piątek, 29 maja 2015

Mary Kay - Postcards from Paradise

Z przyjściem wiosny, lata pojawia się we mnie pragnienie barw. Wydaje mi się wtedy, że mocne akcenty kolorystyczne staną się moimi najlepszymi przyjaciółmi. Na takich właśnie wyrazistych kolorach bazuje nowa kolekcja Mary Kay® – Postcards from Paradise. Jasne, żywe kolory pobudzają  energię, a bogato zdobione tekstury zapewniają swobodny szyk. Rajskie klimaty wzywają, a ja szczerze mówiąc nie opierałam im się długo. Specjalnie skomponowane zestawy (trzy do wyboru) przygotował Robert Bielski, wizażysta Mary Kay. Postawiłam odważnie na Tropical Mandarin. Jest w tej czerwieni coś, że jednocześnie przeraża mnie i kusi. 









Naturalny makijaż oczu kontra czerwone usta. Oczywiste? Niekoniecznie. W tym sezonie chodzi o coś więcej. Powieki pozostaw monochromatycznie blade, lekko rozświetlone Kremowym Cieniem do powiek Tiki Hut , aplikując opuszkiem. Na usta nałóż czerwony błyszczyk do ust Tropical Mandarin, który ma intensywny połysk. 
 


 
Odwagi dodały mi szczególnie te dwa zdania - Ten look adresowany jest do wszystkich kobiet. Na wyrazistą czerwień mogą pozwolić sobie również panie o wąskich ustach, ponieważ połysk zapewni im objętość.
 



 
Ze wszystkimi kosmetykami współpracowało się bez zarzutu. Błyszczyk genialnie kryje, nawilża i błyszczy. Efekt wow! Cień jest niezwykle kremowy, bardzo łatwo się go nakłada (nawet palcem!), nie zbiera się w załamaniu i zastyga na powiece, tworząc lekkie, świetlisto - perłowe wykończenie. Lakier, mimo, że nie uwieczniony na zdjęciach jest równie udany co reszta kolekcji. Pigmentacja/aplikacja/efekt - na 5. W kolekcji muszę przede wszystkim pochwalić pigmentację kosmetyków. Wszystkie już przy jednej warstwie dają kawał solidnego, soczystego koloru.  Kosmetyki zamknięte są w przemiłą dla oka, pojemną kosmetyczkę, która tworzy piękną oprawę kolekcji.
Miłym akcentem kolekcji Postcards from Paradise jest mleczko do ciała w sprayu o zapachu wody kokosowej.
  • Koi skórę i nawilża.
  • Nie jest tłuste.
  • Łatwo się nakłada i szybko wysycha.
  • Chłodzi i odświeża.

Ja i kokos? Przekupstwo 100%! 

Co sądzicie o Postcards from Paradise? Jeśli macie ochotę podejrzeć inne zestawy - klik.
Czytaj dalej »

środa, 27 maja 2015

Maski Glamglow.

Bardzo możliwe, że o maskach Glamglow zostało powiedziane już wszystko, dodam dziś jednak swoich pięć groszy. Jeśli zastanawiacie się czy warto wydać 200 zł na specyfik do twarzy, to post dla Was. 



Glamglow to marka uznana w świecie wielkich produkcji filmowych, pokazów mody, sesji fotograficznych największych gwiazd. To hollywoodzki sekret piękna i młodości. W mgnieniu oka pomaga uzyskać gładką cerę o młodzieńczym blasku. A to wszystko za sprawą bazy z glinki o południowo- francuskich korzeniach – kosmetyczny zabieg ukryty w małym słoiczku.
W moje ręce wpadły dwie maskiThirstymud Hydrating Treatment (niebieska) oraz Powermud Dualcleanse Treatment (zielona). Musiałam zmierzyć się z tą Hollywoodzką legendą! Od razu zaznaczę, że decyzja o wyborze dwóch spośród czterech nie była łatwa. Opisy wszystkich masek w rodziny Glamglow brzmią tak kusząco, że chce się posiąść je wszystkie. Postawiłam na oczyszczenie i nawilżenie. 



