czwartek, 30 marca 2017

IOSSI Peeling do ciała energetyzująca Mandarynka i Pomarańcza.

Świat peelingów jest ostatnio dla mnie bardzo łaskawy. Najpierw totalnie rozkochała mnie w sobie śliwka od MDM, teraz czas na Mandarynkę & Pomarańczę od IOSSI. To aromatyczny peeling cukrowy z olejkami cytrusowymi, który doskonale złuszcza martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i wygładza skórę pozostawiając ją nawilżoną i elastyczną. Odżywiona nim skóra odzyskuje swój blask i pozostaje na długo gładka i subtelnie pachnąca. Zawarte w nim organiczne masło shea głęboko odżywia i przywraca elastyczność skórze natomiast olejki ze słodkiej pomarańczy, cytryny, grejpfruta i mandarynki nie tylko energetyzują ale także zapobiegają powstawaniu cellulitu i chronią przed rozstępami.



Wspomniana dwójka to stała ekipa mojej łazienkowej szafki. Nie wyobrażam sobie nie mieć któregoś z tych produktów na stanie. Mandarynka & Pomarańcza to jest obowiązkowy punkt programu przed jakimkolwiek wyjściem, randką, idealna by w ekspresowym tempie poprawić jakość skóry. Robi taką robotę jakiej nie zrobi według mnie żaden balsam. Uczucie na skórze jest nie do podrobienia. Jest piękna, gładka, odżywiona. Dla mnie to plus 100 do pewności siebie. Z jednej strony uwielbiam ten czas, kiedy zamykam się w łazience na małe SPA i robiłabym to codziennie, z drugiej załącza mi się lisek chytrusek, który panicznie boi się, że peeling może się skończyć, choć jest niesamowicie wydajny. Jest to produkt całkowicie uzależniający. No i ten zapach! Kolejne plus 100, tym razem do energii. 




Czy potrzebne jest bym napisała coś jeszcze? :) Znacie Mandarynkę & Pomarańczę od IOSSI? Jakie są Wasze ulubione peelingi?
Czytaj dalej »

środa, 29 marca 2017

ajeden - rodzinna manufaktura, która podbije Wasze serca!

Bardzo cieszę się, że w ostatnim czasie udało mi się dokopać do bardzo ciekawych, wartościowych i nieznanych mi dotąd marek. Jedną z nich jest marka o przesympatycznie brzmiącej i swojskiej nazwie ajeden. Kiedy na ich stronie przeczytałam zakładkę o mnie, od razu pomyślałam o moim drugim domu w środku Puszczy Noteckiej. Dlaczego? Przeczytajcie sami:

Czy znacie takie miejsce, gdzie czas płynie wolniej? Gdzie jest problem ze znalezieniem zasięgu w telefonie, gdzie nie potrzebny jest budzik, bo o wstaniu nowego dnia przypomina kogut. To właśnie tutaj na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego znajduje się mała, rodzinna manufaktura mydła i miodu. Po długim czasie powróciliśmy do tego co lubimy robić i co sprawia nam ogromną przyjemność. Założyliśmy małe gospodarstwo, w którym to właśnie czas płynie wolniej, pszczoły zbierają nektar i pyłek z kwiatów, a kozy szukają nieustannie czegoś do zjedzenia:). To właśnie tutaj w maleńkiej pracowni w ciszy i spokoju leżakują nasze mydła czekając na Was. Naszym celem było stworzenie takiego miejsca, w którym nie bylibyśmy uzależnieni od tego co daje nam szeroko rozumiany przemysł.  Chcieliśmy w 100% wykorzystać to co daje na natura, otaczająca nas przyroda. Warzywa z przydomowego  ogródka , zioła zbierane na pobliskich łąkach, miód z własnej pasieki, świeże kozie mleko o poranku – chyba nam się to udało – tym wszystkim chcielibyśmy podzielić się  z Państwem.



Mam ogromną słabość do marek z taką historią, marek kameralnych i niezwykle prawdziwych. Ajeden oprócz tej historii doskonale dopieszcza zmysły. W swoich paczkach oprócz produktów (które same w sobie są przepiękne i cudownie pachną) i łąki, zamykają też serca. Nie wiem dokładnie ile, ale jedno na pewno! 




