czwartek, 30 lipca 2015

10 małych rzeczy, które sprawiają mi frajdę!

Chciałabym dużo częściej dodawać posty, ale nieraz ząbkujący półroczniak i przyszła uczennica nie współpracują i ciężko usiąść do wpisu na spokojnie. Żeby nie zostawiać tutaj luk, dziur, których szczerze nie lubię, od czasu do czasu pojawiać się będzie wpis nie wymagający takiego nakładu pracy a jednak pozwalający mi pozostać z Wami w kontakcie.  Coś na luzie, coś o mnie i chciałabym by też i o Was! 


Macie takie drobne rzeczy, którymi się cieszycie? Które, mimo, że całkiem niewielkie, trwające chwilę lub dwie dają pozytywnego kopa, małe wielkie szczęście? Ja mam tych  haczyków, o które staram się zaczepiać bardzo dużo. Dziś pierwsza dycha. 



  1. Zapach kawy. Namiętnie wącham zmielone ziarna. Równie mocno uwielbiam aromat zaparzonej już kawy…kojarzy mi się z chwilą dla siebie, a każdy taką chwilę w ciągu dnia powinien mieć.
  2. Świeżo pościelone łóżko. Nie ma nic piękniejszego jak lądowanie po długiej kąpieli lub prysznicu w pachnącej pościeli.
  3. Obserwacja śpiących dzieci. Każda mama i tata doskonale wie co czuję, gdy patrzę jak Julia i Kaziu spokojnie śpią.
  4. Nowe odcinki ulubionego serialu. Najlepiej gdy uzbiera się ich kilka. To jedyna zaległość jaka się opłaca i cieszy.
  5. Udana wizyta u fryzjera. + 10 do powera. To nie są żarty!
  6. Ulubiona piosenka w radiu lub TV. Kilka kliknięć pilota celem dodania siły głosy, trochę tańców z potomstwem i można góry przenosić. Promise!
  7. Nowy smak chipsów. Oprócz smaku coli i cappuccino, jestem w stanie zjeść prawie wszystkie…i owszem – póki paczka trwa, mam z tego frajdę.
  8. Porządek. Gdy w domu wszystko pod kontrolą, życie od razu jakieś prostsze. Im czystsze i bardziej przejrzyste otoczenie, tym bardziej jest dla mnie inspirujące.
  9. Odwiedziny kuriera. Obojętnie co kryje w mniejszym lub większym pakunku, to zawsze element niespodzianki.
  10. Zabawa włosami. To lek na ból głowy, na kiepski film, na za ciasne jeansy. To przepustka na mecz, to słowo przepraszam w czynie.  Kończę zanim napiszę za dużo :)


zdjęcia: Pinterest.
A Ciebie co cieszy?


poniedziałek, 27 lipca 2015

Clinique Pop Lip Colour and Primer.

Gdy tylko zobaczyłam zapowiedzi nowości Clinique - pomadki Clinique Pop Lip Colour and Primer, wiedziałam, że ciężko będzie mi przejść obok nich obojętnie. Chęć posiadania potęgowały coraz to nowsze zdjęcia i pozytywne wrażenia koleżanek blogerek. Apetyt narastał, aż nie wytrzymałam i stałam się posiadaczką trzech odcieni. 




Moje wybory to 02 Bare Pop , 04 Beige Pop oraz 13 Love Pop. Kolory raczej stonowane, na pierwszy rzut oka może nawet nie różniące się specjalnie. Gdy się im przyjrzałam na spokojnie w domu, doszłam do wniosku, że pod skórą muszę czuć już jesień, paleta ma bowiem wiele żywszych możliwości :). Z perspektywy czasu nie żałuję. To moje ukochane codzienniaki, których prawdopodobieństwo zużycia jest dużo większe niż soczystych, neonowych odpowiedników, po które sięgam dużo rzadziej.  

04 Beige Pop



02 Bare Pop



 13 Love Pop


 
Pomadka Clinique Pop Lip Colour + Primer powstała na bazie masła shea i murumuru, tworzących elastyczną mieszankę polimerową, zapewniającą ustom skuteczniejsze nawilżanie. Wbudowana baza sprawia z kolei, że kolor gładko rozprowadza się na wargach sprawiając, że stają się one aksamitne w dotyku. Dzięki polimerom kolor pozostaje żywy i intensywny przez cały dzień, gwarantując ustom pełen stopień krycia oraz gładszy i pełniejszy wygląd. 



To co doceniam w Clinique Pop Lip Colour + Primer to miękkość. Pomadka sunie po ustach, zostawiając je zdrowe, nawilżone i pokryte równomiernym kolorem bez prześwitów (nawet przy jasnym odcieniu).  Być może kłóciłabym się z tezą o całodziennej trwałości, jednak nigdy nie spodziewam się tej cechy po samej pomadce. Zawsze zakładam kilka poprawek, które przy tak komfortowej aplikacji nie przerażają mnie. Usta wyglądają soczyście, są pełniejsze i bardzo apetyczne. 
Bardzo ale to bardzo polubiłam się z Clinique Pop Lip Colour + Primer i nie wykluczam kolejnych egzemplarzy! Być może właśnie jakiś żywszy odcień? 


Miałyście okazję próbować Clinique Pop Lip Colour + Primer? Jakie są Wasze odczucia?

czwartek, 23 lipca 2015

Sklep internetowy Estée Lauder już otwarty! 15% rabat na zakupy dla Was!

