wtorek, 20 grudnia 2011

Domowa Mezoterapia: Krem w słoiku + roller DNS

Od dokładnie tygodnia mam okazję używać najdroższy krem jaki kiedykolwiek miałam. I mam dwie wiadomości, standardowo - dobrą i zła. Dobra nowina jest taka, że krem działa na mnie jak żaden inny. Od zeszłego poniedziałku na mojej buzi nie pojawiło się nic przykrego. Twarz jest naprawdę gładka, ładnie napięta. Skóra mimo tendencji do wydzielania sporej ilości sebum nie tłuści się. Pierwszy raz od dawna czuję, że mogłabym wyjść z domu bez makijażu bez uczucia wstydu i bez wkręcania sobie, że wszyscy na mnie patrzą :). Uspokoiło się czerwienienie, uspokoiły się naczynka i pory. Jestem naprawdę pozytywnie zszokowana. Marki nie tyle co nie miałam okazji używać co nie znałam. Tajemnicza nazwa, minimalistyczne opakowanie, dziwny przyrząd do wspomagania działania. Zanim przystąpiłam do pierwszej aplikacji dokładnie wszystko przestudiowałam, ponieważ chciałam używać tego duetu według zaleceń. Kremu używam codziennie wieczorem, gdyż zgodnie z moim wiekiem producent radzi stosować go raz dziennie. Trzy razy w tygodniu po wklepaniu kremu opuszkami palców stosuję roller. Na koniec kilka smutnych wniosków. Krem jest bardzo drogi i nie wiem czy kiedykolwiek mogłabym pozwolić sobie choćby na jeden taki słoiczek. Pytanie więc czy znając jego właściwości i działanie, tak zauważalne już po tygodniu, zdecyduję się kiedyś na kolejne opakowanie. Tutaj pozostawiam wielokropek, zobaczymy jak z jego wydajnością a także stosowaniem na dłuższą metę...
Co kilka tygodni na pewno wrócę do Was z aktualizacją w tym temacie :). Wkrótce więcej informacji na temat zapachu, konsystencji a także więcej zdjęć (których nie udaje mi się zrobić ze względu na późne powroty do domu).

 
Zachęcam do zapoznania się z fachowym opisem kremu na stronie GENOSCOPE , z której pochodzi zdjęcie.

4 komentarze: