niedziela, 29 kwietnia 2012

Opalanie część 1.

Temat rzeka. Oczywistym jest, że opalenizna na skwarkę jest zdecydowanie passe, jednak kiedy za oknem jest taka aura jak dziś, od razu nabieram ochoty by me blade lico i blade nogi nabrały zdrowego koloru. I tu pojawia się problem i konieczność wyboru. Parę lat temu gdy byłam jeszcze piękna i młoda :), miałam zdrowie jak koń jeśli chodzi o opalanie. Mogłam siedzieć na słońcu zdecydowanie długo (pomijam, że nie było to absolutnie zdrowe). Teraz nawet przy głębszym postanowieniu miałabym z tym problem. Wracając ze spaceru z placu zabaw, pomyślałam dziś, że usiądę (po wysmarowaniu się odpowiednim filtrem) na choć 20-30 minut na tarasie. Jakże szybko zdałam sobie sprawę, że nie dam rady! Przypomniałam sobie wiele prób z ostatniego czasu, kiedy wydawało mi się, że minęła wieczność a okazywało się, że wytrzymywałam do 10 min, po czym umęczona uciekałam do cienia/pomieszczeń zamkniętych, chłodnych. Z nadzieją wypatrywałam zarumienienia a potem zazdrością obserwowałam chociażby opaleniznę babci, którą słońce łapało po drodze na zakupy i zostawiało dużo solidniejszy ślad niż na mnie.
Nadchodzi kolejne lato i czuję, że opalanie to dla mnie tak samo trudne zagadnienie jak pomarańczowa skórka, ba, może nawet trudniejsze, bo zwyczajnie nie mam pomysłu czym spróbować nadać ciału taki koloryt by czuć się przyjemniej. Kojarzycie takie białe nogi, gdzie widać każdą płynącą pod skórą, błękitną żyłkę? Takie, gdzie widać każde pęknięte naczynko krwionośne a pieprzyk wydaje się ciemny jak czarna dziura. Tak, to mam wrażenie moje nogi. Jeśli macie podobne przemyślenia, problemy, a być może pomysły i plan co dalej, podzielcie się proszę! Znam oczywiście samoopalacze, balsamy brązujace i wszystkie inne metody, próbowałam ich, jednak każda ma jakiś minus. Nie wiem czy jestem gotowa w tych 30 stopniach w cieniu czuć ten okropny samoopalaczowy zapach...




12 komentarzy:

  1. Hmm ciężka sprawa... ja też źle znoszę przebywanie na słonku. Komentarzy nt mojej bladości miałam już po kokardy i postanowiłam coś z tym zrobić. Zdecydowałam się na samoopalacz i miałam wielkie szczęście bo od razu trafiłam w dziesiątkę. To produkt marki Deborah a dokładnie Bioetyc Bronze, Illuminating Face and Body Self-tanner daje piękną złotą opaleniznę, bez smug (mówię to ja- samoopalaczowa amatorka) którą można stopniować. Zapach ma piekny, choc po jakimś czasie wychodzi charakterystyczny smrodek, ale jest naprawdę znośny- bez porównania z innymi takimi kosmetykami. Sama jestem z niego bardzo zadowolona i z czystym sercem polecam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko jako małe dziecko potrafiłam się opalać. Teraz mam te same problemy co Ty. Nie umiem wyleżeć na słońcu. W ubiegłym roku okropnie się poparzyłam po 2h "opalania", były 22 stopnie, wiatr i chmury, a mnie spaliło. W 1 popołudnie zużyłam cały panthenol. Musiałam przez całe 2 tyg smarować się argosulfanem, skóra schodziła jak szalona, miałam strupy na dekolcie. Po tej przygodzie mam gdzieś tę całą modę na świeżą opaleniznę. Wolę być blada i odbijać promienie. Do teraz na piszczelach mam przebarwienia. Było fantastycznie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. wiesz ...trochę słonka nie zaszkodzi 10 minut i już..wcale nie musisz wyglądać nie wiadomo na jak opaloną...spróbuj zrobić coś w ogródku...polecam mgiełki w spray o ładnym zapachu która ochłodzi gorące ciało oraz krem z filtrem ale nie o dużym stężeniu...Słoneczko jest zdrowe ale nie w namiarze .

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy, podkreślam nigdy nie leżałam na słońcu, a co roku mam piękną, brązową opaleniznę :) Wszystko za sprawą ruchu. Opala mnie słońce albo w basenie, albo w górach.

    OdpowiedzUsuń
  5. O Kochana, przybij piątkę!
    Moje nogi są po prostu białe. Na słońcu nie potrafię wytrzymać więcej niż 10 minut, bo od razu robi mi się słabo, wyskakują czerwone plamy na buzi, a dodatkowo potrafię dostać wysypki na skórze.
    Bladość jest fajna, ale rozumiem Cię całkowicie- mimo wszystko też chciałabym nabrać lekkiego kolorku. Rozmyślam nad balsamem brązującym, ale czemu one muszą tak brzydko pachnieć :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak, temat rzeka. Ja na razie opalam się w solarium. 10 min raz w tygodniu. I żyję. I nie wyglądam jak skwarka o czym możesz się przekonać u mnie na blogu. Ba, nawet lampy na twarz ostatnio wyłączam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozwiązaniem są ekologiczne samoopalacze. Chyba że nie lubisz zapachu ziół;) Ja mam inny problem. Co zrobić, żeby mnie słońce nie złapało, bo przy mojej jasnej cerze kończy się to katastrofą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytając opis Twoich nóg czuje się jakbyś pisała o moich, miałam ten sam problem ale od miesiąca chodzę do solarium raz w tygodniu na 7 minut, nie wyglądam jak skwarka tylko jestem delikatnie muśnięta słońcem :) Korzystanie z solarium z umiarem nie jest wcale takie złe :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja miałam identycznie, w gimnazjum i LO jak jeździłam nad morze na 2-3miesiące potrafiłam godziny spędzić na plaży już nie wspominając o leżeniu plackiem i opalaniu się, teraz jest podobnie jak u Ciebie. Wczoraj położyłam się na taras i zaraz uciekłam. Do solarium przestałam chodzić jakieś 1,5 roku i czasami się zastanawiam, że jednak lubiłam być pięknie opalona ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też nie daję, rady leżeć na słońcu, nie w naszym klimacie. Dlatego z utęsknieniem czekam na Chorwację:-) Jednak polecam PUIZ BUIN TAN INTENSIFiER SPF 30. Właśnie idę dziś na poszukiwanie tego specyfiku. Najlepsze efekty pod wieczór, przy mniej gorącym słońcu, codziennie po kilkanaście minut:-)))

    OdpowiedzUsuń
  11. polecam aktywne opalanie ewentualnie jakaś książka? trzeba niestety znaleźć swój sposób :) ja osobiście należę do tych, co to leżenie plackiem nie sprawia żadnych problemów a jeżeli znajdę się w pobliżu wody to dodatkowy plus :) zawsze można pójść spać ale efekty mogą być nieciekawe:D
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. nie lubię się opalać i nie mogę ;/ stawiam na balsamy bronzujące i samoopalacze :)

    OdpowiedzUsuń