poniedziałek, 28 listopada 2011

Zakupy z UK

Jadąc odwiedzić siostrę i wysłuchując od kilku miesięcy o sklepach, okazjach i promocjach w Jej okolicy, nie mogłam nie przywieźć z Brighton kilku bardziej i mniej potrzebnych rzeczy. Starałam się uderzyć w marki, które w PL są niestety nie do dostania. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że internet daje nam duże możliwości, jednak pomacanie i powąchanie kosmetyków to dla kobiety ważny aspekt zakupów :). Nie skupiłam się na produktach sezonowych i limitowanych, chciałam raczej uzupełnić braki klasycznych produktów - jak np. podkład czy tusz.
Co zakupiłam?


Na jesień/zimę zdecydowanie mocniejszy podkład niż mineralny. Łupem padł w większości polecany i dobrze oceniany ColorStay REVLON'u. Ponieważ siostra zachwalała też pudry tej marki a w drogerii Boots trwała promocja 2+1 zdecydowałam się na kompakt i dobrałam mascarę.



Napiszę krótko - mogąc znaleźć się w sklepie całym wypełnionym produktami Lush czułam się jak w niebie. Niesamowite zapachy i raj dla wszelkiego gatunku srok. Nie wiedziałam na co dokładnie się zdecyduję, obie z siostrą zamierzałyśmy kupić szampon i odżywkę. Po konsultacjach z bardzo miłą obsługą sklepu i długich dyskusjach ze sobą wybrałam szampon o zabawnej nazwie Curly Wurly i bardziej znaną odżywkę Retread. Po kilku użyciach już wiem, że zrobię siostrze zamówienie na więcej. Dawno żaden duet tak namacalnie i zauważalnie nie działał na moją czuprynę.



Jako stworzenie bardzo paznokciowe musiałam przywieźć coś do ich kolorowania. Nie poszalałam ani z ilością ani z kolorystyką, jednak już wiem, że takiego krycia jak nails inc nie uzyskałam jeszcze żadnym lakierem. W obu kolorach wystarcza jedna warstwa. Strzał w 10.


Ponieważ ukochana Daisy sięgnęła dna, nieśmiało rozglądałam się za perfumami. Fundusze, które po zmianie z PLN na GBP (po kursie bandyckim wręcz w obecnym czasie) nie pozwalały mi na szaleństwo w temacie zapach, jednak kiedy jedna z lokalnych perfumerii udostępniła w promocji Escape (100 ml za 19 funtów) nie mogłam nie skorzystać. Znów postawiłam na klasykę.

Jak widać powyżej nie poszalałam ilościowo i nowościowo, jednak każda z części ciała i zmysły dostały coś dla siebie. Podsumowując, zdecydowanie zazdroszczę siostrze dostępu do wielu marek, które ja oglądam jedynie w internecie. Może prędzej czy później i my się doczekamy i nie będą to produkty na tyle rzadkie, że będą zabijać ceną.

10 komentarzy:

  1. świetne zakupy :) najbardziej jestem ciekawa lakierów i zapachu w tej ascetycznej butelce, pięknej w tej swojej prostocie

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszę Lusha :> Ogólnie fajne zkaupki zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  3. najbardziej zazdroszczę produktów Lush :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brighton jest piękne:)apropos lush'a tez mnie kusił, ale nie kupowalam.
    Natomiast bardzo mnie nęcą lakiery nails inc. , a widziałas te magnetyczne?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa jestem tego pudru Revlon

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze zazdroszczę Ci tej odżywki z Lusha :)

    OdpowiedzUsuń
  7. fajne zakupy, jestem ciekawa jak pachnie ten perfum ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również zazdroszczę Lush'a. Tak baaardzo chciałabym wypróbować kosmetyki tej firmy! ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Lush niewątpliwie rządzi! A na ilość nie narzekaj, całkiem fajna ferajna się uzbierała :)
    pozostaje w pozytywnej zazdrości:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne zakupy! zazdroszczę! a ze Sleeka nic?:)

    OdpowiedzUsuń