piątek, 29 marca 2013

Chicken Pox

Niestety ale Święta w tym roku nie dość, że przychodzi nam spędzać ze śniegiem za oknem to jeszcze ospa się nam przyplątała. Nie poddajemy się jednak, grunt to optymizm!  To właśnie jego życzę wam w tym czasie najwięcej! 


Czytaj dalej »

środa, 27 marca 2013

Fryzjerskie rozczarowania część 1.


Jakiś czas temu pytałam na profilu bloga na FB czy macie ochotę przeczytać o historii dwóch głów z bujnymi włosami, które to zostały ogromnie skrzywdzone przez znanego, poznańskiego fryzjera na literę B. Byłyście na tak. Dziś więc obiecany post.  Kulisy tych historii są bujne i długie, dlatego postaram się opisać sprawę w dużym skrócie, zachowując jednak wszystkie istotne detale.

Klintka nr 1, A1, włosy długie, ciemne, zdrowe.  
Udała się do fryzjera dobrze wycieniować włosy i zmienić coś w ich kolorystyce (mając na uwadze ich zdrowie). Otwarta na efekt ombre ale też inne pomysły.
Z fotela za pierwszym razem zeszła z dosyć dobrze wycieniowanymi włosami, dlatego postanowiła udać się  na koloryzację. Tym razem z salonu wyszła z mieszanymi odczuciami, fryzjer miał jednak jakiś zamysł  więc postanowiła mu zaufać a do efektu starała się przyzwyczaić. Włosy rozjaśnione były miejscowo (w bardzo dziwnych miejscach) a od góry na włosach widniały dosyć grube pasma (ok. 1,5 cm2 cm od głowy). Jednym słowem dziwoląg (wystarczy spojrzeć na zdjęcie pamiątkowe). Długo próbowała się przyzwyczaić i efekt polubić a tymczasem było coraz gorzej…pech chciał, że na początku swojej przygody (gdy była jeszcze z salonu zadowolona) poleciła miejsce swojej przyjaciółce mieszkającej za granicą. A2 zdążyła tam zadzwonić, wiele razy porozumieć się przez FB, gdzie dokładnie opisywała swoje życzenie. A1 wyszła z założenia, że jeśli są tak dobrze dogadani różnymi kanałami i fryzjer wie co ma robić i mówi da się! to będzie ok. Była przekonana, że może jej dziwny efekt spowodowany jest zbyt dużym luzem który dała fryzjerowi i zbyt mocno akurat u niej pokombinował a tymczasem u A2 się sprawdzi. Myliła się.
Sama w międzyczasie swoje włosy poszła poprawić, czego efekty poniżej. 


Klientka nr 2, A2, włosy bardzo długie, ciemne, nieco suche, o mniej gładkiej strukturze niż u A1.
Marzyła o efekcie ombre – ładnym, subtelnym, o wycieniowaniu włosy i obcięciu zniszczonych końcówek.


Z fotela zeszła z jednym, dosyć ładnym kolorze na głowie. Jedynymi fragmentami rozjaśnionymi nie były końce a pasma (ok. 6-8 pasm, rozjaśnionych analogicznie do A1 ok. 2 cm od skóry głowy). A2 zapłaciła za tę usługę 350 PLN. O zmianie planów co do koloryzacji nie została poinformowana. Pomimo wielu h, które wysiedziała w fotelu nie została zapytana o nic do picia, dialogu praktycznie nie było. Gdy wyszła była jeszcze w pewnym szoku, wydawało jej się, że jest zadowolona, włosy miała ułożone więc ciężko było jej dostrzec wady koloryzacji. Na nic zdadzą się moje słowa, lepiej zobrazują efekt zdjęcia. A2 załamała się gdy zobaczyła poprawione przez innego fryzjera (który stwierdził, że zastane dzieło na głowie to nawet nie pasemka a la lata 90)  włosy A1 z prawdziwym ombre.


Gdy się spotkały, szybko doszły do wniosku, że stały się ofiarami albo nieumiejętności fryzjera albo szalonego kapelusznika. A2 nie było do śmiechu i bardzo przejęte otoczenie postanowiło Jej pomóc. Bardzo spokojnie i kulturalnie zaczęła się korespondencja z salonem. Okazało się, że już wcześniejszą korespondencję zamiast prowadzić fryzjer, prowadziła właścicielka całego salonu. Jej ton pozostawiał z czasem wiele do życzenia, niewiele dało się wskórać. A2 musiała szybko wracać za granicę, nie było więc czasu na poprawki, w Polsce nie będzie prędko, dlatego była mocno podłamana. Zależało Jej na choć częściowym zwrocie kosztów, obie z A1 nie chciały też pozwolić by ‘panelowe rozjaśnianie włosów’ spotkało większe grono dziewczyn. Oprócz wizyty poprawkowej i dużej dawki pewności i chamstwa nie zostało zaproponowane nic więcej…wizyta poprawkowa ze względu na nieobecność samej zainteresowanej ale przede wszystkim brak zaufania i potencjalną kiepską atmosferę nie miała racji bytu. Ostatecznie właścicielka zablokowała samą zainteresowaną na portalu FB i dialog się skończył.

