sobota, 30 kwietnia 2011

Wyniki rozdania

Zgodnie z obietnicą, do dnia dzisiejszego trwał konkurs, którego nagrodą jest mini zestaw kosmetyków. Po zliczeniu głosów i wrzuceniu ich do maszyny losującej z przyjemnością ogłaszam, że nagroda wędruje do rąk:


Dziękuję wszystkim za udział i już teraz obiecuję, iż kolejne rozdanie, jeśli tylko Was trochę przybędzie planuję dużo większe. April bardzo proszę o maila z danymi do wysyłki. Paczuszka wyjdzie ode mnie kurierem zaraz po majówce.
Czytaj dalej »

środa, 27 kwietnia 2011

O tym, że prościej często znaczy lepiej

Po całkiem długiej, świątecznej przerwie wracam do kosmetycznych wywodów. Nie musiałam długo myśleć co chciałabym opisać, dzisiejszy post musiałam bowiem poświęcić zestawowi nawilżająco-regenerującemu rodzimej marki Joanna, linia Z Apteczki Babuni. Posiadam: balsam nawilżająco-regenerujący, szampon oraz serum do zniszczonych końcówek.


Jak pisałam wcześniej, temat włosów to w moim przypadku temat rzeka, wiecznie żywy. Próbowałam już wielu mazideł, wielu serii, różnych firm. I co się okazuje? Okazuje się, że kosmetyki polskie, na bazie klasycznych, naturalnych produktów działają na mnie dużo lepiej niż kosmetyki, które kupowałam często za spore sumy, gotowa wydawać ostatni grosz byleby włosy wróciły do formy. Usłyszałam niedawno taką opinię, że im więcej kombinujemy ze swoją głową, im częściej używamy niewłaściwych produktów tym bardziej szkodzimy naszym włosom. Zgadzam się, coś w tym jest. Porzuciłam jedwabie i inne cuda, bojąc się wszechobecnych silikonów i innych straszydeł, na rzecz tego oto zestawu. Nie mówię, że nie spróbuje już innej serii, innej marki jednak dużo większą uwagę zwracać będę na skład kosmetyków. I już nigdy nie pomyślę, że skoro szampon jest tani to musi być kiepski. Nic bardziej mylnego.
Seria, którą używam to seria przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych. Moje włosy od nasady mają tendencję do przetłuszczania, jednak używanie Joanny w żaden sposób nie przyspiesza tego procesu. Myję głowę tak samo często jak przy innych kosmetykach.
Po lewej: balsam (półprzezroczysty, mniej gęsty), po prawej: serum (białe, bardziej gęste)

Według producenta balsam zawiera połączenie dwóch naturalnych składników: miodu i mleka, które doskonale nawilżają, odżywiają i chronią włókno włosów. Dzięki temu włosy zyskują miękkość i połysk oraz łatwiej się rozczesują i układają. Odzyskują energię i naturalne piękno. Taki sam opis tyczy się szamponu i serum.

Jak stosuję zestaw? Włosy myję dwa razy, pierwszy raz dobrze oczyszczam sam ogon, spłukuję, drugi raz myję całą głowę, dobrze masując włosy u nasady. Po osuszeniu włosów ręcznikiem dokładnie wcieram balsam, omijając końcówki, by potraktować je w dalszej kolejności serum. Myślę, że gdybym nie posiadała osobno tych dwóch produktów, wystarczyłoby użyć tylko jednego z nich. Należy pamiętać by nie przesadzić z ilością, by na włosach nie powstał nieprzyjemny w dotyku film. Niewątpliwym plusem całej serii oprócz fantastycznego działania jest zapach. Nie wiem czy woń mleka i miodu ma choć jednego wroga.
Podsumowując...od czasu posiadania magicznej trójcy z dużym dystansem spoglądam na krzyczące do mnie ze sklepowych półek kolorowe etykiety. Wybieram prostotę leżącą często na samym dole, jednak odpłacającą mi jakością za niewielką cenę.






