że mogą przekonać niejedną osobę do takiej inwestycji. W moim odczuciu jest to kosmetyk zdecydowanie z półki profesjonalnej. Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz nałożyłam krem przed makijażem, w obecności mamy. Praktycznie od razu zauważyłyśmy różnicę. Mama głównie tę wizualną, ja w gładkości skóry twarzy.



Co robi Snail Your Skin?
- tak jak wspomniałam wyżej - intensywnie wygładza - skóra już po pierwszym użyciu jest wyraźnie milsza w dotyku, widoczność zmarszczek jest znacząco zredukowana.
- bardzo dobrze działa na przebarwienia, blizny, zmiany potrądzikowe - te pamiątki po wcześniejszych przygodach naszej skóry są zdecydowanie mniej widoczne, bardziej wygojone.
- krem bardzo dobrze radzi sobie z gojeniem niedoskonałości i uspokajaniem pod tym kątem skóry twarzy - oczyszcza skórę z trądziku, zaskórników, normalizuje wydzielanie sebum, delikatnie zmniejsza widoczność porów.
- po zastosowaniu kremu skóra staje się delikatnie matowa - nie jest to tępy, dokuczliwy mat, którego nie lubię, jest moim zdaniem optymalny pod makijaż, co czyni krem bardzo fajną bazą przed nałożeniem make-upu.
- właściwości nawilżające kremu dla mojej mieszanej skóry są wystarczające, nie wiem natomiast jak Snail Your Skin spisałby się na ekstremalnych sucharkach (może któraś z Was posiada taką skórę i może coś na ten temat powiedzieć?).
- opakowanie kremu również świadczy o produkcie przemyślanym i dopracowanym - czarny, błyszczący słoiczek ze srebrnymi dodatkami wygląda bardzo miło dla oka a sterylna pompka (system airless) uwalnia tyle kremu, ile jest nam potrzebne.



Nie potrafię wymienić ani jednej wady tego kremu (może z wyjątkiem ceny). Doskonale sprawdza się w przypadku cery z pierwszymi lub zaawansowanymi oznakami starzenia oraz problemami skórnymi, takimi jak blizny, przebarwienia, rozszerzone pory, rozszerzone naczynka, trądzik każdej postaci. W szczególności polecany jest dla cery wymagającej kompleksowej regeneracji, o skumulowanych problemach skórnych. Ja jestem dotknięta niestety większością z tych przypadłości i zazwyczaj zmuszona byłam postawić i działać na jeden problem swojej skóry, krem One Ingredient jest pod tym względem kompleksowy. Dopasowuje się do potrzeb skóry i odpowiada na nie indywidualnie zazwyczaj już po pierwszych użyciach. Dobrze tolerowany nawet przez osoby o wyjątkowo wrażliwej skórze, choć polecam oczywiście najpierw zakup próbek - bardzo fajnie, że marka umożliwia wypróbowanie kremu na mniejszych pojemnościach - np. saszetki z 2 ml. Polecam z czystym sumieniem, mi ten krem naprawdę wiele daje!


Znacie markę One Ingredient? Miałyście styczności ze Snail Your Skin lub innymi specyfikami przy których wykorzystywany jest śluz ślimaka?


Czytaj dalej »