Nasuwa się kilka wniosków – nie zawsze salon z renomą gwarantuje nam dobrą usługę, dobre traktowanie ale przede wszystkim kulturalne, pokojowe nastawienie do powstałego problemu. Pragnę dodać, że salon dzień w dzień wrzuca spore ilości zdjęć (nie własnych) z pięknymi włosami, nierzadko właśnie z efektem ombre, który mam wrażenie jest obcy fryzjerom tam pracującym. Cała sprawa dosyć mocno mnie boli ponieważ tylko przypadek zadecydował, że nie udałam się tam ja, mama i wiele osób, którym miejsce to ze względu na dobrą sławę polecałam. Jest mi ogromnie szkoda A2, która po długiej nieobecności w Polsce przyjeżdżała do Poznania niezwykle przejęta i podniecona planowaną zmianą (a wiadomo jak my kobiety podchodzimy do tematu włosy). 
Jak Wasze przygody z fryzjerami? Przytrafiły się Wam podobne sytuacje? Chętnie poczytam, poczyta pewnie także A2, której przydadzą się słowa pokrzepienia. 
Czytaj dalej »

niedziela, 24 marca 2013

Jajko czy kura?

Dziś obrazkowa historia pewnego kreatywnego dnia. Nie trzeba wiele - kilka pisaków i piankowe naklejki a zabawa przednia. Z pewną trwogą podeszłam do słów J., która stwierdziła, że na święta oprócz tego, że pojedziemy do Dziadka Marka, koników, kurek i psów...ubierzemy też choinkę, będą światełka, bombki...i przyjdzie Mikołaj! Nie czekałam długo, w sklepie papierniczym zakupiłam kilka prostych artykułów i mam nadzieję, że najbliższy weekend przywitamy piosenką o zającu wielkanocnym a nie kolędą :)...

Dobór sukienki oczywiście nie jest przypadkowy, w zaistniałych okolicznościach nie mogło paść na inny motyw.
Sukienka pochodzi ze sklepu Blue Jay, który sobie mocno ukochałyśmy. 


















Czytaj dalej »

sobota, 23 marca 2013

Miszmasz

Tak, dziś jestem prawdopodobnie brokułem...albo niech będzie marchewka, tak - marchewka. Siedzę i wpatruję się w córkę (której mimo soboty nie widziałam wiele godzin)  i uroczy, jaśniutki lakier marki INGLOT o numerze 968, który będę mogła nałożyć dopiero gdy dłonie me wykurują się w SPA. Najważniejsza refleksja dnia dzisiejszego - przeprowadzka siedziby firmy zostawia zmiany nie tylko na ciele ale i psychice. Poważna sprawa. Nie będę ryzykować dłuższą notką by całkowicie się nie zaplątać dlatego uchylam Wam rąbka nowych zakątków miejsca w którym spędzam kawał dnia oraz pokazuję odcień w którym totalnie się zakochałam i którym zamierzam przywitać poniedziałek w nowym miejscu.
Zdjęcia biura robiłam podczas pochmurnego dnia, dziś gdy przez szyby wejrzało słonko dopiero zrobiło się miło...

Jak Wasz weekend?








Czytaj dalej »

piątek, 22 marca 2013

Life lately, according to my phone pictures - 3.


1. Słodkie rarytasy, którymi raczy mnie spożywczo zaangażowana siostra :).
2. Herbaciane love.
3. Nic nie rozczula mnie tak jak kikut na czubku głowy J.
4. Marchewkowiec doprowadzony do perfekcji.
5. Kawa, kawa...kawa musi być!
6. Poranne, śniadaniowe fochy.
7. Wspomnienie weekendu.
8. Mały fragment nowej siedziby firmy.
9. Znacząca szarlotka.
Czytaj dalej »