Czytaj dalej »

środa, 20 kwietnia 2011

Barbra Colour Alike

Dziś troszkę o paznokciach i moim odkryciu zeszłego roku. O lakierach marki Barbra można przeczytać niemalże na każdym kosmetycznym blogspocie, jednak i ja chciałabym się w ich temacie wypowiedzieć.
W minionym roku, po tym jak natrafiłam na pochlebną recenzję tychże lakierów postanowiłam zamówić kilka do swojej kolekcji. Cena 7,99 pln, nie zastanawiałam się długo a wybór mój padł na: 

No. 440 - Jesienny Blues

No. 446 - Z kolorem mi do twarzy

1 Magic ultraviolet

6 Vampiric red

Był to czas jesienno-zimowy, stąd kolory dosyć intensywne, konkretne.
Co okazało się po kilku użyciach? Otóż to, że za tak niską cenę można mieć porządną jakość. Kolory intensywne (dla dokładnego pokrycia paznokcia standardowo konieczne dwie warstwy, w niektórych przypadkach jedna grubsza), nie miałam żadnych problemów przy nakładaniu, wygodny pędzelek, bardzo atrakcyjna wizualnie i wygodna buteleczka. Nie wiem cóż jeszcze mogłabym dodać.
Obecnie oczekuję kolejnej paczki ze sklepu internetowego Barbra, która niestety przeciąga się z winy Poczty Polskiej. Z nowej palety wybrałam póki co Marchewkowe Pole i Świeżo malowane.


Dotarły mnie słuchy, że nowa gama barw jest świetna ale dla pełnego, intensywnego pokrycia konieczne jest pomalowanie większej ilości warstw. Zobaczymy. Na pewno dam znać jak mazidła sprawiły się na moich paznokciach oraz jakie są ich plusy i minusy. Niemniej jednak polecam wspomniany sklep, który posiada w swojej ofercie dużo szerszy wybór kosmetyków. Nie miałam okazji jeszcze wielu rzeczy sprawdzić, ale kto wie :)



ps zdjęcia ze zbliżeniem jak kolor wygląda na paznokciach pochodzą ze strony Barbra Cosmetics
Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Bourjois 10 Hour Sleep Effect

Wiele już o tym podkładzie zostało napisane, dorzucę trzy grosze i ja.
Bourjois 10 Hour Sleep Effect to według producenta podkład pozwalający uzyskać efekt wypoczętej cery, jak po 10-cio godzinnym śnie. Udoskonala cerę, maskując oznaki zmęczenia: cienie pod oczami, przebarwienia i poszarzała skore. Fluid wzbogacony został w witaminy E, F, B5 i minerały dla natyuchmiastowego osiagnięcia efektu wypoczetej cery.Poj. 30 ml.Wygodne opakowanie z dozownikiem.

Posiadam odcień nr 74, Beige. Podkład posiada kilka cech, które chciałabym wyróżnić. Wcześniej jednak istotne jest abym wyjaśniła, że posiadam cerę mieszaną, z dającą się czasem we znaki strefą T i czasem lekko przesuszonymi policzkami (obie cechy w dokuczają w zależności od pory roku).

Cenię Bourjois 10 Hour Sleep Effect za:
* bardzo przyjemny, delikatny i świeży zapach
*niezwykle wygodną pompkę, którą z łatwością dozujemy ilość nakładanego fluidu
*idealną konsystencję, która pozwala na swobodne, niezbyt szybkie rozprowadzenie podkładu, bez stresu, że zaschnie i zrobią nam się plamy
*prawdziwy efekt odświeżenia, Bourjois na skórze nie jest zbyt matowy, nie daje efektu teatralnej maski
*krycie cieni, lekkich naczynek, zmęczenia, szarości cery jest doskonały, nie wiem jak fluid radzi sobie z większymi niedoskonałościami i problemami
*bardzo dobra trwałość, podkład (lekko utrwalony pudrem prasowanym) nałożony rano trzyma się do końca dnia, także nie musimy nakładać na twarz mocnej warstwy mocniejszego podkładu by dawał nam pożądaną trwałość
*w przypadku cery mocno tłustej, może okazać się przydatne zmatowienie się w ciągu dnia np bibułkami ściągającymi nadmiar sebum

Polecam dobrze dobrać kolor fluidu, poprosić o poradę ekspedientkę albo poprosić uprzednio próbki w drogerii, ponieważ mój odcień wydaje się całkiem ciemny a rozprowadzony na buzi idealnie się z nią stapia.

