środa, 20 września 2017

Moja subiektywna lista, top 5 ukochanych peelingów.

Jakiś czas temu zapowiadałam Wam wpis o ulubionych peelingach. Dziś jest ten dzień! Otworzyłam wieczka by zrobić zdjęcia a w pokoju zapanował totalny zapachowy boom. Wonie poszczególnych kosmetyków, nawet gdy się ze sobą zmieszały, stworzyły przepiękną całość i swoistego rodzaju aromaterapię. 



Po zdzieraki sięgam często i chętnie. Wiele z Was nie lubi wersji pozostawiających na skórze lekko tłusty film, jednak moim zdaniem co innego film składający się z nic nie wnoszącej (dającej złudny efekt pielęgnacyjny) chemii  a co innego kiedy kosmetyk zawiera bardzo dobre, naturalne składniki takie jak masło shea, wosk pszczeli, olej makadamia czy kokosowy. Na co dzień jestem też minimalistką/leniuszkiem/mamą (wybrane podkreślić :)) a więc lubię fakt, że po takim peelingu skóra nie jest wysuszona i nie muszę sięgać po balsamy czy masła.   



Oto moja subiektywna lista ulubionych peelingów:

1. Ministerstwo Dobrego Mydła i wspominana przeze mnie wielokrotnie Śliwka. I w sztyfcie jest moją wielką miłością i w peelingu, który był pierwszy. Jak bardzo go lubię widać na zdjęciach. Ma cudowny aromat, który pasuje mi przez cały rok, jednak jesienią dostaję na jego punkcie jeszcze większego fioła. Dodatkowo fantastyczne działanie. Skóra ciała przygotowana na wielkie wyjście (także do łóżka po kąpieli :)) i pięknie pachnąca. 

2. Iossi i Mandarynka&Pomarańcza, kolejny bardzo jesienny produkt (pomarańcza kojarzy mi się typowo jesiennie). Tutaj jak wyżej - cudowne działanie, skóra aksamitna nawet jeszcze bardziej niż po MDM. Peeling niezwykle energetyczny. 

3. Alba1913 i Essential Body Scrub, kosmetyk bardzo podobny pod względem cytrusów do poprzednika, jednak o nieco innym (bardziej cytrynowym) zapachu i innej konsystencji. Kryształki cukru są w nim mniejsze, a więc jeśli nie lubicie bardzo grubych zdzieraków, to jest produkt dla Was. Osobiście go uwielbiam! 

4. Vianek i łagodząco-wygładzjący peeling do ciała z mielonymi pestkami czarnego bzu - to moje totalne zaskoczenie. Nie spodziewałam się po nim czegoś wybitnego a tu proszę, ogromne zaskoczenie. Od działania zaczynając na aromacie kończąc. Bez? Czy tak miło dla nosa może pachnieć bez? Może! Jeśli będziecie miały okazję wypróbować ten peeling, nawet sam zapach - spróbujcie! Kosmetyk, podobnie jak ten od Alba1913 składa się z mniejszych drobin niż te spod nr 1 i 2, więc jeśli macie delikatną skórę, nie ma ryzyka podrażnienia.

5. Hagi i naturalny cytrusowy scrub z olejem konopnym i makadamia - to produkt o bardzo niepowtarzalnym i jednocześnie bardzo przyjemnym zapachu. Czuje w nim cytryny, jednak nie kwaśne, cierpkie, a osłodzone. Coś niesamowitego. Produkt nie odbiegający fantastycznym działaniem od żadnego z poprzedników. Moje najnowsze dziecko, równie uwielbiane co bracia :). 




Używacie peelingów? Jakie są Wasze ulubione? Znacie któryś z moich faworytów? Dajcie znać! 
Ja, mimo, że mam swoje zbiory, wciąż głodna jestem nowości. 