środa, 20 marca 2013

WHAT WE WORE

Kojarzycie serię WHAT WE WORE, którą uprawiają zagraniczne blogerki/rodzinki? 
Już jakiś czas pomysł ten chodził mi po głowie ale nie do końca wiedziałam jak go ugryźć. 
Dziś stwierdziłam, że bez zbędnej analizy, tworzenia konkursów i obiecywania nagród zaproszę Was do tej zabawy.  Na czym dokładnie polega? Chcielibyście podzielić się tym co nosicie - w domu, ogrodzie, wiosną, zimą? W deszczu, słońcu, w parku, kawiarni? Pokazać jak wygląda Wasza rodzina - cała lub tylko jej część? Czy jesteście różni czy podobni do siebie? Bardzo chętnie poznam Was od tej strony i w każdym tygodniu wybiorę rodzinkę do publikacji. Czy zaprezentujecie się na tle ściany, drzew, cegły, parkingu, będę szczęśliwa, że mieliście chęci by się przedstawić. Jeśli tylko macie ochotę, dopiszcie kilka słów o sobie. Macie swoją przestrzeń w sieci? Dołączcie adres!
Wiem, że nie jesteśmy gorsi od zagranicznych kolegów a w Polskich domach mieszkają wyjątkowe, klimatyczne rodziny. Nie dajcie się więc namawiać a pozwólcie się poznać.
Na zdjęcia i słowa niecierpliwie czekam pod adresem: agata.kochanek@gmail.com 




Wszystkie fotki pochodzą z bloga http://bleubirdvintage.typepad.com/

Czytaj dalej »

czwartek, 14 marca 2013

Jaka mama, taka córa!

Dziś nie mam zbyt wiele do napisania oprócz tego, że zbliża się wyczekany weekend. Powrót zimy skutecznie mnie zmęczył i wypłukał z pozytywnych, ledwo co obudzonych wiosennych emocji. 
Żeby jednak nie marudzić pominę ten temat i opowiem Wam jak fantastycznie nosi się Brunoszkę. Urocza Mama Bruna niezmiennie porywa mnie swoimi produkcjami, które raz włożone zwyczajnie uzależniają. Jest wygodnie, ciepło i przyjemnie dla oka. Paulina otworzyła niedawno pracownię do której odwiedzenia Was szczerze zachęcam. Póki co znam tę niezwykłą Twórczynię wirtualnie ale obiecuję sobie, że wpadnę kiedyś do Bydgoszczy na niemałe zakupy!

Brunoszkę a także wszelkie o Niej informację odnajdziecie TU
TUTAJ moje pierwsze zakupy u B.
Poniżej moja kolejna sukienko-bluza...i najukochańsza J., którą nawet w dobrym świetle ciężko złapać wyraźną.







a kiedy zima bezczelnie się wydłuża...matka, zen!


Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 marca 2013

Instadruk.

W pracy uznawana jestem za naczelną hipsterkę co to fotografuje wszystko co się rusza i nie.
 Julia, jedzenie, detale wszelakiej maści...tak, to cała ja! Nie ukrywam, że w celach tych używam modnej nie od dziś aplikacji Instagram. Łatwa, sympatyczna i zawsze pod ręką. Jakież było moje zdziwienie i zaskoczenie kiedy odkryłam Instadruk. To pierwsze miejsce w Polsce gdzie można przenieść na papier swoje instagramowe fotki. Cieszę się, bo w innym wypadku te niewielkie kwadraciki nigdy nie doczekałyby się formy materialnej. Na stronie możemy zdecydować się na kwadraty, memoprinty lub  plakaty. Ja postawiłam na duży plakat. Nieplanowanie lecz idealnie wpasował się w bok szafy. Julia była zachwycona widząc się w przeróżnych sytuacjach z minionych miesięcy. Jest to mój pierwszy ale na pewno nie ostatni zamówiony produkt, bardzo kusi mnie forma małych, słodkich kwadracików. 
Wszystkim instagramowcom polecam Instadruk - przemiła, fachowa obsługa i fajny, innowacyjny pomysł na fotki.







Jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi instagramowymi adresami! Chętnie zajrzę :) 


Czytaj dalej »

niedziela, 10 marca 2013

Z serii 'nie obchodzi mnie ten śnieg za oknem'...

Comic Cute to lakier, który pochodzi z kolekcji MAC Archie's Girls. Tak pięknie  się dziś do mnie prężył, że postanowiłam nie zważać na tym co widzę za oknem i pomalować swe krótkie paznokcie kolorem letnim do szpiku kości. Comic Cute to odcień niezwykle landrynkowy. Rozprowadza się go sprawnie, dwie warstwy dają pełne krycie. O trwałości jeszcze się nie wypowiem. Póki co jestem jednak zakochana w przerysowanym, komiksowym wyglądzie swoich paznokci.
 Efekty na załączonych obrazkach.









Macie jakiś odcień z tej kolekcji? Pochwalcie się!
Czytaj dalej »