poniedziałek, 19 listopada 2012

Odpowiedzialność.


Chciałoby się wrócić czasem do beztroskich lat, młodzieńczych wręcz. Mamowe kanapki, mamowa pamięć o tym co ulubione, mamowe upominki bez okazji. Nie wiem czy wtedy potrafi się to docenić. Z perspektywy czasu uciekłabym czasem w tamten okres – wzorowy uczeń, czas na to by uszykować wszystko jak należy na dzień kolejny. Chwila na śpiewanie, malowanie, obiad u przyjaciółki z mniejszym apetytem. Podglądanie ukochanego przez mamę Freddy’iego Kruegera, nocne mecze koszykówki z tatą, ciosy Gołoty poniżej pasa. Można było pozwolić sobie na mniejszą ilość snu, ponieważ można to było odespać. Sił było więcej. Chorowało się też inaczej – poducha pod głowę, syrop do buzi, ugłaskana byłam i nakarmiona. Gdy teraz przychodzi choroba albo coś na jej kształt, gorszy dzień, samopoczucie…zaczyna się analiza - czy zdążę? Czy dam radę? A co z codziennymi obowiązkami?  Nie mogę nie mieć siły, nie chcę jej nie mieć. Teoretycznie mogę oddać J. w dobre ręce, położyć się pod kocem i poleżeć, ale to już nie to samo. Sedno tkwi w innej świadomości, której nie da się już oszukać. Więc nie kładę się a walczę. Muszę się tylko czasem zwyczajnie wygadać, że brak mi tamtych lat, możliwości położenia głowy na poduszce po powrocie ze szkoły, poczytania książki o każdej porze dnia i nocy. Muszę porozmawiać o tęsknocie za etapem, który odchodzi chyba całkiem naturalnie ale pozwala w późniejszym życiu docenić wiele jego elementów. Wyżalenie pomaga, trwam tak już dzielnie trzy lata. Nie mam już tego pierwiastka wolności wyboru ale mam niewątpliwy  zaszczyt bycia mamą.


9 komentarzy:

  1. Jest odpowiedzialność. Nie ma "ja", a "my". Na pierwszym miejscu stawiamy potrzeby dzieci (tak piszę, bo mam dwoje). Trzeba walczyć, a z każdym rokiem wszystko i tak będzie się zmieniać. Dzieci rosną, zobaczysz za rok, za dwa ... pierwsze kroki w szkole, pasowanie na ucznia... pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I mimo że zmęczenie daje sie we znaki, nie poddajesz się , a to jest cudowne, ta mała perełeczka która jest tylko Twoja, sprawia, że wiesz, że warto, prawda?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety tak to już jest, że dorosłe życie ma swoje wady - ale na szczęście ma też wiele zalet. Ja od roku żyję w zupełnej sielance - teoretyczny brak obowiązków, czyli rzucenie studiów i brak pracy z wyboru. Ale czy sielanką można nazwać takie życie, w którym brak studiów i brak pracy spowodowany jest depresją (tą prawdziwą, bez ściemy) i nerwicą? Cóż... Może niedaleki ślub i obecny start z własną firmą wynagrodzi mi wkrótce ostatni rok marnej egzystencji, poczucia bezsensu, bycia niepotrzebną i załatwi depresję raz na zawsze. Podobno zawsze po burzy wychodzi słońce. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To zdjęcie z opaską jest boskie :) Wielkie oczyska :) Mam tak samo, nie można się "po ludzku pobyczyć", bo nie ma na to czasu, a jak moja Mała jest u dziadków to mi nieswojo :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jeszcze zaliczam się do mamowej pamięci i kanapek :)
    Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też walczę, juz 4,5 roku :) Ale jest to mimo swej ciężkości niesamowicie przyjemna walka :) Nic nie zastąpi bycia mamą:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta walka jest warta wszystkiego :) Kiedy mój synek jest na spacerze z babcią, a ja na zakupach bez niego to strasznie tęsknię :)
    Bez niego tak cicho że nie wiem co mam ze sobą zrobić, a z nim bywa za głośno :) Takie już życie matki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama bym lepiej tego co czuję nie ujęła... Macierzyństwo ma tak wiele twarzy, tych pięknych, ale też tych trudnych (obecnie bunt dwulatki w pełnym rozkwicie;)). Tęsknota... czasami bardzo tęsknię. I też się czasami muszę wygadać, wyżalić (ale tylko innym mamom, tylko one wiedzą o czym mówię).

    OdpowiedzUsuń
  9. Macierzyństwo wiele zmienia ... To jeszcze przedemna i torch emnie ta odpowiedzialnośc przeraża ..

    Bardzo ciekawy blog!

    Pozdrawiam

    Agga

    OdpowiedzUsuń