środa, 19 grudnia 2012

Grudzień 2010


Macierzyński się kończy. Co dalej? Wracać do pracy, zostać w domu i ledwo wiązać koniec z końcem? Odwieczne dylematy każdej młodej mamy, rodziny. Nie jest łatwo podjąć taką decyzję. Część mnie tęskniła za ludźmi, rozmowami, nawet obowiązkami. Niemalże identycznie jak ze szkołą – w ławce źle, bez przyswajania wiedzy jeszcze gorzej. Życie wybrało za mnie, powrót do pracy był konieczny. Przede wszystkim ze względu na finanse.
Z perspektywy czasu cieszę się, że udało nam się spędzić kilkanaście miesięcy razem, poznając się i doskonale się przy tym bawiąc. Powrót do pracy na swój sposób naprawdę mnie cieszył. Bywają jednak chwile kiedy ogromnie żałuje…pół dnia moja Latorośl spędza z kimś innym, to przedszkolne ciocie nadają Jej kształt. Muszę zaufać, bezgranicznie, że zrobią wszystko by Julka wyrastała na mądrą dziewczynkę. Nie mamy czasu na wspólne sesje, moja ręka, tak bardzo uzależniona od aparatu skazana jest na chwile narzucane przez pory dnia. Moje chcę wciąż zmaga się z mogę. Pomysły muszę delikatnie utykać w zakamarki, by bezpiecznie czekały na lepszy czas. Po cichu oglądam zdjęcia, kiedy całe dnie należały do nas, kiedy ich rytm był mi tak doskonale znany. Ze wstydem podglądam domowe mamy, bo zwyczajnie im zazdroszczę. Wydawało mi się, że kiedy J. nie będzie już taka Malutka, myśli tego typu naturalnie mnie opuszczą. Myliłam się. Ten przedświąteczny czas, obfitujący w pośpiech, wzmógł refleksje na ten temat…

Lubię nas z grudnia 2010.







10 komentarzy:

  1. piękny wpis... i znów się powtarzam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpis piękny, a zdjęcia magiczne...nie wiem, co napisać, bo ja na swoje dziecko jeszcze czekam (urodzi się w ciągu najbliższych 2 tygodni) więc w perspektywie mam prawie rok wspólnego czasu...wydaje się dużo, ale pewnie zleci nie wiadomo kiedy i Twoje obecne uczucia staną się moimi. Ale chyba już taka jest kolej rzeczy, że mama zwykle wraca do pracy, czasem nie tylko ze względu na finanse, ale często też z wyboru, bo potrzebuje ludzi, wyzwań...Jestem pewna, że świetnie uda Ci się pogodzić obowiązki służbowe z byciem Mamą, a Twoja Córeczka wyrośnie na mądrą dziewczynkę, bo widać, że Jej Mama o to bardzo dba. I tego z całego serca życzę Ci z okazji nadchodzących Świąt ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Matyldo...
      dla Was również pięknych, wspólnych chwil, czekamy na Maleńką!

      Usuń
  3. Tak jak napisały dziewczyny powyżej - naprawdę piękny wpis. Taki ciepły. Sądzę, że dobrze zrobiłaś wracając do pracy. Julka od początku praktycznie będzie wiedziała, że musi dawać radę sama :) Wszystkiego najlepszego i dużo ciepła dla Ciebie i córeczki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wpis :) Śliczna córeczka :) Życzę Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczna i podobna :) sama opiekowałam się takimi małymi dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że kobieta jest nie tylko matką, ale też kobietą...Ważna jest praca, kontakt z ludźmi, satysfakcja z tego, co się robi...Szkoda tracić tak ważną część swojego życia. Ja niedawno skończyłam studia, miałam kilkumiesięczną przerwę, teraz szukam pracy. Straasznie brakuje mi obowiązków, kontaktu z ludźmi, nawet porannego wstawania i wiem, że gdy już będę mogła pracować, to raczej z tego nie zrezygnuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat powrotu do pracy jest bardzo złożony. Ja wychodzę z założenia, że jestem najbardziej potrzebna dzieciom. Bardziej niż wyjazd wakacyjny czy kolejne zabawki. I nie zgodzę się, że to dobrze, jeśli dziecko "od początku" wie, że "musi dawać radę samo". Póki mi zdrowia starczy, będę moje dzieci wspierać i tylko jakiś okropny wypadek (o którym nawet nie chcę myśleć) mógłby sprawić, że będę MUSIAŁY radzić sobie same. Nie oznacza to, że chcę wychować nieporadnych zależnych od rodziców ludzi, pisałam z resztą o tym...
    Są oczywiście sytuacje, gdzie dodatkowe pieniądze pozwalają przetrwać, kiedy po prostu nie ma innego wyjścia. Takich chwil współczuję z całego serca. Gdybym sama znalazła się w takim pacie, myślę, że postawiłabym na pracę zdalną. Kiedy Lenka miała niewiele ponad rok, zdecydowałam, że troszkę dorobię (wspomogę budżet i podniosę samoocenę). Umowa o dzieło, którą wykonywałam w domu, w dogodnych dla mnie porach. Nie było to łatwe, przy dziecku zawsze ciężko się skupić, udało się jednak i gdyby nie komplikacje w ciąży, podejrzewam, że przyjęłabym kolejne zlecenie. Minusem takiej pracy jest to, że otrzymujesz wynagrodzenie za wykonanie roboty, nie za czas spędzony bezczynnie (nie oszukujmy się, na etacie można czasem odpocząć!), nie ma świadczeń itd. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy nie wrócić do tego... z dwójką wydaje się to jednak niewykonalne, ale - dla chcącego nic trudnego.
    Ty nie zazdrość, tylko z radością wspomnij te kilkanaście, jak napisałaś, miesięcy! Nie wiem, jaka u Was jest sytuacja, ale może warto pomyśleć nad rodzeństwem dla Julki...?
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń