piątek, 21 lipca 2017

Bioaktywna odżywka do paznokci | Alba®1913

Od jakiegoś czasu na moich dłoniach zobaczycie tylko krótkie paznokcie. Oczywiście, podobają mi się pomalowane, pięknie zrobione dłuższe wersje, sama jednak weszłam w fazę, w której najlepiej czuję się w paznokciach nie wychodzących poza opuszki palców. Mało tego, najczęściej są one niepomalowane. Podobają mi się w zadbanej, naturalnej wersji. Skupiam się na usunięciu niechcianych skórek, lekkim nadaniu kształtu i przede wszystkim pielęgnacji, która sprawi, że paznokcie będą zdrowe i będą ładnie błyszczeć. Przetestowałam naprawdę wiele odżywek różnych marek i oczywiście mam wśród nich swoich ulubieńców, dzisiejszy produkt to jednak całkowity unikat i na chwilę obecną mój nr 1. 



Bioaktywna odżywka do paznokci marki Alba1913 z kolagenem ma za zadanie wzmocnić paznokcie po każdym zastosowaniu. Olejki eteryczne oregano, drzewa herbacianego i słodkiej pomarańczy wspomagają ochronę przed działaniem szkodliwych czynników, stymulują widoczną odbudowę i wygładzenie płytki paznokciowej. 
Nakładam na paznokcie cienką warstwę, należy dać jej kilka minut, ponieważ nie zostawia ona warstwy jak klasyczny lakier/odżywka tylko się powoli wchłania i wysycha. Stosuję ją według zaleceń producenta 1-2 razy dziennie i efekt jest faktycznie łał. Dlaczego napisałam, że odżywka jest unikatem? Z taką formułą spotkałam się bowiem po raz pierwszy. Zostawia na paznokciach taki specyficzny film, który mi absolutnie nie przeszkadza. Ten film sprawia, że paznokcie pięknie błyszczą, przestają być widoczne wszystkie niedoskonałości jak nierówności płytki, przebarwienia, czy skórki nieznośnie wdrapujące się na paznokcie. Czuję, że kosmetyk faktycznie odżywia płytkę i po kilku dniach jej stosowania nawet mocno spracowane dłonie matki mogą wyglądać bardzo dobrze. Mimo braku jakiegoś finezyjnego manicure (na który owszem, miewam ochotę!) nie wstydzę się swoich dłoni. Zapomniałabym dodać - odżywka bardzo przyjemnie i zdrowo pachnie! Czuję w niej głównie drzewo herbaciane i oregano, woń jest ziołowa, nie chemiczna <3.



Hands & Feet No. 3 to, podsumowując, połączenie odżywki z oliwką, choć produkt nie jest tłusty i pozwala na niekłopotliwą aplikację w ciągu dnia a nie tylko wieczorem, kiedy nic już nie dotykamy i mamy chwilę dla siebie. To mnie faktycznie mobilizuje by używać jej regularnie.


Znacie ten produkt marki Alba1913? Jakich odżywek używacie? 


Czytaj dalej »

czwartek, 29 czerwca 2017

Całym sercem z kobietami - kampania społeczna Mary Kay.

Bardzo niedawno w moje ręce trafiły dwa wyjątkowe serca, kosmetyki będące symbolem pewnej pięknej, kobiecej kampanii społecznej do której dołączam bez zastanowienia. Jest o na dla mnie bardzo istotna, ponieważ kilku ważnych kobiet w moim życiu już nie ma, a te, które w nim są, kocham ponad życie. Przez wiele lat razem z siostrą walczyłyśmy o zdrowie i nieraz życie mamy, doskonale wiem jak ważne jest rozpoznawanie pewnych oznak, symptomów i tym samym czas, który możemy zyskać. Napisałam walczyłyśmy, ponieważ  mama (odpukać!) czuję się od dłuższego czasu lepiej i wszystkie śpimy w końcu spokojnie. Nie oznacza to jednak, że nie jesteśmy czujne. Już chyba zawsze będziemy lekko przeczulone, nie tylko w kontekście mamy ale też innych kobiet z naszego otoczenia. 



Całym sercem z kobietami to kampania społeczna propagująca wiedzę na temat objawów zawału serca u kobiet. Choroby serca w większym stopniu dotyczą kobiet niż mężczyzn i są niestety najczęstszą przyczyną ich śmierci. Na choroby wieńcowo-naczyniowe umiera około 250 kobiet dziennie, a przyczyną 30% tych zgonów są zawały serca. Odsyłam Was na stronę sercemzkobietami.pl, gdzie przede wszystkim obejrzycie przepiękny spot reklamowy tej akcji, który za każdym razem wzrusza mnie do łez, bo widzę na nim siebie i Julkę. 
Dowiecie się dużo więcej o kampanii, o tym jak dbać o serce i jak rozpoznać objawy zawału serca u kobiet, które wcale nie są takie oczywiste. Nie chcę beznamiętnie przekopiowywać całości materiału ze tej strony, a lepiej na pewno tego nie napiszę, dlatego zawitajcie tam koniecznie! 

Jak wesprzeć akcję? Przede wszystkim trzeba dzielić się wiedzą! Można udostępnić spot reklamowy, listę najczęstszych objawów zawału serca lub adres strony sercemzkobietami.pl. Opcji jest wiele. Można także kupić wypikany róż do policzków Mary Kay®. Część dochodu ze sprzedaży wspiera
działania Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. Prof. Zbigniewa Religi. Od lat misją Fundacji jest ratowanie ludzkiego życia, gdy zagrożone jest serce. Aktualnie Fundacja prowadzi badania nad nowoczesnymi metodami leczenia chorób serca. 
Nie zastanawiajcie się, jeśli macie za rogiem urodziny przyjaciółki, mamy, wieczór panieński czy jakąkolwiek kobiecą imprezę, nie ma lepszego prezentu. Róże są przepiękne a inicjatywa cudownie splata przyjemne z pożytecznym. 



Jestem #calymsercemzkobietami i na znak tego mam dla Was trzy komplety tych przepięknych róży, po szczegóły zapraszam na profil bloga na FB! Lada moment pojawi się tam specjalna akcja <3



Czytaj dalej »

wtorek, 27 czerwca 2017

DR. IRENA ERIS INSTITUTE SOLUTIONS LIFTING

Black Mud Detoxifying Mask & Golden Algae Lifting Mask to nowość, która trafiła w moje ręce całkiem niedawno. Jeśli chodzi o maski, wciąż mam straszne tyły - może nie uwierzycie ale nie próbowałam jeszcze osławionych masek w płachcie, do testowania duetu od Dr. Ireny Eris zabrałam się natomiast od razu. 



Zabieg składa się z dwóch etapów i potrzebujemy do jego wykonania około 30 minut, co daje nam okazję do zrobienia sobie domowego SPA. 



Pierwszy element skutecznego zabiegu rewitalizującego skórę to głębokie oczyszczenie skóry. Wykonujemy go przy wykorzystaniu maski na bazie czarnej, naturalnej brazylijskiej glinki. Maska ma za zadanie eliminować wszelkie zanieczyszczenia, dotleniać i ujędrniać skórę, poprawia ć mikrokrążenie, co może być odczuwalne w postaci delikatnego mrowienia skóry.

Druga część zabiegu to użycie odżywczej maski liftingującej ze złotą algą. Połączenie złotej algi z peptydem, o unikalnej sekwencji aminokwasów ma zapewnić skuteczne działanie przeciwzmarszczkowe dzięki ochronie włókien podporowych skóry oraz zwiększyć produkcję kolagenu. Starannie dobrany kompleks olejków i wosków, połączonych z kwasem hialuronowym, ma zagwarantować nawilżenie, nadać skórze gładkość i miękkość.




W opakowaniu jest 6 tubek, z czego każda wystarcza na 2-3 zabiegi. Cały zestaw starczy nam więc na około 9 tygodni, w zależności od tego jak często będziemy go stosowały.  

Ja jestem po kilku użyciach i co mogę powiedzieć? Czarna maska to faktycznie produkt bardzo dobrze oczyszczający. Skóra po jej użyciu jest odczuwalnie oczyszczona, gładka, nie czuję, żeby była napięta ale kolejny krok rytuału (złota maska) jest jej na pewno potrzebny. Kosmetyk pachnie zdecydowanie, męsko, jest gęsty i kremowy a jego aplikacja nie sprawia żadnych problemów. Zmywanie lubię zdecydowanie mniej, ale to jak w przypadku każdej maski tego typu. Trzeba się uporać i już. 

Złota maska rewitalizująca to kosmetyk, który po nałożeniu jest od razu, choć stopniowo wchłaniany przez naszą skórę. Po upływie 15 minut, które mamy spędzić z maseczką, praktycznie nie ma już co wklepywać. Na buzi niewiele jest nadmiaru, który należy opuszkami palców rozprowadzić po skórze. Bardzo podoba mi się efekt po użyciu tego duetu. Skóra finalnie jest nawilżona, bardzo miękka  i aksamitna ale jednocześnie napięta. 


Jeśli szukacie dobrego oczyszczenia, uczucia gładkości i rozświetlenia, to jest pozycja dla Was. Zdecydowanie warto spróbować. Myślę, że takie opakowanie można śmiało kupić np. z mamą, siostrą, przyjaciółką na próbę i podzielić się tubkami. 


Jakie maseczki robicie najczęściej? Spotkałyście się już z  Dr. Irena Eris Institute Solutions Lifting?
Czytaj dalej »

czwartek, 22 czerwca 2017

ELIKSIR PIĘKNOŚCI - EISENBERG Elixir de Jeunesse

Po małej przerwie od wpisów wracam z moim kosmetycznym wow, produktem, bez którego nie wyobrażam sobie dalszej egzystencji. Wiem, mocne słowa, przeczytajcie więc do końca, dlaczego tak bardzo polubiłam Elixir de Jeunesse marki Eisenberg.


Ten rozświetlający żel liftingujący ma za zadanie usuwać oznaki zmęczenia, zapewnić natychmiastowy efekt regeneracji i napięcia skóry. Przez m.in. powyższe obietnice, miałam naprawdę wysokie oczekiwania wobec tego kosmetyku, a że przy dwójce dzieci często jestem zmęczona i niewyspana, nie czekałam zbyt długo by go sprawdzić. 

Eliksir ma formułę delikatnego żelu, którą w okresie letnim bardzo lubię. Błyskawicznie się wchłania, nie tworząc lepkiej, niekomfortowej warstwy. Kosmetyk jest bardzo wydajny, do pokrycia całej buzi wystarczają 2-3 pompki i tutaj muszę wspomnieć o zgrabnej buteleczce z pompką airless, która w bardzo wygodny sposób pozwala aplikować kosmetyk i zużyć go do końca. 
Zanim przejdę do działania, muszę, absolutnie muszę wspomnieć o przepięknym zapachu eliksiru Eisenberg, a to dlatego, ze jest to marka, której wonie są jednymi z moich ulubionych. Każda linia ma swój charakterystyczny zapach, Elixir de Jeunesse pachnie ekskluzywnie, zmysłowo, wakacyjnie.  
Żelu używam głównie na dzień, chyba, że planuję wieczorne wyjście. Nakładam go na krem lub solo. Można go także mieszać z podkładem, jest więc to kosmetyk bardzo uniwersalny i możemy go stosować według własnych potrzeb i jak tylko wyobraźnia nam podpowiada. Od razu po aplikacji widać, że cera traci zmęczony wygląd, jest ożywiona, ma ładniejszy kolor, a maleńkie drobinki odbijające światło pięknie ją rozświetlają. Na buzi mamy taki zdrowy, naturalny glow, który bardzo często tak mi się podoba, że pozostaję bez makijażu. Pod makijażem kosmetyk także doskonale się spisuje, podkład bardzo dobrze z nim współgra (nie warzy się, nie roluje) i na pewno dłużej na nim pozostaje. 


Produkt nie jest tani, jeśli jednak szukacie kosmetyku, który w ekspresowym tempie napnie skórę twarzy, odświeży ją i doda blasku, Elixir de Jeunesse jest wart każdej ceny. Dla mnie to brat Sublime Tan Olejek do Twarzy i Ciała SPF 6 tej samej marki. Oba produkty sprawiają, że natychmiastowo moja skóra wygląda lepiej i młodziej, w dodatku w towarzystwie pięknego zapachu. 


Miałyście okazję używać eliksiru młodości marki Eisenberg? <3  Dajcie znać! 

Czytaj dalej »

piątek, 26 maja 2017

Happy Mother's Day!

Dziś wiele z Was napisze na swoich blogach czy IG piękne, szczere litery z okazji Dnia Mamy. Nie będę nawet próbowała z nimi konkurować dodając długie akapity. Ciężko ująć słowami czym jest dla nas macierzyństwo, oddać w pełni jego znaczenie. 

Ja często bywam zmęczona, sfrustrowana gdy nie mogę poradzić sobie z pewnymi zachowaniami dzieciaków. Biegam po domu z wypiekami na polikach, robiąc wszystko. Na szybko obcinam paznokcie Kaziowi by nie podrapał kolegów w żłobku, misternie plotę warkocz Julce, bo dziś, właśnie dziś tak bardzo chce go mieć na głowie. Pierdoła do pierdoły i wydaje mi się, że mam na głowie cały świat. Ale kim byłabym, gdyby nie Mamą? No kim? Może obejrzałabym więcej seriali, przespała więcej godzin, lico byłoby bardziej świeże, powieki wypoczęte. Nie biegałabym wiecznie w boyfriendach i kikucie na czubku głowy, nie męczyły by mnie wyrzuty sumienia, że znów wyszłam do ludzi bez makijażu. Może mogłabym wydać większą część wypłaty na kolejne buty i torebki. No i co z tego? Bycie mamą dało mi o wiele więcej niż straciłam. Otrzymałam ogrom siły, odwagi, poznałam siebie dużo lepiej niż przez wszystkie poprzednie lata. Wiem czego chce i na czym mi w życiu zależy. Mam dwa największe motywatory pod słońcem. Także pewnie, śnię nocami o beztroskich tańcach z drinkiem do godzin porannych, ale budzę się z tego snu i dobrze mi tu gdzie jestem. Po imprezie jest kac i dwie doby wyjęte z życia, ze snu o imprezie porywają mnie moje dzieci i smażymy razem pancakes na śniadanie. Kocham bycie mamą i nie wyobrażam sobie nią nie być. Dziś jest nasz dzień, Mamy! Spędźcie go najpiękniej jak potraficie! <3





Naszyjnik (klik)  pochodzi z bardzo niepozornego sklepu Happiness Boutique w którym jakiś czas temu zrobiłam sobie spontaniczny upominek. Więcej naszyjników - TU (klik) 

Jeśli macie ochotę, na hasło agathalover otrzymacie 10% zniżki za zamówienia powyżej 19 EUR. Kod obowiązywać będzie do 26.06.2017 r.

Czytaj dalej »

poniedziałek, 22 maja 2017

Dr Irena Eris SPA Resort Fiji

O tym jak człowiek bardzo potrzebuje wakacji przekonuję się zawsze na przełomie kwietnia i maja. Moje myśli nie zważając na okoliczności krążą wyłączenie wokół wspomnień wakacji ostatnich lat a także wyobrażeń kolejnych wypraw.  Te wizje z wyobraźni też potrafią cieszyć i tego staram się trzymać...






Wstyd przyznać, ale chyba jeszcze nigdy nie miałam okazji stosować kosmetyków z serii Spa Resort od Dr Ireny Eris, mimo, że markę znam dosyć dobrze. Bardzo często spotykałam na blogach i nie tylko linię Mauritius czy Tahiti i po lekturze bardzo pozytywnych recenzji, niemalże czułam zapach tych kosmetyków. W końcu w moje ręce trafiła najnowsza seria, o nazwie wyjątkowego państwa składającego się z setek wysp i wysepek - Fiji i przekonałam się na czym polega fenomen Spa Resort. Skład wygładzającego peelingu do ciała i odżywczego balsamu - nektaru oparty jest na ekstakcie z królowej kwiatów czyli Strelicji Królewskiej, znanej głównie z właściwości nawilżających oraz antyoksydacyjnych.