 
Glamglow Thirstymud korzysta z 4 najnowszych, najbardziej zaawansowanych & ekstremalnie nawilżających technologii dostarczających błyskawiczne i głębokie ekstremalne nawilżenie dla natychmiastowych, trwałych i długotrwałych rezultatów. Nowe Super Technologie: Dewdration™, HydraPack™, GreenEnergy™ & Teaoxi® pozostawią Twoją skórę tak nawilżoną i promienną, że na Twój własny widok serce zabije Ci mocniej!
Wysokie stężenie kwasu hialuronowego i kwas cytrynowy i dbają o głębokie i trwałe nawilżenie oraz blask cery. Sacharydy z jabłek trwale nawilżają skórę, działając w połączeniu z betaglukanami z owsa i specjalną glinką HydraClay™, pomagają skórze zatrzymać na dłużej zapasy nawilżenia. Olej kokosowy wraz z naturalnym, nieprzetworzonym miodem z kwiatów pomarańczy działa jak błyskawiczna odżywka kondycjonująca. Imbir uwalnia skórę od toksyn, dodaje energii cerze
.
Glamglow Powermud łączy siłę błota & moc oleju. W nowej kuracji - oczyszczającym doświadczeniu dla wszystkich zmysłów, aby zapewnić skórze super delikatne & ekstra głębokie oczyszczenie z zanieczyszczeń, sebum i pozostałości makijażu nagromadzonych w ciągu całego tygodnia. Preparat przeznaczony dla mężczyzn, dla kobiet, w każdym wieku i o każdym rodzaju skóry. NOWE: OILIXER™, CLAYTOX™, PUREIFIER™ & TEAOXI® pozostawią Was ze świeżą, czystą i aksamitnie gładką skórą.  
Obie maski lubię ale czy na obie wydałabym drugi raz tyle samo? Nie. Moim zdecydowanym faworytem jest maska zielona. Efekt po jej zmyciu jest odczuwalny i widoczny. Skóra ma wyrównany koloryt, jest faktycznie mocno oczyszczona i pełna blasku. Chciałabym by wyglądała tak każdego dnia :). W masce tej doceniam fakt, że efekt po niej utrzymuje się kilka dni. Kupując kosmetyk za taką kwotę oczekuję, że da mi coś więcej niż produkty podobne, na kupno których nie muszę rozbijać skarbonki. Pomyśleć, że jeszcze chwilę temu nie korzystałam z takich dobrodziejstw jak maski, dziś nie wyobrażam sobie nie nałożyć choć raz w tygodniu kosmetyku na dłużej. Glamglow Powermud pozwala mi utrzymać czystą skórę twarzy i walczyć z niedoskonałościami, które wciąż lubią się gościć na mej buzi. Ma bardzo przyjemny - orzeźwiający, zdrowy zapach a przy zmywaniu zamienia się w olejek co daje duży komfort używania. Według moich obliczeń maska starcza na około 15 aplikacji co przy używaniu raz w tygodniu daje nam wynik około 4 miesięcy. Dzieląc kwotę 200 zł/ 4 nie jest już tak źle prawda?
Glamglow Powermud to idealne połączenie oczyszczenia i nawilżenia, stąd mój brak zachwytu nad wersją niebieską - nawilżającą. Tak jak wspomniałam - nie jest to produkt zły, jednak na mojej buzi efekt widoczny jest zdecydowanie krócej niż w przypadku wersji zielonej. Jako posiadaczka cery mieszanej, tłustej w strefie T stawiam przede wszystkim na oczyszczenie, dlatego moja opinia może być nieco krzywdząca dla wersji Thirstymud. Jeśli miałabym jednak polecić Wam jeden z tych produktów - w ciemno wersja zielona! Skłamałabym twierdząc, że nie jestem ciekawa wersji czarnej i białej, dlatego zapełniam skarbonę od nowa!


Znacie Glamglow? Co sądzicie o maskach tej marki? Używacie masek regularnie? Może macie zupełnie inne typy i polecicie coś oczyszczającego?

Czytaj dalej »

wtorek, 26 maja 2015

Rouge Dior Baume - Belle de Printemps.