Czytaj dalej »

piątek, 15 września 2017

IOSSI Krem ochronny dla Dzieci Lawenda&Rumianek

O tym kremie wspominałam Wam nie raz, nigdy jednak nie doczekał się osobnego posta, a jest tego definitywnie wart! To najlepszy i najczęściej przez nas używany krem pielęgnacyjny, który jak widać jest w naszym domu w zapasie. Dlaczego? 





Na początku kilka słów producenta: to kosmetyk ochronny, przeznaczony do delikatnej skóry dzieci od 6 miesiąca. Nawilża, natłuszcza i łagodzi podrażnienia. Skutecznie chroni przed działaniem czynników atmosferycznych - wiatru i mrozu. Delikatny w konsystencji i łatwy w aplikacji - można go stosować na twarz i całe ciało.
Olejek z lawendy przyspiesza gojenie podrażnionej skóry i działa uspokajająco. Rumianek działa kojąco, regenerująco i przeciwzapalnie. Olej jojoba - dzięki zawartości witamin A i E - to niezastąpiony sprzymierzeniec w pielęgnacji wrażliwej skóry najmłodszych.



To naprawdę bardzo wszechstronny kosmetyk, dlatego bardzo często jest z nami w podróży. Nadaje się i był z nami w cieplejsze dni, teraz, kiedy na dworze robi się coraz chłodniej a twarz musi być przygotowana na zmierzenie się z wiatrem, używamy go jeszcze częściej. Nie zawiera wody, więc można go także stosować zimą, przy niskich temperaturach. Świetnie sprawdza się przy suchych łokciach, dziecięcych policzkach, okolicach podrażnionego od kataru noska, można go używać absolutnie do całego ciała i spisuje się tam tak samo dobrze jak na buzi.  
Krem ma postać dosyć zbitego musu, jednak po chwili obcowania z dłońmi, zamienia się w bardzo przyjemny i łatwy do rozprowadzenia olejek. Naprawdę nie mam cierpliwych dzieci, zarówno starsza, całkiem już duża Pannica jak i mój mały Diabeł  to dzieci, które nie są w stanie się zatrzymać. Przy Iossi, na argument ulubiony kremik jestem ich w stanie na chwilę unieruchomić. Młodszego udaje mi się nawet zahipnotyzować i solidnie potraktować jego soczyste policzki kremem, bez awantury :). Kosmetyk pachnie bardzo przyjemnie, ziołowo, chyba nieco bardziej lawendą niż rumiankiem. 



Polecam go z ręką na sercu każdej mamie. Prosty, naturalny skład, świetne działanie i uniwersalność zamknięta w małym, niepozornym słoiczku. Znacie? Używacie? 





Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 września 2017

A Ty, czym otulasz się w te jesiennie już wieczory i poranki?

Nie ma się co oszukiwać, zmianę pory roku czuć w powietrzu. Ten wrzesień jest dla mnie już wyjątkowo jesienny, poranne i wieczorne powietrze nabrało zupełnie innego zapachu i smaku. Wyjęłam cieplejsze kurtki, w spiżarni leży od niedawna kilka słojów dobrego miodu, herbata wraca do łask. Znów namiętnie odpalam świeczki, wyjęłam z szuflad bardziej treściwe balsamy, otulam się cięższymi perfumami. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie jesieni bez tych wszystkich detali...Słoneczna jesień jest piękna, ale bywają też szare, mroczne dni i bez otaczania się rzeczami, które pozwalają mi zrelaksować się, poprawić nastrój, dają poczucie ciepła i bezpieczeństwa - zwariowałabym! Oczywiście najważniejszego nie widać na zdjęciach, bo jest to zdecydowanie rodzina, najlepiej pod jednym kocem, ale co jakiś czas podzielę się z Wami swoimi ulubionymi, materialnymi rzeczami, którymi umilam swoją jesień.







Perfumy - Eisenberg J'ose, moja absolutna miłość
Sztyft - Ministerstwo Dobrego Mydła Śliwka - moja kolejna absolutna miłość
Odżywcze masło do ciała - Alba1913, travel size, które jest zawsze pod moją ręką (zawiera olejek lawendowy i melisowy, więc cudownie działa na ciało i zmysły, szczególnie wieczorem)




Jakie są Wasze magiczne atrybuty na przetrwanie jesieni? Albo inaczej - nieodzowni towarzysze na miłe jej spędzanie? :) 


Czytaj dalej »

czwartek, 7 września 2017

Jesień na paznokciach - WINE RED od NeoNail

To będzie najkrótsza notka w historii tego bloga, ale niech obrazy mówią same. Ja powiem tylko tyle, że czuję już jesień pełną gębą - w kościach, na paznokciach i herbacie z miodem w pośpiechu nalewanej do termosu  Julce do szkoły. Niech moc będzie z nami, jesień sucha i kolorowa a gardła zdrowe! 


Czytaj dalej »

wtorek, 5 września 2017

Naj lata czyli ulubieńcy czerwca/lipca/sierpnia!

Trochę mi się ci ulubieńcy wymykają spod kontroli i tak oto dzisiejszy odcinek obejmuje aż trzy miesiące.  W październiku muszę się koniecznie pilnować i  napisać miesięczne podsumowanie :). Tak jak w ostatnim wpisie tego typu (KLIK), będzie dziś krótko i na temat. W zestawieniu znajdą się produkty do twarzy, ciała i włosów, zapraszam! 




Listę otwiera rewelacyjna seria do włosów. Długo zastanawiałam się na którą wersję szamponu i odżywki marki Insight się zdecydować i ostatecznie padło na program Antioxidant. Linia produktów jest stworzona dla włosów narażonych zarówno na warunki atmosferyczne, obciążenia mechaniczne, zanieczyszczenia i sztuczne barwniki. Zawiera organiczny ekstrakt z marchwi bogaty w beta-karoten, który chroni włosy przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Mam włosy okropnie wymagające bo są dosyć długie, gęste i przede wszystkim w kolorze blond a więc są bardzo suche. Przerobiłam już wiele marek i nie jest łatwo zrobić na mnie w tym temacie wrażenie. Serię Antioxidant polubiłam od pierwszego użycia. Szampon świetnie oczyszcza włosy i skórę głowy,  bardzo dobrze się pieni, co nie zawsze zdarza się przy produktach z dobrym składem (marka nie używa w składach SLS, SLES, parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych czy olejów mineralnych). Odżywka wspaniale nawilża i używam jej po każdym myciu, kiedy natomiast mam dłuższą chwilę i biorę kąpiel, a włosy są w gorszej kondycji - nakładam maskę i wtedy efekt jest naprawdę wow! Włosy są wygładzone, zdrowe i ginie efekt 'siana', nie zauważyłam by produkty obciążały włosy, czego bardzo nie lubię i  dyskwalifikuje to u mnie każdy szampon czy odżywkę. Do zalet muszę zaliczyć też duże pojemności produktów, wygodne 'pompki' i bardzo miłe dla oka opakowania, które przyjemnie prezentują się na wannie. Zapomniałabym o zapachu! Seria świetnie pachnie a woń utrzymuje się na włosach do kolejnego mycia.



Aura za oknem jaka jest, każdy widzi. Niekoniecznie myślicie pewnie o produktach z filtrem albo maskach kojących twarz po opalaniu. Ja po cichu chcę wierzyć, że wrzesień nas jeszcze zaskoczy i wykorzystam jeszcze poniższy duet, który w minionych miesiącach służył mi bardzo bardzo dobrze.
EISENBERG Pielęgnacja do Opalania Anti-Age do Twarzy SPF 30 to był mój ulubiony krem do twarzy w okresie letnim. Wyróżniał się przede wszystkim lekkością i błyskawicznym wchłanianiem. Bardzo dobrze chronił skórę i nie zapychał jej, a niestety zdarza mi się to po produktach z filtrem bardzo często. Produkt z tej samej serii, EISENBERG Maseczka Anti-Age po Opalaniu do Twarzy to unikat i mój czarny koń. Jeśli podrażniłam na własne życzenie skórę twarzy, narażając ją na zbyt długi przebywanie na słońcu to albo zimny (prosto z lodówki), grecki aloes  albo ten produkt. Intensywnie koi, przywraca nawilżenie, błyskawicznie łagodzi uczucie poparzenia i skóra odzyskuje komfort.  Maseczka ma świeżą, żelową konsystencję a skóra po niej jest wygładzona, miękka i toniczna dzięki Kwasowi Hialuronowemu oraz łagodzącemu i odbudowującemu działaniu Czerwonych Alg.



