czwartek, 30 kwietnia 2015

ESTÉE LAUDER CLEAR DIFFERENCE

Kiedyś wydawało mi się, że gdy minie okres naście, problemy skórne same odpuszczą. Ależ byłam  w błędzie. Młodzieńcze czasy dawno minęły a ja wciąż borykam się z cerą skłonną do niespodzianek. W czasie ciąży temat się uspokoił, walczyłam głównie z wrażliwością i zaczerwienieniem, teraz wcześniejsze bolączki wróciły ze zdwojoną siłą. Rozszerzone pory, zanieczyszczenia, niespodzianki - koszmar! Bez dopłaty zamieniłabym się z jakimś sucharkiem na cerę, choć podobno to jej tłusta wersja dłużej pozostaje młoda. 

Wypryski nie występują wyłącznie u nastolatków. To problem, z którym boryka się wiele współczesnych kobiet – wyjaśnia Dr. Nadine Pernodet, Wiceprezes ds. Badań i Rozwoju Grupy Estée Lauder. Nowy system powstał z myślą o przerwaniu błędnego koła pojawiających się zmian skórnych oraz o znaczącym ograniczeniu widoczności istniejących wyprysków i rozszerzonych porów.

Seria Clear Difference to uwieńczenie dorobku Estée Lauder w dziedzinie pielęgnacji i regeneracji skóry. Beztłuszczowe formuły kosmetyków są na tyle łagodne i przyjazne skórze, że mogą być stosowane codziennie. Produkty nie zasychają na skórze, nie podrażniają jej, a ich kojące właściwości i zdolność do regulacji poziomu produkcji sebum pomagają skórze odzyskać i zachować czystość, gładkość i promienny blask. 


Gdy w rodzinie Clear Difference pojawiły się nowości, nie zastanawiałam się długo. Jakiś czas temu miałam okazję próbować Clear Difference Advanced Blemish Serum i jest to jeden z moich ulubieńców EL. Jeśli jesteście go ciekawe, odsyłam do posta TUTAJ. W dużym skrócie - produkt niezwykle lekki, przynoszący ulgę, świeżość, skuteczny. Rodzinę Clear Difference powiększyłam o Difference Oil Control/ Mattifying Hydrating Gel, Clear Difference Purifying Exfoliating Mask i dostępny już wcześniej Clear  Difference  Targeted  Blemish Treatment. 


Clear Difference Oil Control/Mattifying Hydrating Gel nawilża skórę, pozostawiając ją świeższą, gładszą i praktycznie pozbawioną rozszerzonych porów. Odświeżająca i lekka konsystencja kosmetyku umożliwia kontrolę poziomu produkcji sebum, ogranicza widoczność porów i redukuje stopień nabłyszczenia skóry. Dzięki zawartości wysoce skutecznego ekstraktu z kwiatów polnych, który redukuje zaczerwienienia i koi podrażnienia wywołane trądzikiem ten odświeżający i nawilżający żel pozostawia po sobie uczucie świeżości, a stosowany regularnie wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry.

Maseczka złuszczająca Clear Difference Purifying Exfoliating Mask pozwala pozbyć się martwego naskórka, zmiękczyć skórę i ograniczyć widoczność porów. Ten zabieg na twarz działa na dwóch polach: jako kosmetyk złuszczający udoskonala powierzchnię skóry, a jako intensywna kuracja pielęgnacyjna oczyszcza ją z substancji toksycznych. Delikatna formuła na bazie glinki obejmuje drobne cząsteczki złuszczające, które usuwają z powierzchni cery martwy naskórek i zmiękczają skórę, która staje się gładsza. Nowy kompleks z białej glinki [White Clay Blend] usuwa z powierzchni skóry wydzieliny i zabrudzenia, głęboko ją oczyszczając.