Jedynym minusem o jakim mogę wspomnieć jest cena, bo kosztuje ok 40-50 złotych. Za taką jakość jednak jestem jego wierną fanką. Nie próbowałam jeszcze innych produktów z rodziny Bourjois, choć przy ostatnim zakupie mocno zastanawiałam się nad Bourjois Bio Detox albo Bourjois Healthy Mix. Gdybyście chciały podzielić opiniami na ich temat bardzo mocno zachęcam do dyskusji.




Czytaj dalej »

Lip Smacker Vanilla Sugar

Ciąg dalszy tematu usta. Tym razem o błyszczyku w sztyfcie.
Według opisu ze strony http://www.lipsmacker.pl/ to: oryginalny, amerykański błyszczyk do ust Lip Smacker® z różowej kolekcji PINKY. Seria PINKY powstała, jako odpowiedź na potrzeby dziewczyn, które cenią pielęgnacyjne właściwości błyszczyków Original Lip Smacker®, lubią ich aromatyczną formułę, ale oczekują - oprócz połysku - ładnego koloru na ustach. Różowy błyszczyk Pinky Lip Smacker® Vanilla Sugar zawiera aloes i witaminę E. To synergiczne połączenie sprawia, że nawet wyjątkowo wysuszone wargi stają się zdrowe, nawilżone, doskonale wygładzone i miękkie, a ich piękno subtelnie podkreślone. Smackers® Vanilla Sugar PINK ma formę wykręcanego sztyftu o przyjemnej konsystencji. Właściwości pielęgnacyne + świeży kolor na ustach + wygodna forma tradycyjnego sztyftu + prześliczny zapach i łagodny smak waniliowego lukru do ciast i babeczek. Mmm, taka kombinacja od razu poprawi Ci nastrój! 


Co sądzę o amerykańskim Lip Smackerze?  Jest to mój drugi sztyft z tej rodziny. Pierwszy zakupiłam po bardzo pochlebnej opinii znajomej i wpadłam. Nie będę obiecywać, że wyleczy podrażnione po zimie wargi, usta wyschnięte czy z innymi problemami, jednak dla mnie, kiedy pragnę w ciągu dnia poprawić ich kondycję jest świetny. Piękny zapach (których jest kilka do wyboru, wszystkie kuszą ze sklepowych półek tak, że bardzo ciężko się zdecydować), długo utrzymuje się na ustach dając efekt bardzo lekkiego-naturalnego koloru. Idealne połączenie pielęgnacji z efektem wizualnym, tak jak obiecuje producent. Połysk nie jest tak mocny jak przy klasycznym błyszczyku, jednak subtelność efektu jest niewątpliwym plusem. Usta wyglądają dużo bardziej naturalnie i ponętnie :).


 
Czytaj dalej »

sobota, 16 kwietnia 2011

Usta Usta

Przeglądając zasoby mojej kosmetyczki i zastanawiając się, który kosmetyk ma dla mnie większe znaczenie nie mogłam pominąć błyszczyka. Nawet nie dlatego, że przecież my kobiety jesteśmy często od nich i innych specyfików do ust uzależnione, a z tego względu, iż błyszczyk, który dziś Wam przedstawiam jest dla mnie wyjątkowy. W Polsce strasznie żal było mi wydać ok 100 złotych na mazidło do ust, dlatego stałam się posiadaczką Dior Addict dopiero za granicą, kiedy cyferka w euro była znacznie mniejsza i postanowiłam nie przeliczać. Nie pamiętam dokładnie jaki kolor wpadł mi wtedy w dłonie, na pewno był bardziej beżowy niż mój obecny. Dior Addict Plastic Gloss nabyłam w Mediolanie, podczas zeszłorocznej wycieczki, kiedy to jasne stało się, iż powinnam kontynuować zwyczaj kupowania błyszczyka za granicą. 

