poniedziałek, 17 grudnia 2012

Droga przedszkolaka


Zaczęło się od drżących dłoni, kurczowo trzymających moją nogę. Na przedstawieniach i przedszkolnych warsztatach na hasło start Julka wtulała się we mnie jak małpka i tak splecione oglądałyśmy występy pozostałych dzieci. Na nic zdawały się zapraszające spojrzenia cioć i moja roztańczona, zachęcająca postawa. Z czasem coś drgnęło, gdy znajdowałam się w pobliżu, na wyciągnięcie ręki to i nóżka tupnęła i rączki coś pokazały, z ust wydobyło się kilka dźwięków i słów. Kolejna faza – z ukrycia. Jeszcze chwilę temu to starsze dzieciaki występowały dla Malucha, którego kurczowo przyczepionego trzymałam w ramionach. Tym razem to mój Maluch występuje, a ja będąc nieco za wcześnie koczuję między czekającymi rodzicami, uwieczniając co się da. Nagrywam filmik na którym przez całą jego długość na ekranie zwisa kurtkowy ściągacz jednego z tatów. Wydaje mi się, że mój Wstydniś mnie nie widzi. Mam przecież wielką zimową kurtkę i umiejętnie kryję się za największymi i najciemniejszymi postaciami. Zdobywam materiały dowodowe na to, że moje dziecko występuje. Po wielokrotnym odtworzeniu filmiku wszystkim babciom i dziadkom, wyraźnie dostrzegam, że J. doskonale zdawała sobie sprawę z mojej obecności. Z nieukrywaną dumą zerka w moim kierunku. 
Ostatnie Jasełka wiązały się z wielkim znakiem zapytania – w którą stronę pójdzie? W dobrze znanym kierunku wycofania czy może dzielnie odśpiewa to co w ostatnich tygodniach słyszałam np. podczas kąpieli? W dzień tego świątecznego wydarzenia okazało się, że w ciele aniołka przyozdobionego na tę okazję w skrzydełka i sukienkę siedzi diabeł. Ryczy jak lew, goni się z przedszkolnymi kumpelkami, pozuje do zdjęcia z nogą na nogę i występuje. Ależ występuje! Śpiewa, pokazuje, fantastycznie się przy tym bawiąc. Z jaką dumą spogląda na mnie po zakończeniu każdej z piosenek...Kłania się a ja nie wiem czy bić brawo czy nagrywać. Pękam z dumy a w oczach turla się nieśmiało kropla za kroplą. Przez głowę przelatują mi te wszystkie chwile – od matki kangurzycy z Maluchem w kieszeni po mamę nadal małej ale już tak samodzielnej osóbki. Takie chwile pokazują całą drogę przez którą przeszłyśmy…drogę Julii - przedszkolaka.


14 komentarzy:

  1. :) Pięknie!
    Gratulacje dla dzielnej Julki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie to wszystko opisałaś :) Gratuluję Julce, ale przede wszystkim Tobie, bo to przecież głównie Twoja zasługa, to jaka jest teraz Julka :) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo dla Juli!
    I ciekawam jak to będzie z nami, ale to jeszcze trochę...

    OdpowiedzUsuń
  4. to niesamowite, jak szybko to zleciło! jaka nudna jestem w tym, że trudno mi w to uwierzyć!

    OdpowiedzUsuń
  5. my mamy identycznie, chłopcy strasznie się starają i ucząc piosenek i wierszyków, ćwiczą w domu, a potem uciekają do mnie, ostatnio chciałam, żeby też mieli frajdę i nie chowali się za mną, usunęłam się więc tak, żeby mnie nie widzieli, wyszli, byli świetnie i tacy dumni z siebie, dopiero na koniec mnie zauważyli, trochę ryzykowana, opcja, ale się sprawdziła, u nas jasełka jutro zobaczymy jak będzie tym razem. A Julka pięknie wyglądała! brawo dla małej artystyki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Słodkie zdjęcia ;) Czas bardzo szybko leci ;) Nie dziwię się ,że jesteś dumna z córeczki ;) Ja na razie jeszcze nie wiem jak to jest :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny, bardzo refleksyjny wpis. Czas leci bardzo szybko, umyka przez palce..

    OdpowiedzUsuń
  8. Zakręciła mi się łezka w oku gdy to przeczytałam. Czuję podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Łezka się zakręciła. Pięknie opisałaś to wszystko

    OdpowiedzUsuń
  10. Pracuję w przedszkolu i fajnie było przeczytać jak to widzi mama :) I powiem szczerze, łza sie w oku kręci :) A to , co opisałaś spotyka większość dzieci - te fazy dotyczące publicznych wystapień :)

    OdpowiedzUsuń