czwartek, 5 grudnia 2013

Nasze Mikołajki.

Pamiętam pewien dokument o bardzo licznej rodzinie. Najpierw parze urodziły się bliźniaczki a później sześcioraczki. Kosmos! Ale ta mama zawsze ale to zawsze każdą okazję celebrowała z tą liczną gromadą, dbając o każdy detal. Podziwiałam, że jej się chce...wycinać, piec po nocy, szykować, robić wszystko byleby te w większości jeszcze mało rozumne skrzaty budowały świat pozytywnych skojarzeń, obyczajów, ciepłych myśli. Obiecałam sobie, że gdy zostanę mamą też tak będzie...więc celebrujemy! Staram się z każdego zwyczaju wycisnąć ile się da.
W nocy Mikołaj posili się babeczkami i popije mlekiem (przez słomkę rzecz jasna!) a renifery pochrupią marchewę. Buty (gdyby tylko było widać) czekają wypolerowane na słodkości i drobiazgi. Oto kilka obrazów z naszego przygotowania...

PS Czy Wy też wystawiacie buty z nadzieją, że rankiem coś w nich znajdziecie? :)











6 komentarzy:

  1. Super :) Też mam takie marzenie, żeby z moimi pociechami (gdy się kiedyś pojawią) tak celebrować każdy detal :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ważne by mieć czas dla swoich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie, wspaniały klimat stworzyłyście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas też jest mleko i ciasteczka. :) Butów nie szorujemy.

    Pamiętam ten program o ogromnej rodzinie. Pamiętam też, że ten facet ich zostawił i podziwiałam jeszcze bardziej. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak czytam Twój blog to mam nadzieję, że jak będę miała własne dzieci to też będę sprawiała im tyle radości, niezapomnianych chwil jakie Ty sprawiasz swojej córce.
    Jak byłam mała to też czyściłam buty na prezenty, nawet teraz mimo wiatru Mikołaj do mnie dotarł:)

    OdpowiedzUsuń