poniedziałek, 4 maja 2015

Rouge Louboutin

Majówkę spędziłam dość nietypowo - sama z dwójką dzieci i psem. Bywało kolorowo, na dobrą sprawę pierwszy raz od kilku dni mam czas na spokojną kawę i chwilę dla siebie. Nie narzekam, uwielbiam czas z dzieciakami, to on daje mi siłę i motywację na działanie we wszystkich innych dziedzinach życia. Nieco gorzej było z inspiracją na pedicure. Poród dawno za mną, Kaziowi stuknęły cztery miesiące i powoli przestałam mieć wymówkę na paznokcie w wersji sauté. Sytuacja zmieniła się, kiedy w moje ręce trafiła buteleczka z nazwiskiem jednego z najbardziej znanych projektantów butów na świecie.

Podobno właśnie od lakieru wzięły się słynne podeszwy butów Louboutin. Projektant szukał idealnego wykończenia dla prototypu szpilek sygnowanych swoim nazwiskiem, a w pobliżu jedna z jego asystentek malowała właśnie paznokcie na soczystą czerwień. Louboutin nie myśląc długo, porwał buteleczkę i pomalował pędzelkiem podeszwy. Tak właśnie powstały te słynne buty, o których marzą i śnią kobiety na całym świecie.

Rouge Louboutin to czerwony lakier do paznokci w awangardowym opakowaniu, inspirowanym szpilkami Ballerina Ultima. Ma dokładnie ten sam odcień czerwieni, co słynne czerwone podeszwy Louboutin. Kształt buteleczki ma nawiązywać do paryskiego kabaretu Crazy Horse, z którym designer współpracuje.

Jak się domyślacie, ten szpiczasty, designerski flakon nie czekał długo na użycie. Musiałam sprawdzić czy z ceną (około 150 zł) w parze idzie jakość i o co z tym całym Louboutinem chodzi. Na pewno chodzi o pigment - jedna warstwa daje absolutnie nasycony, w 100% kryjący kolor. Aplikacja jest komfortowa i bez zarzutu, ba - jest coś magicznego, wygodnego i porywającego w tym szpikulcu, który na początku nieco onieśmiela dłoń. Reasumując - niezły bajer! Zdobi paznokcie i toaletkę, w której się znajduje. Ma pewien urok, któremu kolekcjonerki czy miłośniczki znanych na całym świecie butów, nie oprą się. Ja niekoniecznie do nich należę (potrafię spać spokojnie wiedząc, że pewnie jeszcze długo buty z czerwoną podeszwą nie zagoszczą na moich nogach) a malowanie i tak sprawiło mi niezłą frajdę. Nie będę rozpisywać się nad tym, że przy okazji malowania, poświęcony został nowy, biały dywanik, w nowo zaaranżowanym kąciku wypoczynkowym. Ot - cała ja - mimo strat choć pedicure mam ładny.


Co sądzicie o takich kosmetycznych bajerach? Dajecie się im czasem porwać, macie tego typu produkty? Jeśli tak - pochwalcie się co to takiego!
 

8 komentarzy:

  1. piekny kolor! :)
    A dywanika szkoda !!! :(

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko jakie to brzydkie, ten flakon :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Flakonik jak dla mnie straszny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie ten flakon to CuD, malina... ale ja po prostu lubuję się w inności i łamaniu pewnych konwencji :D Dywanik :(

    OdpowiedzUsuń
  5. o jezu to opakowanie...jestem na nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opakowanie przefajne, kolor tez :D Ale za 150 zl w zyciu nie kupilabym lakieru do paznokci, chyba ze zarabialabym co najmniej kilka tysi miesiecznie :P

    OdpowiedzUsuń