Na nagłe, groźne niespodzianki mam w zanadrzu Clear Difference Targeted Blemish Treatment. Ten punktowy preparat zawiera najwyższe stężenie Triple Action Clarity Technology. Działa błyskawicznie, zwalczając istniejące wypryski i ograniczając ich rozmiar, przy jednoczesnym redukowaniu zaczerwienień i podrażnień. Zastosowany przy pierwszych objawach wykwitu zapobiega powiększaniu się zmian, przywracając skórze gładkość i czystość, i zapewniając jej uczucie komfortu. Jest lekki, niewidoczny pod makijażem i szybko się wchłania. Wygodę aplikacji gwarantuje przenośny aplikator w kulce.


Serii używam od dobrych kilku dni. Moje odczucia są równie pozytywne jak po przygodzie z samym serum. Maska fantastycznie oczyszcza, żel przynosi ulgę i doskonałe nawilżenie. Punktowy preparat już pomógł uniknąć kilku niespodzianek - goi faktycznie w jedną noc! To co charakteryzuje według mnie serię Clear Difference to niesamowita świeżość. Po użyciu tych kilku produktów czuję, że skóra jest naprawdę czysta, co w przypadku cery problematycznej jest niezwykle istotne. Niedługo dam znać jak produkty spisują się po dłuższym czasie. Myślę jeszcze o Clear Difference BB Creme SPF 3, może któraś z Was miała okazję używać?

Nowa seria kosmetyków Clear Difference znajduje się w punktach sprzedaży Estée Lauder od
kwietnia 2015 r.

Czytaj dalej »

środa, 22 kwietnia 2015

A Ty, ile masz pomadek?

Kolekcjonujemy je, namiętnie zbieramy, wypełniamy nimi kosmetyczki i torebki, dokupujemy nowe odcienie. W dużym skrócie - nagradzamy się szminkami, poprawiamy sobie nimi humor a Panowie, którzy prezentują szminki to mężczyźni na całe życie. Mylę się? Nie sądzę. Nawet jeśli stopień zużycia naszych szminek nie przekracza 15% i za danym odcieniem nie przepadamy - nie ma to znaczenia, i tak odnajdziemy go w którejś torebce. Przykład? Ostatnia inicjatywa mothersredlipsrulez - sympatyczna akcja w której tysiące matek pokazało się z czerwonymi ustami. Co najmniej połowa z nich opisując zdjęcie twierdziła, że nie używa tego odcienia na co dzień i nie czuje się w nim w 100% komfortowo. Nie przeszkodziło to jednak całej akcji bowiem prawie każda z nas ma w czeluściach swoich toreb szminki, szmineczki, szminunie. Czerwoną, różową, nude. Kochamy je i już, nawet jeśli ich nie używamy zbyt często. Ot, taki paradoks. Wciąż szukamy idealnych, stworzonych dla nas odcieni, wciąż próbujemy odważyć się na mocniejsze kolory. My kobiety- stworzenia nieraz niewytłumaczalnie irracjonalne. Przyznawać się więc szybko - a Ty, ile masz szminek? Ile z nich jest podobnych? Które są zużyte choć w połowie? 












Oto moja lwia część kolekcji :). Ulubione Pure Color Envy i Pure Color Envy Shine. Wczoraj miało miejsce otwarcie sklepu internetowego Estēe Lauder i w końcu można klikać! Macie ukochaną markę pomadek? 





Czytaj dalej »

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Enlighten Even Skintone Corrector SPF 30

