wtorek, 25 kwietnia 2017

Marka One Ingredient i krem Snail Your Skin czyli nie taki straszny ślimak jak go malują.

W końcu zasiadłam do obiecanego wpisu o kremie polskiej marki One Ingredient. Zwlekałam chwilkę po to by jak najwięcej Wam o nim powiedzieć. Czekałam też na to by być może dostrzec jakieś jego wady, czy tak się stało? Zapraszam do lektury.

Zacznę od tego, że śluz ślimaka nie kojarzy mi się z niczym przyjemnym, dlatego od specyfików z jego zawartością trzymałam się bardzo długo z daleka. Do czasu kiedy przeczytałam w kilku miejscach o Snail Your Skin. Obietnice producenta były tak duże i tak mocno wpasowywały się w zapotrzebowanie mojej skóry, że wszystkie nieprzyjemne śluzowe skojarzenia schowałam pod poduszkę. 
Krem zawiera aż 80% śluzu ślimaka jakości premium, który znany jest ze swoich właściwości silnie odnawiających skórę. Śluz ślimaka skomponowano z cennymi esencjami różanymi (naturalnym hydrolatem z róż damasceńskich oraz naturalnym olejkiem z chilijskiej róży piżmowej, które wzmacniają jego aktywne działanie).
Kosmetyk jest drogi, za 50 ml słoiczek zapłacimy 250 zł, jednak właściwości Snail Your Skin są tak bogate, że mogą przekonać niejedną osobę do takiej inwestycji. W moim odczuciu jest to kosmetyk zdecydowanie z półki profesjonalnej. Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz nałożyłam krem przed makijażem, w obecności mamy. Praktycznie od razu zauważyłyśmy różnicę. Mama głównie tę wizualną, ja w gładkości skóry twarzy.



Co robi Snail Your Skin?
- tak jak wspomniałam wyżej - intensywnie wygładza - skóra już po pierwszym użyciu jest wyraźnie milsza w dotyku, widoczność zmarszczek jest znacząco zredukowana.
- bardzo dobrze działa na przebarwienia, blizny, zmiany potrądzikowe - te pamiątki po wcześniejszych przygodach naszej skóry są zdecydowanie mniej widoczne, bardziej wygojone.
- krem bardzo dobrze radzi sobie z gojeniem niedoskonałości i uspokajaniem pod tym kątem skóry twarzy - oczyszcza skórę z trądziku, zaskórników, normalizuje wydzielanie sebum, delikatnie zmniejsza widoczność porów.
- po zastosowaniu kremu skóra staje się delikatnie matowa - nie jest to tępy, dokuczliwy mat, którego nie lubię, jest moim zdaniem optymalny pod makijaż, co czyni krem bardzo fajną bazą przed nałożeniem make-upu.
- właściwości nawilżające kremu dla mojej mieszanej skóry są wystarczające, nie wiem natomiast jak Snail Your Skin spisałby się na ekstremalnych sucharkach (może któraś z Was posiada taką skórę i może coś na ten temat powiedzieć?).
- opakowanie kremu również świadczy o produkcie przemyślanym i dopracowanym - czarny, błyszczący słoiczek ze srebrnymi dodatkami wygląda bardzo miło dla oka a sterylna pompka (system airless) uwalnia tyle kremu, ile jest nam potrzebne.



Nie potrafię wymienić ani jednej wady tego kremu (może z wyjątkiem ceny). Doskonale sprawdza się w przypadku cery z pierwszymi lub zaawansowanymi oznakami starzenia oraz problemami skórnymi, takimi jak blizny, przebarwienia, rozszerzone pory, rozszerzone naczynka, trądzik każdej postaci. W szczególności polecany jest dla cery wymagającej kompleksowej regeneracji, o skumulowanych problemach skórnych. Ja jestem dotknięta niestety większością z tych przypadłości i zazwyczaj zmuszona byłam postawić i działać na jeden problem swojej skóry, krem One Ingredient jest pod tym względem kompleksowy. Dopasowuje się do potrzeb skóry i odpowiada na nie indywidualnie zazwyczaj już po pierwszych użyciach. Dobrze tolerowany nawet przez osoby o wyjątkowo wrażliwej skórze, choć polecam oczywiście najpierw zakup próbek - bardzo fajnie, że marka umożliwia wypróbowanie kremu na mniejszych pojemnościach - np. saszetki z 2 ml. Polecam z czystym sumieniem, mi ten krem naprawdę wiele daje!