Nieczęsto pokazuję Wam specyfiki do ust a to zapewne z winy pewnych kompleksów. Gdybym została obdarzona pełnymi, symetrycznymi wargami, pewnie byłoby inaczej...ale nie jest. Postaram się to zmienić i systematycznie dzielić z Wami swoimi ulubieńcami. Dzisiejszy na pewno na takie wyróżnienie zasługuje.
Pomadka Rouge Dior Baume zrodziła się z kreatywnego podejścia do urody i elegancji oraz z nieustannego dążenia do tego, aby kobiety mogły czuć się piękniejsze i szczęśliwsze dzięki oferowanym im produktom. Innowacyjne, zaskakujące swą nowoczesnością rozwiązanie łączy właściwości pielęgnacyjne z kolorem. Nie ma już potrzeby dokonywania trudnego wyboru między pielęgnacją i makijażem. Usta ożywają kolorami z efektem zwilżonego połysku i korzystają z odżywczych oraz ochronnych właściwości pielęgnacyjnych. Konsystencja pomadki Rouge Dior Baume o dziesięciokrotnie większej zawartości naturalnych substancji pielęgnacyjnych w porównaniu z tradycyjną pomadką, jest niewiarygodnie lekka i zapewnia idealną trwałość. Usta są odżywione, wygładzone oraz pełniejsze.
Belle de Printemps to część kolekcji Kindom of Color. Nie od razu zrobiła na mnie wrażenie - a taki sobie koral, za którym w gruncie rzeczy nie przepadam. Nauczyłam się już, że warto dać kosmetykom drugą a nawet jeśli trzeba - trzecią szansę, bo pierwsze odczucia mogą być bardzo mylne. Tak było i w tym przypadku. Belle de Printemps to niezwykły koral z domieszką różu, niesamowicie odświeżający cały makijaż. W życiu nie powiedziałabym, że lubować się będę w takich odcieniach, w przez ostatnie tygodnie niemalże się nie rozstajemy. Dawno żadna pomadka tak pięknie nie wykańczała i nie rozświetlała mojego makijażu. Poza tym bardzo łatwo się nakłada, sunie po ustach, zostawiając na nich nawilżającą i widoczną warstwę kosmetyku. Nie podkreśla suchych skórek i jak na tego typu specyfik, trzyma się na ustach bardzo długo. Mimo, że jej kolor jest widoczny, pozostaje subtelna i delikatna a ja nie czuję się w niej skrępowana, co zdarzało mi się w przypadku odcieni innych niż nude. Na wiosnę/lato idealna!









Znacie Rouge Dior Baume? Macie swoje ulubione odcienie? Dajcie znać! Niezwykle polubiłam tę lekką formułę i myślę o innych kolorach! Do odważnych świat należy!
Czytaj dalej »

I made you but you made me a mother.

Popołudniu pojawi się tu mama we własnej osobie, a póki co moje dwie, lepsze wersje. Moje motory napędowe, strachy na lenia i nudę, moja inspiracja. Moje dwa życiowe podręczniki, okulary na świat, moja kawa, odwaga i moje serce. 

Życzę wszystkim Mamom - obecnym i przyszłym najpiękniejszej życiowej przygody!









Czytaj dalej »

czwartek, 21 maja 2015

Advanced Active Radiance® Serum MURAD

Jakiś czas temu nie miałam pojęcia co to serum, później przechodziłam fazę wypierania i uważałam, że nie potrzebuję żadnego dodatkowego kosmetyku. Krem na noc, krem na dzień - w zupełności wystarczy.  Byłam przekonana, że cokolwiek ponad ten zestaw jest zbędne a całą akcja pod tajemniczą nazwą serum to kolejna próba naciągania płci pięknej. Błąd.
Dziś nie wyobrażam sobie nie używać serum, miałabym wrażenie, że moja pielęgnacja nie jest kompletna. Serum to skoncentrowany produkt, który działa z dużo mocniejszą siłą od kremu. Jest pewnego rodzaju reperatorem, który ma za zadanie niwelować zmarszczki, rozszerzone pory, a także przebarwienia. Żeby kosmetyk przyniósł zamierzone efekty, jak z większością kosmetyków - by zauważyć efekt - trzeba stosować go regularnie. 
Najczęściej spotykana - wodnita, lżejsza postać serum to jego siła, która przebija nawet najlepsze kremy. Dlaczego woda ma tak kluczowe znaczenie? Bo najlepiej przenosi minerały i witaminy na naszą skórę. Po co w takim razie krem? Otóż serum bardzo szybko przewodzi składniki, ale równie szybko one wyparowują. Krem zastosowany zaraz po serum pomaga stworzyć naszej skórze naturalny filtr ochronny. Dlatego jeśli używamy kremu, to tylko z serum i odwrotnie. Te dwa produkty idealnie się uzupełniają i tworzą zgrany duet. 