Przytoczę Wam wczorajszy dialog z mamą, który doskonale zobrazuje zawartość przesyłki. Wysyłam mamie zdjęcia z dzisiejszego wpisu a ona pyta - Agatko to jest piękne ale co to jest? - Kosmetyki - odpowiadam - naturalne mydła, kula, sól do kąpieli... -...myślałam, że ciastka... 
Także prostuję - na zdjęciach nie widzicie ciastek, to kilka mydeł - m.in. kawa z cynamonem, róża, mydło z pyłkiem pszczelim, różana kula, kwiatowa sól do kąpieli i ręcznie robiona rękawica  do masażu i peelingu ciała. O wszystkim napiszę w osobnej notce, dzisiaj chcę nakarmić Wasze oczy i skierować je na markę ajeden, smacznego! 






Czytaj dalej »

wtorek, 28 marca 2017

Braun Face 831 Premium Edition - czy warto kupować produkty 2 w 1?

Były takie okresy w moim życiu, kiedy używałam szczoteczki do twarzy niemalże codziennie albo nawet dwa razy dziennie. Niekoniecznie dobrze wpływało to na moją wrażliwą skórę, skłonną do pękania naczynek. Oczywiście uczucie czystości było fantastyczne, ale po dłuższej obserwacji doszłam do wniosku, że nie potrzebuję aż tak częstego stosowania. Dziś korzystam ze szczoteczki raz na jakiś czas, często np. w weekend przy nieco bardziej rozbudowanej pielęgnacji, przed nałożeniem całonocnej maseczki. 
Bardzo chętnie zgodziłam się na przetestowanie urządzenia marki Braun, łączącego szczoteczkę do oczyszczania twarzy z depilatorem do najdelikatniejszych miejsc na buzi.
Braun Face 831 Premium Edition to pierwsze tego typu urządzenie. W zestawie ze szczoteczką i depilatorem otrzymujemy kosmetyczkę i podświetlane lusterko, które pomaga w precyzji np. usuwania włosków, choć mogłoby być bardziej podświetlane i powiększające. 

Soniczna szczoteczka do twarzy

Oczyść głęboko pory swojej skóry szczoteczką do twarzy. W delikatny sposób przywróć czystość i blask skórze twarzy poprzez usunięcie makijażu i zanieczyszczeń 6x skuteczniej niż metodą ręczną. Braun Face nie tylko przywraca blask i promienność skórze Twojej twarzy. Wspomaga również działanie kremów i preparatów nawilżających.

Setki mikrooscylacji wygładzają i zapewniają peeling
Setki mikrooscylacji wygładzają i zapewniają peeling

Dzięki setkom mikrodrgań, szczoteczka do czyszczenia Braun Face działa 6x bardziej efektywnie niż ręczne przybory, a dodatkowo zapewnia delikatny peeling i wygładzanie skóry.
Jako szczoteczka urządzenie spisuje się bardzo dobrze. Tak jak wspomniałam, używam go 1-2 x w tygodniu, żeby wspomóc działanie kremu czy maski. Do moich potrzeb jest idealne. Buzia jest bardzo ładnie oczyszczona i faktycznie tego uczucia i efektu nie da się osiągnąć myciem ręcznym. 


Wąska głowica depilatora zapewnia najwyższą precyzję

Smukła, kompaktowa konstrukcja Braun Face sprawia, że można go używać jak tuszu do rzęs, co zapewnia absolutną kontrolę i precyzję. Usuwa włoski razem z cebulkami, pozostawiając skórę gładką do 4 tygodni.

10 mikrootworów wychwytuje nawet najkrótsze włoski (0,02 mm)
10 mikrootworów wychwytuje nawet najkrótsze włoski (0,02 mm)

Działa tak delikatnie, że osiągasz rezultat, zanim się obejrzysz. Ekstrasmukła głowica ma 10 mikrootworów, które delikatnie wychwytują nawet najdrobniejsze włoski o długości 0,02 mm.