Posiadam kolor 002, który ma zdecydowanie więcej wspólnego z kolorem różowym, jednak w postaci, która jest dla mnie bardzo przyjemna. Nie jestem zwolenniczką mocnego, tandetnego pink'a na ustach, nie mogę pozwolić sobie na zbyt intensywne kolory ze względu na dosyć wąskie usta, jakimi obdarowała mnie natura :), dlatego przy wyborze koloru muszę być ostrożna. Prezentowany odcień zmienia swoją intensywność w zależności od ilości nałożenia. Przy delikatnym użyciu wspomaga naturalny odcień warg, dając im oczywiście połysk, przy dokładnym, mocniejszym nałożeniu jego kolor staje się bardziej widoczny. 

Uwielbiam Dior'a za idealną według mnie konsystencję. Nie jest ani za rzadki ani za gęsty. Czuję go na ustach, jest delikatnie lepki ale dzięki temu wiem, że mam go jeszcze na sobie :). Co do trwałości, nie będę obiecywać, że trzyma się x-godzin, jakoś nie wierzę w tego rodzaju obietnice. Zastanawiam się czy błyszczyk nie po to właśnie jest, szczególnie w tak pięknym opakowaniu, żeby te kilka razy dziennie wyjąć go z torebki i użyć? Czy to nie jest wpisane w kobiecą naturę? :)



Czytaj dalej »

czwartek, 14 kwietnia 2011

Walka o włos

W walce o każdy centymetr zdrowego włosa i ja postanowiłam spróbować olejów. Naczytałam się wszystkiego co było dostępne, zaczerpując rad z innych kosmetycznych blogów. Przerobiłam już wszelkiego rodzaju odżywki, suplementy diety, sposoby domowe i profesjonalne. Bywało raz lepiej, raz gorzej, zapragnęłam efektu widocznego gołym okiem i temat olejów spadł na mnie niespodziewanie, jawiąc się jako światełko w tunelu. Zapuszczam włosy po zabawach z kolorem i cięciem. Nie jest łatwo. Nie pomaga sama struktura włosa po przejściach, nie wspominając o cieniowaniu, które razem z siankiem daje efekt nie chcę patrzeć na siebie w lustrze więc wybieram uniwersalną, bezkształtną kitkę. Jak wiemy, włosy odpowiedzialne są za sporą część kobiecego nastroju, a przynajmniej u mnie, dlatego postanowiłam zaryzykować. Otrzymałam w prezencie Amlę Gold i Vatikę. Jestem po dwóch stosowaniach, jednym krótszym - trzymałam olej na głowie ok 2h, drugim dłuższym bo chodziłam z nim niemalże cały dzień. Olejki aplikuję na wyczucie - zarówno ilość jak i metodę nakładania. Staram się aby dotarły do każdego centymetra włosa, spinam je lekko aby nie opadały ociekające na ubranie i ciało. Tematem często poruszanym był zapach olejków - mi osobiście nie przeszkadza, jest dosyć intensywny ale nie na tyle by przeszkadzał w jakichkolwiek czynnościach (może dlatego, że od lat wielu lubuję się we wszystkim co kokosowe?). Do sedna - jakie efekty? Po dwóch zastosowaniach mogę śmiało stwierdzić, że jest lepiej. Przykre sianko jakby znika i wiem, że przy systematycznym stosowaniu może być tylko lepiej. Włos jest cięższy ale nie tłusty (czego można było się obawiać). Należy pamiętać o tym by olejki dobrze usunąć, dlatego czynność mycia głowy powtarzam delikatnie dwa do trzech razy. Nie używam w czasie kuracji olejkami żadnych innych odżywek, jedwabiu, lakierów, pianek itp. Jak dobrze wiemy specyfiki te oblepiają włos, przez co olejki nie mogłyby wnikać tak jak powinny. Postaram się podzielić z Wami efektami dłuższego stosowania, miejmy nadzieję, że będą coraz lepsze.
Gdybyście miały jakieś wątpliwości, pytania a także rady i spostrzeżenia serdecznie zachęcam do dyskusji.

Przypominam o moim rozdaniu! :)

Czytaj dalej »

Rozdanie

Aby trochę rozkręcić mojego bloga i przełamać pierwsze lody postanowiłam zorganizować rozdanie. 