Mam w swojej zbiorach kilka ulubionych kosmetyków tego rodzaju. Stawiam w nich przede wszystkim na  walkę z pierwszymi oznakami starzenia, rozszerzonymi porami i przebarwieniami. 
Zaawansowane serum do twarzy z witaminą C / Advanced Active Radiance® Serum marki MURAD to serum rozjaśniające, które ma za zadanie odbudowywać skórę już po pierwszym tygodniu stosowania. Przywraca naturalny koloryt skóry, normalizuje strukturę i działa tonizująco.
 

 
Serum zawiera:
  • Resilient-C Complex™ - kompleks łączący trzy stabilne i silne formy witaminy C o wysokiej penetracji i efektywności wchłaniania (rozpuszczalne w tłuszczach i w wodzie). Taka synergia zapewnia 50 razy większą siłę działania. Witamina C bierze udział w produkcji kolagenu, działa rozjaśniająco, nawilżająco oraz ochronnie. Jest silnym antyoksydantem.
  • Ektoinę - innowacyjny, wielofunkcyjny składnik pochodzący z niezwykle odpornych bakterii. Zapewnia obronę komórkom Langerhansa w warunkach stresu wywołanego przez UV. Przyspiesza ochronę keratynocytów narażonych na działanie promieniowania UV. Chroni błony komórkowe przed uszkodzeniem. Posiada zdolność do wzrostu i utrzymania wilgotności skóry i zmniejszenia TEWL (Transepidermal Water Loss), czyli przeznaskórkową utratę wody. 


Faktycznie bardzo szybko od pierwszego użycia zauważyłam różnicę na buzi. Jest ładniejsza - jaśniejsza, zdrowsza, dobrze nawilżona i napięta.  Przebarwienia są dużo mniej widoczne. Serum stosuję głównie na noc, choć w dzień sprawuje się równie dobrze - śmiało można nakładać je pod makijaż. Kosmetyk owiany jest niemałą legendą a więc miałam w stosunku do niego duże oczekiwania. Czy zostały one spełnione? W większości tak. Warto czasem wylać na siebie kubeł zimnej wody i zrozumieć, że żaden kosmetyk nie rozwiąże naszych problemów w chwilę i w 100%. To tylko kosmetyk i ma ograniczone możliwości. Stan skóry to wypadkowa tak wielu czynników, że przestałam spodziewać się efektów cudów. Istotnym dla mnie jest fakt by widzieć zachodzące zmiany - nawet gdy postępują one wolno lub nie są spektakularne. 
Zła wiadomość jest taka, że serum to kosmetyk stosunkowo drogi. Niestety nie dość, że jest pakowany w małych ilościach (zazwyczaj do 30 ml), to ceny zaczynają się najczęściej od 100 zł. Ale nie ma tego złego, gdyż wystarczy tylko parę kropel, aby serum działało. Oznacza to, że jest bardzo wydajne i buteleczka starcza na długo. Jeśli macie więc możliwość wyłożenia jednorazowo większej kwoty - powiadam - warto. Inwestycja w dobre serum naprawdę się opłaca. 


Czy serum wpisane jest w Waszą pielęgnację? Jakie są Wasze ulubione marki? Znacie MURAD?
Trzeba wydawać na serum kilkaset złotych czy może macie produkty tańsze a równie skuteczne? Chętnie poznam Wasze  zdanie na ten temat!
Czytaj dalej »

środa, 20 maja 2015

Nie ma jak...mydło!

Doczekaliśmy się takich czasów, że do mycia ciała i twarzy, oprócz klasycznej kostki mydła, mamy wybór między żelami, musami, sufletami, puddingami i innymi dziwadłami. Wielokrotnie produkty te bardziej kojarzą mi się z lodówką niż wanną i powątpiewam w ich działanie, dlatego, żeby nie zwariować decyduję się często na klasyczne, stare, dobre rozwiązanie - mydło w kostce. Nie może być to mydło byle jakie! Kiedyś kosmetyki wybierałam głównie po zapachu (właśnie mydła!), dziś staram się dużo bardziej świadomie robić zakupy, szczególnie, że w domu mam stado alergików o naprawdę wrażliwej skórze. 
Tym razem padło na hipoalergiczne mydło o naturalnie kwaśnym pH. Co to oznacza? O dobrej kondycji skóry decyduje kwaśny płaszcz ochronny o odczynie pH 5,5. To właśnie on uniemożliwia bakteriom mnożenie się na skórze, chroniąc ją w ten sposób przed infekcjami. Zwykłe mydło (mające odczyn między 9-11 pH) niszczy ten naturalny system ochronny, gdyż rozpulchnia skórę.
Delicate Soap marki Locherber to mydło uzyskane z surowicy mleka. Delikatnie, a zarazem głęboko oczyszcza skórę. Stymuluje ją do regeneracji i nawilża. Idealne dla skóry bardzo delikatnej, wrażliwej i podrażnionej. Nie powoduje podrażnień ani reakcji alergicznych. Zalecane jest również do oczyszczania skóry problematycznej. 