Znacie markę One Ingredient? Miałyście styczności ze Snail Your Skin lub innymi specyfikami przy których wykorzystywany jest śluz ślimaka?


Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Your Natural Side i moja ulubiona glinka czerwona.

Dziś o marce Your Natural Side i mojej ulubionej glince - czerwonej, która jest idealna do pielęgnacji:
  • cery wrażliwej, mieszanej i tłustej
  • zmęczonej, naczynkowej
  • wymagającej regeneracji i odżywienia
  • skóry problemowej, z trądzikiem różowatym
  • wymagającej ujędrnienia


Wachlarz jej zastosowań jest jak widzicie szeroki. Ja używam jej głównie jako maseczki na twarz. Wstyd przyznać ale jestem chyba zbyt leniwa i za bardzo mi jej szkoda do ciała (czyli dużo większych partii skóry) czy do włosów, choć nie wykluczam, że jeszcze spróbuję, bo i o tych jej właściwościach naczytałam się dużo dobrego.  


Do glinki dodaję według przepisu 2 łyżeczki ulubionego olejku  i łyżeczkę wody kwiatowej, mieszam do uzyskania gładkiej masy i nakładam na twarz. Pozostawiam na buzi około 10 min i zmywam ciepłą, przegotowaną wodą. Za cały zabieg zabieram się raz w tygodniu, zazwyczaj w weekend kiedy mam więcej czasu i spokoju na choć delikatne SPA.
Kiedyś wydawało mi się, że wszystkie glinki są ok, przy tej zdecydowanie podzieliłam świat glinek na lepsze i gorsze, nawet nie pod kątem samego działania co komfortu użytkowania. Czerwona glinka od Your Natral Side jest drobniutko zmielona i po połączeniu z olejkiem i wodą kwiatową daje naprawdę przyjemną w konsystencji, ładnie rozprowadzającą się i trzymającą buzi pastę. 


 


Na mojej buzi działa cuda, niesamowicie ją uspokaja. Skóra jest ujednolicona, rumień, który lubi mi doskwierać znika, naczynka są mniej widoczne, uszczelnione a pory zwężone. Mam wrażenie, że wszystkie przypadłości do których moja buzia ma tendencje zostają zniwelowane, to taki porządny program graficzny w niewielkim słoiczku. Wszechstronność tej glinki jest naprawdę zaskakująca. 
Glinka nie kosztuje dużo, 100 gram tego produktu to jakieś 15 zł a pozostawia buzię jak po najlepszej, najdroższej wysoko-półkowej masce. Jest w 100% naturalna i w 100% ją polecam. Ja na pewno spróbuję też innych glinek - szczególnie mam chrapkę na wersję żółtą i zieloną.  


Miałyście okazję stosować? Używacie glinek w pielęgnacji twarzy i ciała?
Czytaj dalej »

środa, 5 kwietnia 2017

Rodzinna manufaktura A Jeden i moje ulubione kosmetyki tej marki.

Niedawno wspominałam Wam o pewnej wyjątkowej przesyłce i jeszcze bardziej zaczarowanej zawartości. Wpis był jednak mocno ogólny i dotyczył głównie miejsca z którego pochodzą te niezwykłe kosmetyki. Dzisiaj opowiem Wam o poszczególnych produktach i ich największych zaletach, a trochę ich jest! Marka A Jeden zasługuje na ogromną uwagę, więc jeśli nie znacie, zapraszam do lektury!



Bobasek jak sama nazwa wskazuje to mydło dla dzieci lub osób z wyjątkowo wrażliwą skórą. Dwie ogromne zalety - mydło się pieni, czego często brakuje mi w produktach naturalnych. Piana jest kremowa i bardzo przyjemna. Po drugie - mydło nie namaka i nie rozpływa się pod wpływem wody a to bardzo istotny aspekt biorąc pod uwagę, że podczas kąpieli na skutek zabawy ląduje kilka razy w wodzie. Jest bezzapachowe, bez barwników i innych ulepszaczy, to po prostu kawał dobrego, prawdziwego, dobrze działającego mydła, które rozgościło się w naszej łazience na dobre.  