Szybszy efekt niż w przypadku metod tradycyjnych (np. ręcznie przy użyciu pęsety)

Braun Face usuwa włoski razem z cebulkami, pozostawiając skórę gładką do 4 tygodni. Urządzenie wykonuje do 200 depilujących ruchów na sekundę, działając znacznie szybciej i dokładniej niż ręczna pęseta.
Z depilatorem bardzo się polubiłam, wydaje mi się nawet, że jest cichym faworytem tego zestawu. Największa zaleta jest taka, że depilator bardzo dobrze chwyta nawet najkrótsze włoski. Dzięki temu depilacja jest skuteczna nawet w trudno dostępnych miejscach i przy włoskach nierównej długości. Kolejna i moim zdaniem kluczowa kwestia jest taka, że depilator naprawdę nie podrażnia mocno skóry. Skórę mam bardzo wrażliwą i nie obce jej uczucie pieczenia i czerwone plamy, szczególnie po depilacji. W przypadku urządzenia Braun skóra staje się lekko zarumieniona, nie mam jednak na buzi syndromu pawiana :). Depilator jest idealny do upierdliwego wąsika, nieznośnego meszka-morelki czy pojedynczych, niezidentyfikowanych włosków. Do brwi przyznaję się bez bicia go nie próbowałam. Jestem za mało odważna i boję się, że jeden fałszywy ruch ręki i pozostanę bez ramy oka. 
Podsumowując, Braun Face 831 Premium Edition to bardzo udany produkt 2 w 1, do którego chętnie wracam przy dwóch różnych czynnościach a to świetna ekonomia i duża oszczędność miejsca, także w podróży. Fajnymi atutami-gadżetami jest lusterko i kosmetyczka. Nie ma w tym zestawie rzeczy zbędnych, co często zdarza się przy tego typu produktach. 


Po informacje o produktach marki Braun, m.in o tym z dzisiejszego posta zapraszam Was TU (klik)


*Wpis powstał we współpracy z marką Braun.
Czytaj dalej »

wtorek, 21 marca 2017

Alba 1913 - Healthy is beautiful!

Jeszcze jakiś czas temu całe swoje kosmetyczne zakupy robiłam w sieciowej drogerii. Szampony, odżywki, kosmetyki do twarzy i ciała i dla dzieci. Wszystko zmieniło się, kiedy zaczęłam być bardziej świadoma zawartości i składów kupowanych butelek. Nie jestem oczywiście żadnym specem, ale nie trudno dziś o wartościowe i uzmysławiające wiele rzeczy artykuły, blogi czy profile. Systematycznie, dosyć powoli przerzucałam się na bardziej świadome zakupy, głównie w sieci. Oczywiście, w dalszym ciągu zdarza mi się kupić pojedynczy produkt w niedalekiej drogerii, ale szczerze powiedziawszy nie lubię tego.  Dzięki tym zmianom moja kosmetyczka jest mniejsza, bardziej wartościowa i nie zalewają jej produkty przypadkowe, kupowane pod wpływem impulsu czy opakowania.
Na przeciw takim osobom jak ja wychodzą polskie marki, jest ich coraz więcej i produkują naprawdę dobre, naturalne kosmetyki o fantastycznych składach. Wpisów z takimi markami pojawiło się w ostatnim czasie wiele, wszystkie opisywane kosmetyki zachwalałam i bardzo Wam polecałam. Dziś nie będzie inaczej, choć nie jest to marka nowa a sięgająca historią 1913 roku! Uwierzycie? 


Mieczysław Rychlicki jako młody chemik po studiach w Berlinie w poznańskim laboratorium Stanisława Bukowieckiego buduje podstawy firmy farmaceutycznej, którą w latach 30. XX wieku odkupuje od rodziny nieżyjącego już założyciela. Nadaje firmie nazwę Alba i szybko doprowadza do jej rozkwitu w okresie międzywojennym. Mimo wojny i komunistycznego wywłaszczenia udaje mu się ocalić receptury leków i kosmetyków.




Niemniej ciekawa od historii jest filozofia marki. Zdrowie jest piękne to zdanie najlepiej opisujące Alba 1913. Dobra kondycja naturalnie wiąże się ze świetnym wyglądem i harmonią ducha. Jesteś zdrowy, więc jesteś piękny.
Chcemy poprawiać jakość życia poprzez doskonalenie jakości produktów. Ceniąc współzależność ciała i ducha, myślimy o organizmie jako całości, a o skórze - jak o organie. Robimy wszystko by kosmetyki Alby pozwalały utrzymać ciało i ducha w zdrowiu i poprzez to dawały poczucie piękna i równowagi. Dzięki naturalnym składnikom wysokiej jakości dbamy o ciało, a dzięki dodatkowym aromaterapeutycznym właściwościom olejków eterycznych dyskretnie i przyjemnie stymulujemy też ducha. Stosowanie Alby®1913 jest świadomą troską i przyjemnością, które wydobywają wewnętrzny blask.