Substancje czynne mydła to:
  • ekstrakt z dzikich kwiatów - zapewnia nawilżenie, odżywienie i zapach
  • kwas mlekowy - delikatnie złuszcza, nawilża, reguluje poziom pH, zwiększa działanie aktywnych składników, zmiękcza i uelastycznia, działa antybakteryjnie, oczyszcza pory
  • naturalny chlorofil - antyoksydant, antyseptyczny, odżywia, dotlenia, rewitalizuje i intensywnie nawilża, przyspiesza regenerację i gojenie ran
  • lanolina - nośnik substancji czynnych, oczyszcza, wygładza, nawilża, zmiękcza, zmniejsza szorstkość skóry, utrzymuje optymalny poziom nawilżenia, tworząc film zmniejszający odparowywanie wody
  • kumaryna - antyoksydant, wzmacnia naczynia limfatyczne i krwionośne

Duża słabość do mydeł w kostce pojawiła się u mnie w okresie drugiej ciąży. Po niczym nie czułam się wtedy tak dobrze jak po tej teoretycznie dość archaicznej formie kosmetyku do mycia. To takie uczucie zdrowej czystości - ciężko opisać je słowami i ciężko uzyskać jakikolwiek innym kosmetykiem . Nie będę oszukiwać, że od tej pory używam tylko mydeł w kostce, przy okazji szybkich zakupów do mojego koszyka wielokrotnie wpadł jakiś żel pod prysznic. Kolejny raz jednak, przy okazji używania Delicate Soap Locherber przekonuję się jak bardzo lubię tę formę i jak dobrze służy ona mojej skórze. Mydło nadaje się zarówno do ciała jak i skóry twarzy. Nie wysusza, nie ściąga, dobrze oczyszcza i bardzo przyjemnie pachnie. Szczerze polecam wypróbowanie a także powrót do mydeł i sprawdzanie jakie mają pH. Sama oczywiście nie zawsze byłam tak zorientowana w temacie, gdy jednak trochę poczytałam i poużywałam - wszystkie rzeczy, które działy się z moją skórą stały się zrozumiałe. Warto być świadomym.



Używacie mydeł w kostce? Macie swoje ulubione - rodzaje, marki? Dajcie znać, chętnie poczytam bo odczuwam w tym temacie straszny głód! 

Dodam tylko, że marka Locherber ma wiele interesujących pozycji i pakuje zakupy tak jak na załączonym obrazku! Warto wziąć te pozycję pod uwagę przy okazji upominków na Dzień Mamy

Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 maja 2015

OPI Infinite Shine - Pretty Pink Perseveres.

Dziś kolejna odsłona OPI Infinite Shine. Tym razem w moje ręce trafiły pastele, pastelaki - lubię takie odcienie wiosną/latem i to na nie właśnie postawiłam. Czy zachowują się inaczej niż prezentowana i zachwalana przeze mnie czerwień z tej samej serii (wpis TUTAJ)? Absolutnie nie! Aplikacja, pigmentacja, trwałość - wszystko na takim samym, wysokim poziomie. Szczerze jestem tą formułą mocno zauroczona. Owszem - zdarzy się czasem jakiś odprysk przed upłynięciem 10 dni jak obiecuje producent, jednak doskonale wiem, kiedy to nastąpi - są to raczej mocne, mechaniczne uderzenia wynikające z mojej ślamazarności :). Lakier wytrzymuje długo, pozostając cały czas świeżym, błyszczącym i miłym dla oka. Już za chwilę mają pojawić się kolejne odcienie, jeszcze bardziej delikatne i pastelowe, czekam więc i przebieram nóżkami! Co sądzicie o Pretty Pink Perseveres?










Czytaj dalej »