Nie będę jednak skupiała się aż tak bardzo na właściwościach tych kosmetyków, choć uważam, że sprawują się bardzo dobrze i absolutnie niczego im nie brakuje. Sednem jest jednak zapach, aromat, konsystencja, cała oprawa, która sprawia, że tych kosmetyków po prostu  chce się używać. Peeling jest dla mnie idealnie ostry. Zdziera ale nie rani, nie są to nic nie wnoszące drobinki. Pozostawia skórę gładką, miękką i o niesamowitym aromacie. Odżywczy balsam-nektar to z kolei zapachowa bomba. Zostanie z nami do kolejnego dnia - zarówno zapach jak i cudowna sprężystość skóry. Spa Resort Fiji absolutnie kojarzy mi się z ukochanymi perfumami Chloe. Nie jest to tylko moje spostrzeżenie, więc jeśli jesteście fankami tej woni, tym bardziej polecam zainteresować się tą dwójką. Wygładzający peeling do ciała i odżywczy balsam-nektar to jest faktycznie kosmetyczne SPA, z którym chcemy zamknąć się w łazience. Bardzo lubię produkty, które mobilizują do poświęcenia sobie paru chwil. Drobne przyjemności mogą uratować najbardziej nieudany dzień i nastrój, także do zobaczenia na Fiji! Bez dzieci :).
Kosmetyki z linii SPA Resort Fiji są dostępne w perfumeriach Douglas oraz on-line. 




Znacie serię SPA Resort Dr Irena Eris? Jaka inna linia godna jest uwagi? Mauritius, Tahiti? Dajcie znać!
Czytaj dalej »

wtorek, 16 maja 2017

Ulubieńcy kwietnia/maja.

Dziś będzie krótko i na temat. O kosmetykach z dzisiejszego wpisu wspominałam we wcześniejszych, szczegółowych postach, dziś ulubieńcy a więc forma pigułka :). 
Wymieniane produkty towarzyszą mi na co dzień i są w swoich kategoriach zdecydowanie top. Ciekawostką niech będzie fakt, że wszystkie są rodzimej produkcji.



Snail Your Skin to mój jedyny ślimaczy produkt - jedyny i wystarczający. Robi naprawdę dużo i naprawdę dobrze mojej cerze. Polska marka One Ingredient wypuściła na rynek kosmetyk minimalistyczny - zaczynać na opakowaniu, kończąc na składzie, oferujący jednak cały wachlarz właściwości. Bardzo lubię stosować go na dzień, pod makijaż. Pozostawia skórę świeżą, lekko matową, makijaż bardzo dobrze się na nim trzyma. Skóra już po nałożeniu kremu wygląda dużo lepiej. Jest duży, bardzo wydajny, ma higieniczne i eleganckie opakowanie. U-wiel-biam! 


Tonik z nanozłotem od KOI to produkt o którym pierwszy raz przeczytałam w jakimś rankingu polskich kosmetyków. I kosmetyk i marka wzbudziły wówczas moje ogromne zainteresowanie. Długo nie czekałam aby KOI i miałam nosa. Tonik z nanozłotem to jeden z moich faworytów marki. To produkt niezwykle delikatny ale skuteczny. Przywraca naturalne pH, oczyszcza, działa antybakteryjnie, łagodzi podrażnienie i odczuwalnie nawilża. Robi wszystko to czego oczekuję od toniku. 



Duet od marki Alba1913 to jest para do zadań specjalnych i to czuć od pierwszego użycia. Ta urocza niewielka dwójka niestety mi się kończy a nie wyobrażam sobie dalszej pielęgnacji bez jej obecności. Ciekawi mnie cała linia Alba Face, dlatego jestem skazana na zakupy. Kosmetyków można używać w dowolnym momencie dnia i dowolnej ilości, indywidualnie oceniając czego potrzebuje nasza skóra i na jak długie zabiegi możemy sobie w danej chwili pozwolić. 
Metropolitan Skin Guard Lotion i Metropolitan Skin Guard Concentrate stosuję często, głównie  wtedy, kiedy czuję, że moja skóra jest zmęczona, potrzebuje ulgi, bardziej intensywnej pielęgnacji. Zazwyczaj jest to pielęgnacja na noc. 