Do wygrania są:

1.Max Factor Vibrant Curve Effect Lip Gloss
2.L'biotica Biovax - intensywnie regenerująca maseczka
3.Dwie kredki do oczu Visions Oriflame
4.Dwa mineralne cienie Oriflame - Granite Black i Platinum Grey
5.Biotherm - Biosource i Aquasource pod oczy
6.Sensai KANEBO - Milky Soap, Softening Lotion i Silk Peeling Powder





Skromnie ale to dopiero początki :).



Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w rozdaniu?

1. Musisz być publicznym obserwatorem bloga i zostawić pod tym postem komentarz  zawierający następujące informacje (1 los):
- nick pod jakim obserwujesz blog
- adres email

2. Możesz zamieścić na swoim blogu informację o  rozdaniu, podając do niego bezpośredni link oraz umieszczając zdjęcie nagród (1 los) - poproszę wtedy o adres posta w komentarzu.

3. Możesz dodać mojego bloga do blogrolla (1 los).
 
Rozdanie trwa do 30 kwietnia

Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia!


Czytaj dalej »

ASTOR Deluxe Bronzer Spring Kiss

Jest to mój całkiem świeży zakup na który zdecydowałam się podczas jednego z pierwszych wiosennych dni. Produkt na początku kusi wyglądem samego opakowania a co do jakości zawartości to po kolei. 
Posiadam odcień 001 Spring Kiss Glow. Jest to połączenie bronzera i różu z naturalnymi minerałami. Według producenta puder ma nadać efekt naturalnej, lekkiej opalenizny i może być stosowany do całej twarzy. Czy tak jest naprawdę? Owszem! Bronzer nie pozostawia smug, jest delikatny a o intensywności efektu decydujemy same, to samo tyczy się ilości różowego pigmentu na policzkach - dowolnie i wygodnie mieszamy ze sobą kilka odcieni jakie zawiera paletka. Produkt posiada dołączony mini-pędzelek, który jednak z powodu moich kiepskich doświadczeń z takimi gratisami został nieodpakowany. Nakładam go sprawdzonym, służącym mi już wiele lat pędzlem Art Deco. Niewątpliwą zaletą bronzera jest dołączone na spodzie produktu lusterko, które w chwili kiedy nie mamy w czym się przejrzeć wydaje się być zbawienne. Produkt trzyma się na twarzy wiele godzin, w ciągu dnia bardzo wygodne (ze względu na dołączone lusterko) jest poprawienie efektu. 
Ogółem - 5 z plusem, głównie za subtelny ale jednak widoczny efekt i szybkie odświeżenie twarzy.

Czytaj dalej »

Początek

Czas zacząć robić to co lubię. Początki są trudne, więc Pomóżcie przebrnąć przez ten etap zgrabnie i z klasą. Pokrótce przedstawię się, mam na imię Agata i jako młoda mama staram się pogodzić świat codzienności ze światem pasji, wypośrodkować pomiędzy światem dziecięcym a światem kobiety, którą przecież dalej jestem. Postaram podzielić się z Wami opiniami na temat rzeczy, które lubię, które na co dzień pomagają mi poczuć się lepiej, piękniej i w 100% sobą. To raczej na nich chciałabym się skupić, nie tracąc czasu na to co mnie w jakiś sposób zawiodło.
Dziś o perfumach, nie perfumie, bo to najczęściej powielany przez nas błąd językowy. Perfumy nie posiadają liczby pojedynczej.
Do sedna – CHLOE!
Moja miłość od pierwszej miniaturowej buteleczki, którą wręczył mi przyjaciel. Wyposażona w kilka małych próbek (z powodu limitów bagażu) wyleciałam do Mediolanu, gdzie tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę je mieć.
Skład:
Głowa:
piwonia, liczi, frezja
Serce:
róża, magnolia, konwalia
Podstawa:
ambra, cedr wirgiński
Jest to zapach, któremu nie można odjąć elegancji, kobiecości i zmysłowości. Bardzo długo utrzymuje się na skórze i ubraniu, nie dusząc otoczenia a raczej delikatnie przypominając o sobie. Dla mnie Magia, na całe życie. Choć lubię nowości i nie zawaham się spróbować innych perfum, te na stałe znajdą miejsce na mojej toaletce.


Czytaj dalej »