Jakiś czas temu zrobiło się śmiesznie - podwojone, coraz dalsze litery alfabetu zaczęły atakować nas z drogeryjnych półek. BB, CC, EE? Zaraz dojedziemy do końca alfabetu i co z tego? Z kremami BB itp. było mi różnie po drodze. Oczekiwałam od nich delikatnego upiększenia skóry w połączeniu z jej pielęgnacją. Jedne współpracowały lepiej, inne mniej. Bywało tak, że miało być lekko, prosto i przyjemnie a było dokładnie odwrotnie. Kremy charakteryzowała ciężka, tępa konsystencja a skóra wcale nie wyglądała zdrowo. Miałam także bardzo duży problem z dobraniem odpowiedniego odcienia (kremy były sine lub zbyt ciemne). Takie przygody sprawiły, że dość nieufnie podchodzę do tego rodzaju kremów. Tak było w przypadku Enlighten Even Skintone Corrector SPF 30. Niby to nie BB a EE ale nie miałam na niego do końca  pomysłu...do czasu pewnej soboty, kiedy to w piękny słoneczny dzień wybierałam się na spacer, nie mając jednak ochoty na malowanie się. Spontanicznie i szybko nałożyłam krem EE od Estée Lauder i przepadłam. Zadziała się magia, która mówiąc dokładniej wyrównała koloryt buzi (a niestety mam na niej kilka kiepskich obszarów, obfitych w przebarwienia) i nadała skórze super-apetycznego blasku. Przeglądając się w lustrze zdecydowanie widziałam, że nie mam makijażu, czułam się jednak zdrowo i bez skrępowania mogłam wyjść tak z domu.


Kiedyś, gdy byłam młoda i głupia, zdarzało mi się wychodzić nie tylko bez makijażu ale także jakiekolwiek ochrony skóry. Enlighten Even Effect Skintone Corrector SPF 30 – zapewnia codzienną ochronę przeciwko promieniom UV, działającym podrażniająco zanieczyszczeniom oraz wolnym rodnikom. Innowacyjna formuła  Enlighten Even Effect Skintone Corrector SPF 30 zawiera następujące składniki:
  • Bajkalina - czysta i niezwykle intensywna Bajkalina (Scutellaria Baicalensis) jest naturalnym ekstraktem z tarczycy bajkalskiej znanej ze swoich wyjątkowych właściwości łagodzących. Pomaga łagodzić podrażnienia wywołane zanieczyszczeniem powietrza, które powodować mogą powstawanie przebarwień.
  • Pigmenty poprawiające koloryt - czyste, wyrównujące kolor pigmenty natychmiast poprawiają koloryt cery, a połączenie elementów optycznych błyskawicznie nadaje twarzy naturalnie promienny wygląd.

Enlighten Even Skintone Corrector SPF 30 używam solo, zaznaczając jedynie rzęsy, dodaję także  kilka jego kropel do podkładu. Można znaleźć na niego wiele sposobów. Jedno jest pewne - dawno nie spotkałam kosmetyku, który nadawałby tak promienny i świeży wygląd skórze, do której ma się wiele zastrzeżeń. Od razu! To faktycznie taki korektor kamuflujący w naturalny sposób to co chcemy ukryć. Efekt jest subtelny, ogromnie ciężko złapać go w kadr, dlatego nie pokażę Wam go solo na buzi. Poniższe foto prezentuje krem EE dodany do niewielkiej ilości podkładu.


 Znacie Enlighten Even Skintone Corrector SPF 30? Lubicie? Ja uwielbiam! A przyznać muszę, że jeśli chodzi o kremy BB, CC itp. jestem człowiekiem małej wiary. Nie twierdzę, że to każdorazowo kwestia kosmetyku, wydaje mi się, że sednem jest także stan naszej skóry, jej predyspozycje i przede wszystkim oczekiwania jakie mamy w stosunku do tego typu kosmetyku.


Czytaj dalej »

piątek, 17 kwietnia 2015

Oczy czy usta?