Marka Alba 1913 znajduje się niemalże za rogiem a ja nie miałam o niej pojęcia. Wielka strata, dlatego dziś spieszę do Was z wpisem, bo być może nie zna jej także wiele z Was, a uwierzcie mi- warto zwrócić na nią uwagę! 
Miałam ogromną przyjemność wypróbować dwa produkty z nowej linii FACE (na którą skłąda się 7 kosmetyków) - Metropolitan Skin Guard Lotion i Metropolitan Skin Guard Concentrate

Miejski osłonowy koncentrat to beztłuszczowe serum nasycone aktywnymi substancjami nawilżającymi, ochronnymi i rozjaśniającymi. Powoduje miękkość, gładkość i promienność cery. Skoncentrowane na uodpornianiu skóry na czynniki bezpośredniego (smog, metale ciężkie, pyłki, suche powietrze) i pośredniego (stres oksydacyjny, starzenie się skóry) ryzyka funkcjonowania w miejskiej rzeczywistości. Stosuję 4-5 kropli na oczyszczoną, stonizowaną skórę, głównie wieczorem. Można mieszać go z kremem lub stosować przed. Rozprowadzam na twarzy, podbródku i szyi delikatnie przyciskam palcami tak, jakbym chciała wtłoczyć kosmetyk do głębokich warstw skóry. Można stosować MSG Concentrate zamiast kremu pod oczy, spisuje się w tej roli również bardzo dobrze! 

Miejski osłonowy lotion to po prostu lekki krem. Idealny rano, pod makijaż jak i wieczorem w duecie z koncentratem. Oba kosmetyki tworzą na twarzy taki wyczuwalny (ale nie przeszkadzający!) film, zbroję przed przed zanieczyszczeniami środowiska zewnętrznego i utratą wilgoci. Kompozycja naturalnych ekstraktów z korzenia rabarbaru, pietruszki i liści szczawiowych pomaga zmniejszyć widoczność drobnych zmarszczek, zaczerwienień i wyrównuje koloryt skóry. Oba produkty pachną przyjemnie, rześko i bardzo naturalnie. 

Kosmetyków można używać w dowolnym momencie dnia i dowolnej ilości, indywidualnie oceniając czego potrzebuje nasza skóra i na jak długie zabiegi możemy sobie w danej chwili pozwolić. Nie zawsze na przykład rano mamy czas na pielęgnację wielostopniową. Bardzo lubię fakt, że kosmetyki te mogę miksować ze sobą i używać w zależności czy moja skóra potrzebuje tylko bardzo mocnego nawilżenia i osłony czy także lekkiego natłuszczenia. Bardzo mocno zacieram ręce by uzupełnić pielęgnację pod szyldem Alba 1913 o Metropolitan Skin Guard Mist czyli mgiełkę do twarzy i dekoltu, Galenic Cleansing Micellar i pH Balancing Toner. Po spotkaniu z jedynie dwoma kosmetykami już darzę markę dużym zaufaniem, ogromnie cenię jej dziedzictwo ale też podejście do skóry i pielęgnacji. 

Historię marki, asortyment i wszelkie informacje na jej temat możecie znaleźć TU. Raz jeszcze bardzo Was zachęcam do poznania tych kosmetyków. Dajcie koniecznie znać czy znacie Alba 1913 czy tak jak ja niedawno, stykacie się z nią po raz pierwszy?
Czytaj dalej »

środa, 15 marca 2017

IOSSI Tonik i Mgiełka Róża Damasceńska

Jakiś czas temu pisałam o bardzo podobnym kosmetyku (również różanym), jednak kiedy dostałam od Was sygnały, że ma nieciekawy skład, zdecydowałam się na wypróbowanie w 100% naturalnego produktu. To był idealny moment by w końcu poznać bliżej markę IOSSI


Róża Demasceńska to w 100% naturalny tonik o przepięknym zapachu wiadomo jakiego kwiatu. Przywraca naturalne ph skóry, odświeża i skutecznie zmywa makijaż. Wzmacnia naczynia krwionośne pozostawiając skórę miękką, gładką i nawilżoną. Działa antyseptycznie, koi i łagodzi podrażnienia wrażliwej skóry. Poprawia koloryt i niweluje zmarszczki. Przygotowuje skórę do nałożenia olejku lub kremu.


Długo nie byłam przekonana do różanych produktów, szczerze mówiąc nie przepadałam za tym zapachem. Jeśli natomiast chodzi i działanie to róża ma naprawdę fantastyczne właściwości i chyba nie ma rodzaju skóry, której nie służy. Ten zamknięty w szklanym opakowaniu tonik z dyfuzorem to tego idealny przykład. I jak na różę pachnie naprawdę przyjemnie, bo prawdziwie a nie chemicznie.  Używam go wieczorami po demakijażu i myciu twarzy, szczególnie wtedy, kiedy skóra jest z jakiś powodów podrażniona i czuję, że potrzebuje więcej niż zazwyczaj. Koi, nawilża, poprawia kolor skóry, bardzo dobrze przygotowuje skórę przed nałożeniem kremu/serum. Jest jednym z moich trzech faworytów, których teraz używam (oprócz niego jest to tonik z łagodnymi kwasami owocowymi od RAU Cosmetics i Tonik z nanozłotem od KOI - o obu już pisałam). 


Znacie markę IOSSI i tonik/mgiełkę z dzisiejszego posta?


Czytaj dalej »

wtorek, 14 marca 2017

Moje dwa kultowe produkty od Ministerstwa Dobrego Mydła.

Jestem już po kilku zamówieniach z Ministerstwa Dobrego Mydła i tak jak zawsze byłam zadowolona z zamówionych kosmetyków tak teraz doczekałam się amby, amby totalnej! Całe szczęście pocieszyły mnie moje serdeczne koleżanki blogerki, zdradzając, że i one na punkcie przedstawianych dziś słoiczków oszalały. Jedna z nich stwierdziła,  że peeling musi być w domu, musi i już, niemalże jak apteczka. Dostałam też wiele porad by zanurzyć w śliwce palucha i zjeść! Nie zanurzyłam, nie zjadłam, ale też zachorowałam!
Koniec żartów, dziś wpis o dwóch genialnych produktach, które pojawią się w Waszych domach niepostrzeżenie i uzależnią od siebie jak narkotyk. 



Odżywczy peeling cukrowy w szklanym słoju - ŚLIWKA to jest mistrzostwo świata. Dziewczyny z MDM piszą o nim tak: Pysznie pachnący odżywczy olejowy scrub na bazie cukru trzcinowego. Uniwersalny poprawiacz nastroju i repelent na smutki. Grubas ale łagodny, wymasuje porządnie, ale skóry nie zedrze ;) Zdecydowanie z kobiałki "all in one", ciało po kąpieli nie wymaga już kremowania ani żadnych innych zabiegów (no, chyba, że głaskania i przytulania bo przytulania nigdy dość).

Drobinki cukru pobudzają krążenie podczas masażu i złuszczają martwy naskórek pozostawiając skórę odświeżoną i sprężystą, gotową na przyjęcie olejów. Aromatyczny olej z pestek śliwki głęboko nawilża i regeneruje, olej ze słodkich migdałów wygładza, olej wyciśnięty z pestek winogron zmiękcza a olej z awokado zabezpiecza skórę przed utratą wody. Masło shea i kakaowe dodatkowo natłuszczają naskórek, wosk pszczeli ochrania go przed czynnikami zewnętrznymi. Skwalan z oliwek odbudowuje płaszcz lipidowy dbając o skórę suchą i wrażliwą. Jadalny, atestowany aromat śliwkowy zamienia kąpiel w relaksujący rytuał.




Nie będę próbowała napisać o nim inaczej, bo któż inny jak same twórczynie mógłby go lepiej zdefiniować? Potwierdzę, że jest to najpiękniej i najbardziej apetycznie pachnący peeling jeśli nie kosmetyk z jakim miałam do czynienia. Budzi ogrom tak przemiłych skojarzeń, że już sama woń działa na mnie dobrze. Jest niesamowicie skuteczny, choć nie zdziera skóry do czerwoności. Pozostawia lekko tłustą powłokę na skórze, na której kropelki osadzają się w charakterystyczny sposób, nie jest jednak mało apetycznym tłuściochem z którym męczymy się po kąpieli. Jest pod tym kątem idealnie wyważony. Używanie po nim jakiekolwiek balsamu czy mazidłą to byłaby czysta fanaberia jeśli nie szczyt marnotrawstwa! W życiu nie poświęciłabym tego pozostawionego na ciele zapachu na rzecz innej woni! Chyba, że MDM stworzy masło/mus śliwkowy, to mogę pomyśleć :).  Jeśli wydaje Wam się, że peeling pachnie klasyczną, może nieco chemiczną śliwką to spieszę z wyjaśnieniem - absolutnie nie! Zapach jest mało oczywisty, unikatowy, to takie śliwkowe ciasto z kruszonką, do jedzenia! 


