poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Maroccanoil

Przygotowując się do dzisiejszego wpisu, natknęłam się na wiele skrajnych recenzji tego specyfiku. Lojalnie uprzedzam - ta recenzja będzie pozytywna bo olejek na mnie działa!
Kuracja Maroccanoil to jeden z tych produktów za które jestem wdzięczna tegorocznym targom. Oczywiście, że był zachwalany przez Panią znającą markę na wylot i oczywiście, że brałam na to poprawkę, mimo wszystko zdecydowałam się. Oprócz drobnych gratisów, zakupiłam też kurację o większym rozmiarze. Kuracja ma formę olejku, bez którego nie umiem się obejść od dłuższego czasu i jest to typ produktu dla mnie niezbędnego jak szampon czy odżywka. Zdaję sobie sprawę, że produkt zawiera silikony, wiele blogerek pisało o sztywnych włosach i braku jakiegoś spektakularnego efektu, mimo wysokiej ceny. U mnie olejek spisuje się świetnie. 
Olej ten nazywany jest złotem Maroka, zaliczany jest do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania. Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym zawiera dużą dawkę witaminy E. 





Postaram się w dużym skrócie opisać jego zalety:

- piękny zapach, mocno słodki ale bardzo przyjemny
- olejek nie obciąża włosów
- niweluje puszenie się
- nie przetłuszcza 
- nie wysusza 
- nie pozostawia niekomfortowej powłoki
- jest bardzo wydajny
- wygładza włosy, bez efektu liźnięcia krowy :)
- spowodował, że moje włosy o wiele miej się łamią

Jedynymi minusami mogą okazać się cena oraz silikony, choć moje włosy bardzo dobrze z nimi współgrają, śmiem nawet twierdzić, że ich potrzebują.



Używam go po myciu na wilgotne włosy, kilka kropel ujarzmia je dodatkowo gdy są już suche. Jak na olejek przystało, jest to produkt ogromnie uniwersalny. Można dodać kroplę do maski, używać go wyłącznie na końcówki, na co tylko wyobraźnia i rozsądek pozwolą.
Na targach nabyłam kurację w cenie targowej, była naprawdę przyjazna i dosyć symboliczna. Bardzo obawiam się momentu gdy olejek się skończy. Jak poinformowała mnie Pani obsługująca stoisko, produkty będą dostępne wyłącznie w salonach fryzjerskich. Ich cena będzie w takich miejscach na pewno stosownie wyższa i może mnie przerazić. Póki co cieszę się z posiadanych egzemplarzy - chucham na nie, dmucham i mam wielką frajdę (szczególnie zmysł węchu) przy nakładaniu.

Jestem bardzo ciekawa czy miałyście okazję poznać produkty tej marki i czy macie swoje ulubione olejki?


8 komentarzy:

  1. Ależ bym je z chęcią przetestowała! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. mi zapach jakoś szczególnie nie podszedł, wydaje mi się wręcz zwyczajny do bólu.. sam olejek, to w sumie taki jedwab dla mnie jak każdy inny, miły w używaniu..
    Zauważyłam, że obie wersje tz. do włosów blond i do farbowanych mają IDENTYCZNE składy, no cóż z mojej strony to duży minus dla marki za wciskanie marketingowych kitów..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ile kosztowała wersja 25 ml?

      Usuń
    2. Sprawdziłam i masz racje! Obie wersje mają ten sam skład, olejek do blond dostałam w gratisie, sama wybrałam klasyczną wersję ale smutne to jeśli faktycznie się nie różnią...
      Za 25 ml zapłaciłam 30 albo 35 PLN, już niestety nie pamiętam dokładnie, doszły mnie słuchy, że normalnie ta buteleczka kosztuje 80 PLN a to już uważam kosmos!

      Usuń
    3. Myślę, że jeśli chodzi o produkty do pielęgnacji włosów, to jest to bardzo indywidualna kwestia. Wszystko zależy od tego w jakiej kondycji są nasze włosy, jaką mają strukturę itp. U mnie olejek sprawdza się znakomicie, mam wręcz wrażenie, że moje włosy nigdy nie wyglądały i czuły się tak dobrze.

      Usuń
  3. Trzeba wypróbowac na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń