wtorek, 20 stycznia 2015

Dziś tytuł będzie krótki - J'ose EDP, Eisenberg.

J`Ose miał swoją premierę w 2001 roku, do mnie jednak trafił na przełomie 2014/2015, kiedy to na świecie pojawił się mój syn, stąd perfumy od Eisenberga mają dla mnie znaczenie symboliczne i szczególne.  
To kultowy zapach Eisenberga - niezapomniany, wzruszający i prowokujący. Nuta głowy to cytryna, bylica, mięta, nuta serca to lawenda, kawa mokka, jaśmin, za bazę posłużyła paczula, drzewo cedrowe, piżmo, drzewo sandałowe, bursztyn. Oceniając go po opakowaniu i opisie, może wydawać się ciężki, duszący, kadzidlany, nic bardziej mylnego! Zapach owszem nie jest lekki, jest jednak dokładnie taki jakiego pożądam, mając ochotę na coś innego, wyrafinowanego, niebanalnego. Mimo swojej intensywności, może być noszony nie tylko wieczorami. 
To zapach, który dosyć mocno wyróżnia się wśród zbiorów mojej toaletki. To grzech w spódnicy albo pewna siebie kobieta w garniturze. J'ose dodaje odwagi, nonszalancji. Pierwsze wrażenie jest takie, że to zapach męski, po bliższym poznaniu śmiem twierdzić, że to idealne połączenie kobiety i mężczyzny, ich skór, charakterów, pragnień.
Ta już piętnastoletnia propozycja od Eisenberga ma w sobie coś takiego, że chce się w niej chodzić cały czas. Prosta, kwadratowa i masywna butelka dodaje perfumom uroku, jest absolutnie w moim guście. Byłam już fanką woni owocowych, obecnie często używam perfum pudrowych. W J'ose nie ma świeżości, romantyczności, nie ma też kwiatów i plastikowych nut. J'ose jest całkowicie inny i jestem w nim totalnie zakochana...jak w synu.






Znacie J'ose albo inne pachnące propozycje od marki Eisenberg? Chętnie poczytam o Waszych odczuciach i typach!

2 komentarze:

  1. Nie znam tych perfum ale bardzo ładnie się prezentują:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam J'ose jeszcze sprzed reformulacji i uwielbiam, w nowej buteleczce to już niestety nie to samo :(

    OdpowiedzUsuń