Drugim produktem, moim zdaniem klasykiem marki MDM jest Mus Naturalny z olejem szafranowym i brzoskwiniowym. 




Super odżywczy organiczny mus do ciała po brzegi wypakowany naturalnymi antyoksydantami, składnikami nawilżającymi i regenerującymi a także zbawienną dla skóry witaminą E. Przyjemna, piankowa konsystencja przygotowana z nierafinowanych olejów i maseł połączona z pikantnym, nieco orientalnym zapachem specjalnie przygotowanej mieszanki olejków eterycznych łatwo się wchłania i głęboko regeneruje zniszczony naskórek. Wyciąg z nagietka lekarskiego koi i przyspiesza proces gojenia podrażnień.  Ciepły, rozgrzewający aromat naturalnych olejków odpręża i łagodzi stres. Mus idealnie sprawdza się w pielęgnacji całego ciała. Należy nakładać go na wilgotną skórę, delikatnie wmasowując kolistymi ruchami. Polecany do skóry zniszczonej, suchej i dojrzałej.



Super odżywczy to idealne określenie. Świetnie nadaje się do miejsc na ciele wymagających szczególnej troski - przesuszone dłonie, łokcie, wszelakie podrażnienia skóry. Dla mnie to taki kosmetyk-lek. Produkt niesamowicie uniwersalny.  Jeśli nie lubicie ziołowych zapachów, może nie przypaść Wam do gustu. Ja jestem już po drugiej stronie barykady i po stokroć wolę dobry produkt o specyficznym aromacie niż pięknie pachnący balsam, który nie zrobi nic. Mus w pierwszym kontakcie daje się poznać głównie z tej ziołowej strony, gdy nieco zadomowi się na skórze pojawiają się nuty brzoskwiniowe. Kosmetyk kupujemy w dosyć niewielkim słoiczku i może wydawać się go za mało jak na potrzeby całego ciała, jest jednak niesamowicie wydajny. Już niewielka ilość bardzo mocno odżywia i wygładza skórę. Nazwa mus może być więc myląca, to produkt o lekkiej konsystencji ale dużej gęstości i zawartości składników odżywczych. Uwielbiam nie mniej niż peeling! 


Znacie przedstawiane dzisiaj produkty MDM? Jakie inne pozycje tej marki są według Was kultowe? Dajcie koniecznie znać! 


Czytaj dalej »

środa, 8 marca 2017

Kochane Kobiety...

...czytelniczki me - pewnie, że skorzystam z okazji by napisać Wam słów garść i załączyć do nich kilka pocztówek. Życzę sobie i Wam dużo dystansu, wielkiego poczucia humoru, abyśmy nie gorzkniały, bo gorzka to fajna jest ale czekolada. Dużo siły każdego dnia i umiejętności czerpania frajdy z rzeczy pozornie małych a tak naprawdę wielkich. Zdrowia, miłości i jeszcze raz miłości.  Spędźcie ten dzień jak tylko chcecie, niech będzie słodko, kobieco, leniwie, z kwiatami czy bez, winem albo herbatą, w dresie albo czerwonej koronkowej sukience, obojętnie! Wspierajmy się, szanujmy, doceniajmy, inspirujmy i nie oceniajmy zbyt pochopnie. Ten babski świat jest już na tyle specyficzny i inny od męskiego, że my - mieszkanki powinnyśmy stanowić team a nie tworzyć grupy kiboli przeciwległych drużyn. Taki mam apel z przymrożeniem oka na ten dzień dla Kobiet. Jeśli chodzi o świat męski...Mężczyzno Mój, ponieważ jesteś moim najwierniejszym fanem, chciałabym właśnie dziś, w dniu święta mojej kobiecości nieśmiało podziękować Tobie...za cierpliwość najbardziej <3. 






Czytaj dalej »