poniedziałek, 4 marca 2013

Wieści z frontu

Po minionym tygodniu doszła do kilku, bardzo dla mnie istotnych, wniosków.
Gdy choruje mama, choruje cały świat. Jak to jest, że zupa wstawiona przez Nią to piękny, złotooki rosół podczas gdy mój garnek swoją zawartością przypomina kwitnącą wodę z jeziora? Ostatnia mamowa niemoc tak bardzo otworzyła mi oczy na to jak szybko odwróciły się nasze role...jak to z maminej pociechy, dokarmianej przez nią i głaskanej podczas choroby, płynnie zamieniłam się w Jej opiekunkę gdy to Ona zaniemoże. Taki obrót sprawy zmienia myślenie, człowiek zdaje sobie sprawę z upływającego czasu, przewartościowuje pewne sprawy...
Bieganie pozwala mi  uwolnić stres  i czuć się tak przyjemnie samowystarczalna. Ubieram buty, wkładam słuchawki do uszu i te kilka chwil co drugi dzień daje naprawdę duży oddech nie tylko fizyczny ale przede wszystkim psychiczny. Nie mam czasu na siłownię, na pływalnię...odnalazłam sposób na siebie, który nie wymaga specjalnego przygotowania czy czasu a czuję, że robię coś ze swoim ciałem i duchem. Oczywiście nie zawsze idzie gładko. Nieraz po kilku kilometrach nogi wydają się ważyć dwa razy więcej, skurcze dokuczają w różnych miejscach na ciele...sedno w pokonaniu niemocy i oderwaniu myśli od tego, że boli i że duży dystans jeszcze przed nami. Samo postanowienie o powrocie do biegania było spontaniczne, myślę, że jak chcieć coś robić to najlepiej od zaraz...poddając się impulsowi i wykorzystując go do lekkiej zmiany w stylu życia. 
Czy to już naprawdę wiosna? Piękny weekend za nami. Słońce pierwsze wstawało i później zachodziło, aż ciężko było uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Dziś po raz pierwszy robiłam makijaż przy świetle dziennym. W środku, po cichutku liczę, że zakładanie wielkiej kurtki z jeszcze większym kapturem już za mną. Światło dzienne, słońce, nawet przy kiepskim nastroju, pomaga z niego wyjść...i problemy wydają się mniejsze...

Co u Was, czujecie wiosnę?


8 komentarzy:

  1. mam plan,żeby zacząć biegać. Jakoś tak mi ciężko ostatnio:) najgorsze jak zawsze zacząć, potem już wchodzi w krew :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak jak piszesz Iwonko, dlatego gdy poczułam impuls, nie zastanwiałam się dwa razy :), żeby mi nie przeszło...

      Usuń
    2. Haha u mnie wczoraj było tak samo, do tego jeszcze mąż zachęcał, jak na wf-stę przystało zrobił mi rozgrzewkę (po której już sił nie miałam...) i poleciałam.

      Usuń
  2. wiosna jest coraz bliżej! aktualnie jest troszkę zdradliwa, bo pomimo słoneczka wietrzysko wieje okropne i można nabawić się niezłego choróbska, ale ja już podświadomie czekam na ubranie lżejszej kurteczki :)
    posyłam wiele słonecznych uśmiechów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Sonju, Tobie również!

      a co do zdradliwości to racja, trzeba wstrzymać się z przedwczesnym rozbieraniem :)

      Usuń
  3. Ja tak właśnie zupełnie spontanicznie pobiegałam wczoraj rano.
    Nie połknełam bakcyla jak np. w przypadku nart czy zumby, ale co jakis czas pewnie się wybiorę pobiegać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dziś ciut poczułam, bo słonko ładne, ale co z tego jak temperatura na minusie, wiatr taki, że wyjść na spacer się nie da, bo głowę urywa. I do tego jeszcze ten śnieg, który na Podlasiu jeszcze w sporych ilościach zalega.
    Ale dobrze, dobrze, nie marudzę już, podobno w tym tyg ma się zrobić ciepło ;)

    Mi się marzą wycieczki rowerowe z Lilu! Już od maja będzie mogła śmigać w foteliku rowerowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie Kasiu, Julia przegapiła taką opcję a baaaardzo mi się podoba jak rodzice śmigają z Maluchami za plecami! U nas też nieco wiatru ale nie tak źle jak piszesz...mam nadzieję, że za chwilę, moment będzie już naprawdę wiosennie...

      Usuń