Na otwarcie sklepu Estēe Lauder czekałam kilka lat. Wiele z Was wielokrotnie pod postami z kosmetykami EL pisało, że nie ma dostępu do tych kosmetyków. Ten problem zniknął! Nowa odsłona strony – www.esteelauder.pl oraz oficjalny sklep internetowy marki to zbiór informacji o produktach, miejsce pełne rad, wywiadów i inspirujących historii, gdzie każda z nas może swobodnie nabyć kosmetyki pojawiające się w tekstach publikowanych w ramach The Estee Edit. Co to takiego? To autorskie teksty redakcyjne o bardzo dużym potencjale! Ciekawostki z bogatych archiwów marki, profile niezwykłych kobiet, artykuły przedstawiające osobowości ze świata mediów społecznościowych czy ambasadorki Estēe Lauder, wszystko w jednym miejscu. Dopiero od niedawna zapoznaję się z tą sekcją i stwierdzam, że warto. Zajrzyjcie koniecznie!




Mam dla Was niespodziankę! To to kod rabatowy na cały asortyment sklepu www.esteelauder.pl! Wpisując kod agathalover, otrzymacie 15 % rabatu! Kod ważny jest od od 24.07 do 31.07.2015 roku, do północy.


Jeśli zastanawiacie się jaki produkt wybrać, całkiem niedawno stworzyłam wpis prezentujący moje typy marki. Tutaj dowiecie się, które kosmetyki EL doceniam najbardziej, choć zdecydowanie to nie wszystko. Jeśli będziecie mieć jakiekolwiek wątpliwości czy problemy w wyborze, bardzo chętnie doradzę! Dajcie znać w komentarzach o swoich ulubieńcach, być może będzie to pomocne dla innych czytelniczek! O Bestsellerach marki możecie także poczytać na stronie.
Ja przyznam szczerze mam wielką ochotę wypróbować któryś z kolekcji zapachów sygnowanych marką AERIN. AERIN jest światową marką lifestylową zainspirowaną wrodzonym wyczuciem stylu jej założycielki. Celem marki jest spowodowanie, aby kobiety czuły się pewnie i pięknie, poprzez stworzenie wysokiej jakości produktów, stanowiących odbicie naturalnego luzu i wyrafinowania Aerin Lauder, w takich kategoriach jak uroda, modne akcesoria i elementy wyposażenia wnętrz. Brzmi fantastycznie a mi nie było dane jeszcze spróbować! Może miałyście okazję?

OPI Nail Envy… Siła w Kolorze!

Uwielbiam odżywki nadające ładny, naturalny odcień paznokciom. Odkąd pamiętam, jeszcze przed rozpoczęciem przygody z kolorowymi lakierami, sięgałam tylko po to rozwiązanie. Jest szybkie i przyjemne. Jednocześnie dbam o paznokcie i jestem w stanie je zapuścić, ale się też ich nie wstydzę bo wyglądają bardzo schludnie. Osobiście bardzo lubię efekt czystego paznokcia. Lekko różowe, beżowe, naturalne, z połyskiem, zadbane a przy okazji dobrze zabezpieczone i mogące swobodnie i zdrowo rosnąć. Tutaj wkracza OPI i  nowość - Nail Envy. 
Odżywka Nail Envy przeznaczona jest do wzmacniania cienkich, delikatnych, miękkich i łamliwych paznokci. Występuje w czterech świeżych, delikatnych kolorach. Wybrałam dwa - jeden bardziej wpadający z świeży róż Bubble Bath, drugi w delikatny beż - Samoan Sand. Dwa podstawowe i silnie działające składniki preparatów to hydrolizowane białko pszenicy oraz wzmacniający i usztywniający paznokcie wapń. Nail Envy faktycznie natychmiastowo usztywnia paznokcie. Stają się wyraźnie twardsze i mocniejsze. Nie łamią się i nie kruszą. Kolejnym atutem jest trwałość! Odżywka pozostaje na paznokciach dłużej niż klasyczny lakier, nie odpryskuje. Będzie idealnym rozwiązaniem dla osób posiadających słabe, kruche paznokcie i nie mających czasu na długą, kłopotliwą pielęgnację. 
Kolorową odżywkę Nail Envy możemy stosować w długotrwałej terapii (nakładamy jedną warstwę odżywki jednego dnia, następnego dnia domalowujemy drugą warstwę, trzeciego dnia zmywamy odżywkę z paznokci i powtarzamy czynność z pierwszego dnia – aż do uzyskania pożądanego efektu). Dzięki temu, że odżywka jest kolorowa, terapia ta nie jest uciążliwa, a paznokcie mają zawsze miły dla oka kolor. Odżywkę tę możemy także stosować jako podtrzymanie terapii, malując nią paznokcie np. jeden raz w tygodniu. 
Dzięki Nail Envy udało mi się zapuścić paznokcie do stanu ze zdjęć, a jeśli oglądałyście ostatnie paznokciowe wpisy, na pewno widziałyście, że były koszmarnie krótkie i miałam z tym nie lada kłopot. Nie przerywam stosowania i zobaczę jak długie uda mi się wyhodować. 








Co sądzicie o takim rozwiązaniu? Korzystacie z kolorowych odżywek? Jak zapuszczacie zdrowe paznokcie?
Blog template designed by SandDBlast