Z dorosłych mydeł na prowadzenie wysunęło się to z pyłkiem pszczelim. Jak przeczytamy na stronie, te niewielkie kuleczki mają ogromną moc. Bogate w  witaminy z grupy A, C, PP, E, D, K, H oraz witamin z grupy B. Zawierają również mikroelementy: wapnia, potasu, magnezu, żelaza i cynku. Pyłek posiada właściwości antybakteryjne. To chyba najbardziej odżywcze mydło ze wszystkich wypróbowanych. Bardzo dobry przy skórze podrażnionej, przyspiesza regenerację skóry (np. po goleniu) i sprawia, że wygląda ona zdrowo. 



Z odważniejszych wersji, zapachowych ukochałam sobie wersję kawa z cynamonem. Jest to jedno z tych mydeł, które mogłabym nieustannie wąchać. Uwielbiam zapach kawy! Cynamonu też, a to doskonała i bardzo wyważona kompozycja. Świeżo mielone ziarna kawy, podwójne espresso, olejek z liści cynamonu, masło kokum, które posiada wybitne właściwości nawilżające. Mydło, dzięki zawartości świeżo zmielonych ziaren kawy ma właściwości peelingując. Oczyści z martwego naskórka, poprawi krążenie no i  oczywiście będzie nieocenione w walce z cellulitem. 
W tym mydełku również znajdziecie jedwab oraz masło shea i kakaowe, które po peelingu zostawią skórę odpowiednio nawilżoną, delikatną i gładką.


Mydło z różą podarowałam oczywiście mamie. Mama to absolutna Pani Róża i nie mogło być inaczej. Przeznaczone jest dla każdego rodzaju ceru z naciskiem na cerę naczynkową. Regeneruje, walczy z naczynkami,  plamami, kurzymi łapkami, rozjaśnia, wygładza i nawilża. Ma szeroki wachlarz zastosowań, dlatego jeśli macie w swoim otoczeniu fanki tego kwiatu, ta pozycja jest obowiązkowa. Naprawdę pięknie pachnie i wygląda. 
Jeśli mowa o zapachu to czas na kwiatową sól do kąpieli. Delikatna, o wyczuwalnym, naturalnym zapachu lawendy, bergamotki i mandarynki. Wzbogacona olejem ze słodkich migdałów, olejem jojoba i makadamia pozostawią skórę nawilżoną, zrelaksowana i dopieszczoną po kąpieli. Chwila odprężenia dla ducha i ciała. Kompozycja olejków eterycznych  ma za zadanie wyciszyć, uspokoić i podnieść na duchu po ciężkim dniu.Tak właśnie robi. Niesamowite jest to, co można przeczytać przy tej pozycji na stronie: Sole do kąpieli podobnie jak kule kąpielowe robimy ręcznie, pakujemy  i uzupełniamy jak to się mówi „na bieżąco”  w małych partiach – by mieć pewność, że trafia do Was świeży produkt prosto z kosmetycznej piekarni – nie lubimy, gdy coś długo zalega na magazynowych półkach z 2 letnim terminem ważności. Skwituję tylko jednym zdaniem - to czuć! Nie jest to chemiczna woń a kawał skoszonej polany w naszej wannie :).



Wisienką na torcie niech będzie kula do kąpieli. Mimo, że różana, pozostała u mnie :). Mała, biała, piękna i z bogatą zwartością - koziego mleka, wody różanej, oleju ze słodkich migdałów, oleju jojoba. Pod wpływem ciepłej wody kula zaczyna musować uwalniając oleje, kozie mleko i bardzo relaksujący aromat, który uzależnia. Uwielbiam mieć taką kulę w zapasie, w czeluściach łazienkowej szafki, to taka mała nagroda bo ciężkim dniu...