Stało się! Zrobiłam to! Zmalowałam białą kreskę na którą miałam ochotę od kiedy stałam się posiadaczką Ultra White EyeLiner z kolekcji courrèges estée lauder (zdjęcia TUTAJ). Nie będę ukrywać, wizja nieco mija się z rzeczywistością a władanie białym pędzelkiem do najłatwiejszych nie należy. Postanowiłam jednak poluzować gumę w spodniach i trochę dzisiaj pokombinować. Pomyślałam, że nawet jak nie wyjdzie, trudno! Sednem niech będzie sama zabawa! Pędzelek jest bardzo precyzyjny a eyeliner niesamowicie napigmentowany, trzeba mieć jednak mocno wprawioną dłoń aby nie zabielić rzęs i wszystkiego dookoła. Efekt tak jak się spodziewałam jest nieco szalony, jednak na pewne okazje na pewno zostanie przeze mnie powtórzony.  Kreskę pokazuję bez makijażu rzęs, według mnie taki efekt jest bardziej naturalny.
Na innych zdjęciach macie okazję zobaczyć chyba najbardziej kosmicznie opakowany element całej kolekcji - błyszczyk Super Gloss w odcieniu rosy future.  Nie byłam przekonana do tego odcienia, kiedy pomalowałam nim usta - wow, podoba mi się! Sam aplikator też wbrew pozorom jest bardzo przyjemny. Róż przepięknie odbija światło i czyni z ust naprawdę niezły atut. 
Zabawa kolorami mi się dzisiaj zdecydowanie udała a na pewno dodała nieco odwagi i poprawiła humor. A Wy, na co stawiacie? Oczy czy usta? Z przyjściem wiosny odważniej podchodzicie do makijażu?








Czytaj dalej »

wtorek, 14 kwietnia 2015

Murier Paris - Collagen Hydration O2

Od marki Murier Paris może nas w najbliższym czasie nieco zemdlić. Szturmem zdobywa ona internet, a recenzje kosmetyków dopiero od niedawna dostępnych w Polsce pojawiają się jak grzyby po deszczu. Nie uprzedzajmy się jednak od razu bo mamy do czynienia z kawałkiem solidnych, zgodnych z obietnicą producenta, produktów. Powiem szczerze, że nieufnie podchodzę do marek o których wcześniej niewiele słyszałam i zupełnie nie wiem czego się spodziewać, dobrze jest się jednak czasem pozytywnie zaskoczyć!
Nie jestem zwolenniczką pisania recenzji takich kosmetyków jak krem zbyt szybko. Na rezultaty ich stosowania trzeba bowiem poczekać. W przypadku Murier i serii Collagen Hydration O2 bardzo szybko czułam, że się polubimy. Zdecydowałam się na serię nawilżającą, ponieważ takich produktów nigdy za wiele. Nawilżenia potrzebuje zarówno skóra sucha jak i mieszana, każda! Moja skóra nie jest ekstremalnie sucha, ma jednak obszary, które regularnie smarowane i tak wciąż zmagają się z tym problemem. Szczególnie nos lubią przyozdobić suche skórki z którymi walczyłam wiele ostatnich miesięcy. Walkę toczyłam za pomocą wszelakich specyfików, także mocno treściwych, niestety z mizernym skutkiem. Od czasu zastosowania serii O2 jest dużo lepiej i problem ten niemalże zniknął. Poziom nawilżenia skóry twarzy oceniam na bardzo dobry. Już przy pierwszym użyciu spodobał mi się delikatny zapach kremów i idealna konsystencja i formuła - kremy nie są zbyt lekkie - takie często wsiąkały i nie robiły zbyt wiele dobrego, ani zbyt ciężkie - obawiam się wówczas zapchania i towarzyszy mi uczucie dyskomfortu kiedy krem długo się wchłania. 
Polubiłam zarówno lżejszy krem na dzień jak i nieco bardziej treściwy na noc. Uzupełnieniem serii jest bardzo przyjemny krem pod oczy. Używając wszystkich trzech produktów, namacalnie doświadczyłam poprawy jędrności skóry, jej nawilżenia, ograniczyło się uciążliwe, występujące obszarami łuszczenie. Cera jest gładka, skóra bardziej miękka i miła w dotyku. Seria będzie według mnie świetna dla osób ze skórą wrażliwą, wymagającą, przesuszoną. Jednocześnie polecam ją także wszystkim posiadaczom cery mieszanej/tłustej - absolutnie nie zapycha i świetnie wspomaga pielęgnację. Marce Murier będę przyglądać się z dużą uwagą i jeśli macie ochotę lub okazję sprawdzić - polecam. 