Poniższe trio do twarzy to produkty, którym, moim skromnym zdaniem, zawdzięczam naprawdę miłą dla oka cerę, a o taki auto-komplement u mnie naprawdę trudno.
Serum nawilżająco wygładzające z awokado, drzewem sandałowym i kwasem hialuronowym to moje największe zaskoczenie. Boję się olejków i mam z nimi burzliwe relacje, ale to serum, to serum mnie tak zaskoczyło, rozochociło i chcę więcej! Najistotniejsze by używać go na wilgotną skórę twarzy. Cudownie nawilża, wygładza, skóra jest przemiła w dotyku. Olejek szybko się wchłania i skóra nie jest po nim 'typowo' tłusta. Używam go także na dzień, pod makijaż, niech to będzie wystarczający argument :). Uwielbiam go i myślę intensywnie o kultowej już niemalże wersji rozświetlającej. Naffi to mój drugi od marki Iossi totalny hit. Zanim trafił w moje ręce, widziałam go na niezliczonej ilości profili i faktycznie kojarzyłam go z samych dobrych opinii. Całkowicie potwierdzam. To lekki krem o ziołowym (podobnie jak olejek) zapachu, który cudownie łagodzi podrażnienia, regeneruje naskórek, nawilża i wyrównuje koloryt, jest idealnym dopełnieniem powyższego serum. Ten duet naprawdę doskonale ze sobą współgra i trzymam się go za dnia i w nocy, kurczowo. 


Świetnym produktem i dopełnieniem powyższego duetu jest Naturalne mydło z glinką ghassoul marki HAGI. Rzadko myję buzię mydłem, najczęściej korzystam z delikatnych żeli/pianek, przy tym kosmetyku zrobiłam jednak wyjątek i nie żałuję. Glinka ghassoul zawarta w mydle ma właściwości oczyszczające, usuwa stary naskórek, poprawia wygląd skóry i zmniejsza jej suchość. Dodatek jedwabiu sprawia, że skóra jest chroniona przed szkodliwymi czynnikami środowiska i zyskuje gładkość. Po użyciu mydła czuć to charakterystyczne uczucie 'czystości', takie o jakie bez mydła ciężko, jednak faktycznie nie wysusza ono skóry. Mimo, że i tak przechodzę do kolejnych kroków pielęgnacji, nie muszę natychmiast biec ze ściągniętą buzią do szuflady z kremami. Skóra twarzy jest aksamitnie gładka. Uwielbiam! 


Te pięknie prężące się na drewnianym krążku kosmetyki to nagietek, lawenda i róża, półkule kąpielowe od Ministerstwa Dobrego Mydła. Co tu dużo pisać - to totalne bomby, naładowane po brzegi odżywczymi składnikami. Ciężko mi wybrać faworyta, to już detal. Wszystkie są tak samo udane i są dla mnie synonimem relaksu, chwili dla siebie i przyjemności. Po kąpieli skóra staje się gładka i odżywiona, wystarczy spłukać ciało ciepłą wodą i delikatnie osuszyć ręcznikiem, dodatkowe nakładanie balsamu jest całkowicie zbędne. Maniakalnie kolekcjonuję te kule, uwielbiam mieć zapas na wyjątkowe okazje albo dni, kiedy mam czas na dłuższą kąpiel.

Znacie te produkty? Koniecznie dajcie znać! Chętnie poczytam o Waszych ulubieńcach minionych miesięcy!

Czytaj dalej »