Klamrę ulubionych produktów zamknę ręcznie robioną, 100 % bawełnianą rękawicą do masażu i peelingu ciała. Poprawi krążenie, wyszoruje, wyczyści. Nadaje się do mycia, masażu olejami czy peelingu. Pozostawi skórę zmiękczoną, nawilżoną i zrelaksowaną. Idzie lato i z dużo większą uwagą i systematycznością pielęgnuję skórę ciała. Oprócz tego, że zaopatrzyłam się w szczotkę do szczotkowania ciała na sucho, nie wyobrażam sobie wrócić przy myciu do klasycznej gąbki. Rękawica oprócz tego, że przepięknie wygląda (jak pleciony sweter czy koc) i posiada bardzo przydatną zawieszkę pozwalającą na jej osuszenie, daje ogromny komfort mycia i pielęgnacji. Szczerze uwielbiam i muszę bronić jak lwica przed dziećmi :). 


Czytaj dalej »

czwartek, 30 marca 2017

IOSSI Peeling do ciała energetyzująca Mandarynka i Pomarańcza.

Świat peelingów jest ostatnio dla mnie bardzo łaskawy. Najpierw totalnie rozkochała mnie w sobie śliwka od MDM, teraz czas na Mandarynkę & Pomarańczę od IOSSI. To aromatyczny peeling cukrowy z olejkami cytrusowymi, który doskonale złuszcza martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i wygładza skórę pozostawiając ją nawilżoną i elastyczną. Odżywiona nim skóra odzyskuje swój blask i pozostaje na długo gładka i subtelnie pachnąca. Zawarte w nim organiczne masło shea głęboko odżywia i przywraca elastyczność skórze natomiast olejki ze słodkiej pomarańczy, cytryny, grejpfruta i mandarynki nie tylko energetyzują ale także zapobiegają powstawaniu cellulitu i chronią przed rozstępami.



Wspomniana dwójka to stała ekipa mojej łazienkowej szafki. Nie wyobrażam sobie nie mieć któregoś z tych produktów na stanie. Mandarynka & Pomarańcza to jest obowiązkowy punkt programu przed jakimkolwiek wyjściem, randką, idealna by w ekspresowym tempie poprawić jakość skóry. Robi taką robotę jakiej nie zrobi według mnie żaden balsam. Uczucie na skórze jest nie do podrobienia. Jest piękna, gładka, odżywiona. Dla mnie to plus 100 do pewności siebie. Z jednej strony uwielbiam ten czas, kiedy zamykam się w łazience na małe SPA i robiłabym to codziennie, z drugiej załącza mi się lisek chytrusek, który panicznie boi się, że peeling może się skończyć, choć jest niesamowicie wydajny. Jest to produkt całkowicie uzależniający. No i ten zapach! Kolejne plus 100, tym razem do energii. 




Czy potrzebne jest bym napisała coś jeszcze? :) Znacie Mandarynkę & Pomarańczę od IOSSI? Jakie są Wasze ulubione peelingi?
Czytaj dalej »

środa, 29 marca 2017

ajeden - rodzinna manufaktura, która podbije Wasze serca!

Bardzo cieszę się, że w ostatnim czasie udało mi się dokopać do bardzo ciekawych, wartościowych i nieznanych mi dotąd marek. Jedną z nich jest marka o przesympatycznie brzmiącej i swojskiej nazwie ajeden. Kiedy na ich stronie przeczytałam zakładkę o mnie, od razu pomyślałam o moim drugim domu w środku Puszczy Noteckiej. Dlaczego? Przeczytajcie sami:

Czy znacie takie miejsce, gdzie czas płynie wolniej? Gdzie jest problem ze znalezieniem zasięgu w telefonie, gdzie nie potrzebny jest budzik, bo o wstaniu nowego dnia przypomina kogut. To właśnie tutaj na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego znajduje się mała, rodzinna manufaktura mydła i miodu. Po długim czasie powróciliśmy do tego co lubimy robić i co sprawia nam ogromną przyjemność. Założyliśmy małe gospodarstwo, w którym to właśnie czas płynie wolniej, pszczoły zbierają nektar i pyłek z kwiatów, a kozy szukają nieustannie czegoś do zjedzenia:). To właśnie tutaj w maleńkiej pracowni w ciszy i spokoju leżakują nasze mydła czekając na Was. Naszym celem było stworzenie takiego miejsca, w którym nie bylibyśmy uzależnieni od tego co daje nam szeroko rozumiany przemysł.  Chcieliśmy w 100% wykorzystać to co daje na natura, otaczająca nas przyroda. Warzywa z przydomowego  ogródka , zioła zbierane na pobliskich łąkach, miód z własnej pasieki, świeże kozie mleko o poranku – chyba nam się to udało – tym wszystkim chcielibyśmy podzielić się  z Państwem.