Słyszałyście o marce Murier? Jeśli tak dajcie koniecznie znać jakie serie lub kosmetyki są warte uwagi!
Potraficie zaufać markom dotąd nieznanym? Dajcie znać! 

Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Orly Cake Pop

Z kolekcji Sugar Hight ORLY w moje ręce trafiły trzy lakiery. Na pierwszy ogień idzie odcień najbezpieczniejszy i najbardziej uniwersalny, nie pozbawiony jednak wiosennej świeżości i uroku. Osobiście lubię takie kolory - pasują do wszystkiego i są bardzo eleganckie. Cake Pop to pudrowy krem z domieszką różu zwany profesjonalnie White Pink Crème. Kojarzy mi się z piankami marshmallow i pamiętam, że gdy zaczynałam swoją przygodę z długimi paznokciami, malowaniem i pielęgnacją, uzyskiwałam taki efekt odżywkami do paznokci. Wyglądały wtedy na zadbane, czyste i zbierały dużo komplementów. 
Do pełnego krycia niezbędne byłyby trzy warstwy, ja nałożyłam dwie i taki efekt mi się podoba. Lakier dobrze współpracuje i nie mam mu nic do zarzucenia. Trzyma się na paznokciach około 4-5 dni, choć akurat trwałość to według mnie wypadkowa tak wielu czynników, że nigdy nie będę Wam obiecywać, że dany lakier wytrzyma na Waszych paznokciach tyle samo ile na moich. W kolejnym poście planuję pokazać Wam odważniejszego kolegę z tej samej kolekcji, odcień hit tej wiosny - Lime Twist.












Lubicie lakiery ORLY i takie odcienie? Znacie kolekcję Sugar High? Jakie są Wasze typy na wiosnę?
Czytaj dalej »

Clarins - specjalista od ulubieńców do ust.

O dwóch dzisiaj prezentowanych kosmetykach wspominałam już wielokrotnie. Tutaj o Instant Light Natural Lip Perfector, tu o Instant Light Lip Comfort Oil. Mam wrażanie, że każdy produkt do ust marki Clarins, który wejdzie na rynek, będzie tak samo udany. Złapałam się na tym, że niemalże w ciemno kupuję każdą nowość. Tak było w przypadku Instant Light Comfort Oil. Nie spróbowałam, nie powąchałam, nie zrobiłam nic oprócz zadania pytania ekspedientce czy ów olejek jest jeszcze dostępny. Był - ostatni. Olejek szturmem zdobywa serca kobiet. Jedne go kochają, inne nienawidzą - za to, że go nie mają (produkt jest na ten moment w większości perfumerii niedostępny). 
Mam wrażenie, że specjaliści marki Clarins jako jedni z nielicznych wiedzą co znaczy przynoszenie ustom ulgi i komfortu a także jak łączyć walory pielęgnacyjne z wizualnymi. Niby nie tak dużo a jednak...Naczytałam się już w swoim życiu obietnic producenta i nijak się one miały do rzeczywistości. Do dziś mam dwie kosmetyczki wypchane po brzegi pseudo-pielęgnacyjnymi hitami, które tylko pachniały i były ładnie opakowane. Zamiast pięciu takich nowości, wolę kupić sprawdzony i uwielbiany od dawna Instant Light Natural Lip Perfector lub Instant Smooth Crystal Lip Gel.






Wszystkie prezentowane dzisiaj kosmetyki do ust to idealne połączenie pielęgnacji z efektem. Odżywiają, pozostawiając usta bardzo naturalnymi i smacznymi. Nadają soczysty połysk - cudowny, kojarzący mi się z wakacjami i minimalnym makijażem efekt! 





Produkty do ust marki Clarins polecam z ręką na sercu. Jeśli macie okazję kupić osławiony olejek - nie wahajcie się ani chwili! Również dwa pozostałe kosmetyki Was nie zawiodą


Może znacie te produkty i macie wśród nich ulubieńca? Cenicie markę Clarins za produkty do ust? Jakie inne produkty polecacie? Myślę intensywnie o podkładzie...
Czytaj dalej »