Listę ulubieńców zamyka kultowy mus od MDM. Nie sądziłam, że tak polubię się z produktem o aromacie ziołowym, a jednak. To jak już kiedyś wspomniałam - kosmetyk - lek. Świetnie nadaje się do miejsc na ciele wymagających szczególnej troski - przesuszone dłonie, łokcie, wszelakie podrażnienia skóry. To produkt o lekkiej konsystencji ale dużej gęstości i zawartości składników odżywczych, a więc bardzo bardzo wydajny. 



Znacie któryś z kosmetyków? Jacy są Wasi faworyci ostatnich miesięcy? Podzielcie się koniecznie! 

Czytaj dalej »

wtorek, 9 maja 2017

Dr Irena Eris - REAL MATT LIPSTICK czy BRIGHT LIPSTICK?

Co my, kobiety zrobiłybyśmy bez pomadek? Biorąc pod uwagę ich ilości z szufladach, torebkach, zapasowych kosmetyczkach i różnych innych miejscach, stwierdzam - niewiele. Doczekałyśmy się czasów dziesiątek wykończeń, setek odcieni, dlatego śmiem twierdzić, że jesteśmy w pełni usprawiedliwione próbując wciąż nowych marek i kolorów. Pomadka w wymarzonym odcieniu powoduje szybsze bicie serca i już! Nie widzę sensu z tym walczyć.


Dziś chciałabym pokazać Wam nową markę w moim pomadkowym świecie - Dr Irena Eris - Provoke. W moje ręce trafiły dwa rodzaje wykończenia - REAL MATT LIPSTICK Pomadka matująca oraz BRIGHT LIPSTICK Pomadka nabłyszczająca. Z wykończeniem Bright posiadam 4 odcienie - Darling Pink, Evocative Nude, Harsh Fuchsia, Red Rebel i  jest to wersja lekka, kremowa, z zawartością subtelnych drobinek rozświetlających dla zapewnienia krystalicznego koloru oraz efektu błyszczących, mokrych ust. Dzięki pielęgnacyjnej formule usta zyskują natychmiastowe uczucie jedwabistej miękkości, komfortu i nawilżenia. Witamina E chroni je i przeciwdziała starzeniu. Usta są niezwykle kremowe, błyszczące i bardzo ładnie pokryte kolorem. Na stronie krycie opisane jest jako lekkie, ja przyznam szczerze bardzo pozytywnie zaskoczyłam się pigmentacją tej wersji!




W wersji Real Matt posiadam jednego rodzynka. To pomadka matująca z wysoką koncentracją pigmentów dla zapewnienia głębokich, trwałych odcieni, które utrzymują się przez min.5 godzin. Formuła odporna na ścieranie i rozmazywanie bez wysuszania ust. Duża zawartość składników odżywczych i nawilżających zapewnia ustom właściwą pielęgnację i ochronę. Ta wersja pomadek jest przeze mnie dużo rzadziej używana ze względu na tendencję do wysuszania ust. Tutaj Real Matt Lipstick muszę jednak wyróżnić. Uzyskujemy na ustach mat, jednak nie jest on tępy, nie daje uczucia dyskomfortu. Usta mimo wszystko są odżywione, nawilżone i pozbawione tego charakterystycznego, drażniącego uczucia matu. Jestem w dużym szoku, ponieważ przez doświadczenia z innymi markami wyleczyłam się trochę z matowych pomadek i w ostatnim czasie z wielką chęcią i podkulonym ogonem wracałam do wersji tłustych. Tutaj duży plus dla mojej Serene Nude.  




Ze wszystkich odcieni, najlepiej czuję się w Evocative Nude i matowej Serene Nude. Taki ze mnie nudny nudziak. Po raz kolejny przekonałam się, że nie do twarzy mi w fuksji, czuję się jak klaun. To odcień moim zdaniem zdecydowanie dla brunetek. Jeśli ma być mocniej to zdecydowanie w odcieniach czerwieni i tutaj Red Rebel sprawdza się doskonale.
Obie wersje pomadki świetnie się noszą i jestem nimi bardzo pozytywnie zaskoczona.  Myślę teraz intensywnie o matowej, płynnej wersji pomadki w płynie - Liquid Matt Lip Tint. Jeśli ją sprawdzę, na pewno dam znać! Miałyście do czynienia z pomadkami Dr Irena Eris? Dajcie koniecznie znać jak Wasze wrażenia!




Czytaj dalej »