Mam ogromną słabość do marek z taką historią, marek kameralnych i niezwykle prawdziwych. Ajeden oprócz tej historii doskonale dopieszcza zmysły. W swoich paczkach oprócz produktów (które same w sobie są przepiękne i cudownie pachną) i łąki, zamykają też serca. Nie wiem dokładnie ile, ale jedno na pewno! 




Przytoczę Wam wczorajszy dialog z mamą, który doskonale zobrazuje zawartość przesyłki. Wysyłam mamie zdjęcia z dzisiejszego wpisu a ona pyta - Agatko to jest piękne ale co to jest? - Kosmetyki - odpowiadam - naturalne mydła, kula, sól do kąpieli... -...myślałam, że ciastka... 
Także prostuję - na zdjęciach nie widzicie ciastek, to kilka mydeł - m.in. kawa z cynamonem, róża, mydło z pyłkiem pszczelim, różana kula, kwiatowa sól do kąpieli i ręcznie robiona rękawica  do masażu i peelingu ciała. O wszystkim napiszę w osobnej notce, dzisiaj chcę nakarmić Wasze oczy i skierować je na markę ajeden, smacznego! 






Czytaj dalej »

wtorek, 28 marca 2017

Braun Face 831 Premium Edition - czy warto kupować produkty 2 w 1?

Były takie okresy w moim życiu, kiedy używałam szczoteczki do twarzy niemalże codziennie albo nawet dwa razy dziennie. Niekoniecznie dobrze wpływało to na moją wrażliwą skórę, skłonną do pękania naczynek. Oczywiście uczucie czystości było fantastyczne, ale po dłuższej obserwacji doszłam do wniosku, że nie potrzebuję aż tak częstego stosowania. Dziś korzystam ze szczoteczki raz na jakiś czas, często np. w weekend przy nieco bardziej rozbudowanej pielęgnacji, przed nałożeniem całonocnej maseczki. 
Bardzo chętnie zgodziłam się na przetestowanie urządzenia marki Braun, łączącego szczoteczkę do oczyszczania twarzy z depilatorem do najdelikatniejszych miejsc na buzi.
Braun Face 831 Premium Edition to pierwsze tego typu urządzenie. W zestawie ze szczoteczką i depilatorem otrzymujemy kosmetyczkę i podświetlane lusterko, które pomaga w precyzji np. usuwania włosków, choć mogłoby być bardziej podświetlane i powiększające. 

Soniczna szczoteczka do twarzy

Oczyść głęboko pory swojej skóry szczoteczką do twarzy. W delikatny sposób przywróć czystość i blask skórze twarzy poprzez usunięcie makijażu i zanieczyszczeń 6x skuteczniej niż metodą ręczną. Braun Face nie tylko przywraca blask i promienność skórze Twojej twarzy. Wspomaga również działanie kremów i preparatów nawilżających.

Setki mikrooscylacji wygładzają i zapewniają peeling
Setki mikrooscylacji wygładzają i zapewniają peeling

Dzięki setkom mikrodrgań, szczoteczka do czyszczenia Braun Face działa 6x bardziej efektywnie niż ręczne przybory, a dodatkowo zapewnia delikatny peeling i wygładzanie skóry.
Jako szczoteczka urządzenie spisuje się bardzo dobrze. Tak jak wspomniałam, używam go 1-2 x w tygodniu, żeby wspomóc działanie kremu czy maski. Do moich potrzeb jest idealne. Buzia jest bardzo ładnie oczyszczona i faktycznie tego uczucia i efektu nie da się osiągnąć myciem ręcznym. 


Wąska głowica depilatora zapewnia najwyższą precyzję

Smukła, kompaktowa konstrukcja Braun Face sprawia, że można go używać jak tuszu do rzęs, co zapewnia absolutną kontrolę i precyzję. Usuwa włoski razem z cebulkami, pozostawiając skórę gładką do 4 tygodni.

10 mikrootworów wychwytuje nawet najkrótsze włoski (0,02 mm)
10 mikrootworów wychwytuje nawet najkrótsze włoski (0,02 mm)

Działa tak delikatnie, że osiągasz rezultat, zanim się obejrzysz. Ekstrasmukła głowica ma 10 mikrootworów, które delikatnie wychwytują nawet najdrobniejsze włoski o długości 0,02 mm.

Szybszy efekt niż w przypadku metod tradycyjnych (np. ręcznie przy użyciu pęsety)

Braun Face usuwa włoski razem z cebulkami, pozostawiając skórę gładką do 4 tygodni. Urządzenie wykonuje do 200 depilujących ruchów na sekundę, działając znacznie szybciej i dokładniej niż ręczna pęseta.
Z depilatorem bardzo się polubiłam, wydaje mi się nawet, że jest cichym faworytem tego zestawu. Największa zaleta jest taka, że depilator bardzo dobrze chwyta nawet najkrótsze włoski. Dzięki temu depilacja jest skuteczna nawet w trudno dostępnych miejscach i przy włoskach nierównej długości. Kolejna i moim zdaniem kluczowa kwestia jest taka, że depilator naprawdę nie podrażnia mocno skóry. Skórę mam bardzo wrażliwą i nie obce jej uczucie pieczenia i czerwone plamy, szczególnie po depilacji. W przypadku urządzenia Braun skóra staje się lekko zarumieniona, nie mam jednak na buzi syndromu pawiana :). Depilator jest idealny do upierdliwego wąsika, nieznośnego meszka-morelki czy pojedynczych, niezidentyfikowanych włosków. Do brwi przyznaję się bez bicia go nie próbowałam. Jestem za mało odważna i boję się, że jeden fałszywy ruch ręki i pozostanę bez ramy oka. 
Podsumowując, Braun Face 831 Premium Edition to bardzo udany produkt 2 w 1, do którego chętnie wracam przy dwóch różnych czynnościach a to świetna ekonomia i duża oszczędność miejsca, także w podróży. Fajnymi atutami-gadżetami jest lusterko i kosmetyczka. Nie ma w tym zestawie rzeczy zbędnych, co często zdarza się przy tego typu produktach. 


Po informacje o produktach marki Braun, m.in o tym z dzisiejszego posta zapraszam Was TU (klik)


*Wpis powstał we współpracy z marką Braun.
Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

Alba 1913 - Healthy is beautiful!

Jeszcze jakiś czas temu całe swoje kosmetyczne zakupy robiłam w sieciowej drogerii. Szampony, odżywki, kosmetyki do twarzy i ciała i dla dzieci. Wszystko zmieniło się, kiedy zaczęłam być bardziej świadoma zawartości i składów kupowanych butelek. Nie jestem oczywiście żadnym specem, ale nie trudno dziś o wartościowe i uzmysławiające wiele rzeczy artykuły, blogi czy profile. Systematycznie, dosyć powoli przerzucałam się na bardziej świadome zakupy, głównie w sieci. Oczywiście, w dalszym ciągu zdarza mi się kupić pojedynczy produkt w niedalekiej drogerii, ale szczerze powiedziawszy nie lubię tego.  Dzięki tym zmianom moja kosmetyczka jest mniejsza, bardziej wartościowa i nie zalewają jej produkty przypadkowe, kupowane pod wpływem impulsu czy opakowania.
Na przeciw takim osobom jak ja wychodzą polskie marki, jest ich coraz więcej i produkują naprawdę dobre, naturalne kosmetyki o fantastycznych składach. Wpisów z takimi markami pojawiło się w ostatnim czasie wiele, wszystkie opisywane kosmetyki zachwalałam i bardzo Wam polecałam. Dziś nie będzie inaczej, choć nie jest to marka nowa a sięgająca historią 1913 roku! Uwierzycie? 


Mieczysław Rychlicki jako młody chemik po studiach w Berlinie w poznańskim laboratorium Stanisława Bukowieckiego buduje podstawy firmy farmaceutycznej, którą w latach 30. XX wieku odkupuje od rodziny nieżyjącego już założyciela. Nadaje firmie nazwę Alba i szybko doprowadza do jej rozkwitu w okresie międzywojennym. Mimo wojny i komunistycznego wywłaszczenia udaje mu się ocalić receptury leków i kosmetyków.




Niemniej ciekawa od historii jest filozofia marki. Zdrowie jest piękne to zdanie najlepiej opisujące Alba 1913. Dobra kondycja naturalnie wiąże się ze świetnym wyglądem i harmonią ducha. Jesteś zdrowy, więc jesteś piękny.
Chcemy poprawiać jakość życia poprzez doskonalenie jakości produktów. Ceniąc współzależność ciała i ducha, myślimy o organizmie jako całości, a o skórze - jak o organie. Robimy wszystko by kosmetyki Alby pozwalały utrzymać ciało i ducha w zdrowiu i poprzez to dawały poczucie piękna i równowagi. Dzięki naturalnym składnikom wysokiej jakości dbamy o ciało, a dzięki dodatkowym aromaterapeutycznym właściwościom olejków eterycznych dyskretnie i przyjemnie stymulujemy też ducha. Stosowanie Alby®1913 jest świadomą troską i przyjemnością, które wydobywają wewnętrzny blask.
Marka Alba 1913 znajduje się niemalże za rogiem a ja nie miałam o niej pojęcia. Wielka strata, dlatego dziś spieszę do Was z wpisem, bo być może nie zna jej także wiele z Was, a uwierzcie mi- warto zwrócić na nią uwagę! 
Miałam ogromną przyjemność wypróbować dwa produkty z nowej linii FACE (na którą skłąda się 7 kosmetyków) - Metropolitan Skin Guard Lotion i Metropolitan Skin Guard Concentrate

Miejski osłonowy koncentrat to beztłuszczowe serum nasycone aktywnymi substancjami nawilżającymi, ochronnymi i rozjaśniającymi. Powoduje miękkość, gładkość i promienność cery. Skoncentrowane na uodpornianiu skóry na czynniki bezpośredniego (smog, metale ciężkie, pyłki, suche powietrze) i pośredniego (stres oksydacyjny, starzenie się skóry) ryzyka funkcjonowania w miejskiej rzeczywistości. Stosuję 4-5 kropli na oczyszczoną, stonizowaną skórę, głównie wieczorem. Można mieszać go z kremem lub stosować przed. Rozprowadzam na twarzy, podbródku i szyi delikatnie przyciskam palcami tak, jakbym chciała wtłoczyć kosmetyk do głębokich warstw skóry. Można stosować MSG Concentrate zamiast kremu pod oczy, spisuje się w tej roli również bardzo dobrze! 

Miejski osłonowy lotion to po prostu lekki krem. Idealny rano, pod makijaż jak i wieczorem w duecie z koncentratem. Oba kosmetyki tworzą na twarzy taki wyczuwalny (ale nie przeszkadzający!) film, zbroję przed przed zanieczyszczeniami środowiska zewnętrznego i utratą wilgoci. Kompozycja naturalnych ekstraktów z korzenia rabarbaru, pietruszki i liści szczawiowych pomaga zmniejszyć widoczność drobnych zmarszczek, zaczerwienień i wyrównuje koloryt skóry. Oba produkty pachną przyjemnie, rześko i bardzo naturalnie. 
Kosmetyków można używać w dowolnym momencie dnia i dowolnej ilości, indywidualnie oceniając czego potrzebuje nasza skóra i na jak długie zabiegi możemy sobie w danej chwili pozwolić. Nie zawsze na przykład rano mamy czas na pielęgnację wielostopniową. Bardzo lubię fakt, że kosmetyki te mogę miksować ze sobą i używać w zależności czy moja skóra potrzebuje tylko bardzo mocnego nawilżenia i osłony czy także lekkiego natłuszczenia. Bardzo mocno zacieram ręce by uzupełnić pielęgnację pod szyldem Alba 1913 o Metropolitan Skin Guard Mist czyli mgiełkę do twarzy i dekoltu, Galenic Cleansing Micellar i pH Balancing Toner. Po spotkaniu z jedynie dwoma kosmetykami już darzę markę dużym zaufaniem, ogromnie cenię jej dziedzictwo ale też podejście do skóry i pielęgnacji. 
Historię marki, asortyment i wszelkie informacje na jej temat możecie znaleźć TU. Raz jeszcze bardzo Was zachęcam do poznania tych kosmetyków. Dajcie koniecznie znać czy znacie Alba 1913 czy tak jak ja niedawno, stykacie się z nią po raz pierwszy?
Czytaj dalej »